Uncategorized

Trumna nie ma kieszeni

Czasem zdarza mi się wyczyścić sobie konto do zera lub
niemal zera między jedną wypłatą a drugą. Są tacy, którzy powiedzą „nie umiesz
oszczędzać. Zawsze trzeba mieć zaskórniaka”. I czasem mam. Ale czasem nie mam.
I nie ma w tym nic złego.
Ile razy spotykam ludzi w kwiecie wieku albo dziadziuszki,
które na koncie (albo w skarpecie) mają kilkanaście tysięcy złotych, a na obiad
jedzą ziemniaki polane śmietaną. Przez cały tydzień.
Zapytani, po co, odpowiadają „na czarną godzinę”. Ale co to
jest czarna godzina i jak wymagająca musi być, żeby pochłaniać kilkanaście
tysięcy?
Oczywiście, dobrze jest odłożyć trochę grosza na
niespodziewane wybicie klopa, operację katarakty w Stanach czy wizytę ciotki
Karyny. Ale skoro już mamy sporo, dlaczego części nie możemy wydać na wakacje
na Fuercie, nowe meble do salonu albo sukienkę od Valentino? Co później?
Zabierzecie te tysiące do grobu?
Trumna nie ma kieszeni. Święty Piotr jest nieprzekupny i na
nic te wszystkie pambyliony  franków
kambodżańskich. A oszczędzanie na trudne czasy? Oczywiście, mój bank co miesiąc
zabiera mi określoną kwotę i przerzuca na dobrze oprocentowaną lokatę, dzięki
czemu za jakiś czas będę miała wystarczającą kwotę, żeby zrobić prawo jazdy,
studia podyplomowe i kupić w Ikei system PAX.
Oszczędzajmy z głową. Jasne, że niezdrowo jest co miesiąc
zerować swój rachunek (tak jak robię to ja, bo przecież była promocja na
wszystko), ale szparowanie każdej złotówki kosztem własnej wygody też nie
należy do najmądrzejszych zachowań motorycznych świata.
Kupcie sobie za to basen i czilujcie przez wakacje, może
akurat umrzecie końcem listopada. I na co te wszystkie ruble? Zasiłek pogrzebowy spokojnie wystarczy na Wasz festyn pogrzebawczy, nie potrzebujecie fajerwerków, płyty ze stali nierdzewnej i wielkiego pomnika Westy. Ale to temat na pierwszolistopadowy ból dupki.