Uncategorized

Pogotowie mieszkaniowe

Nie umiem oszczędzać. Pewnie już to wiesz, wspominałam o
tym przy okazji niedawnego wpisu, w którym swój zakupoholizm i brak
jakichkolwiek oszczędności broniłam argumentem o trumnie, do której możemy
włożyć nawet trzysta tysięcy dowolnej waluty, a i tak w konfrontacji ze św.
Piotrem nic to nie da, zatem lepiej je wydać.
Ale teraz jestem w takim momencie, że potrzebuję jak
najwięcej bieżących oszczędności, bo wynajęłam śliczne mieszkanie na obrzeżach
Lublina. Choć jest piękne, to dla nas nie dość umeblowane. Sporo w nim brakuje.
Potrzebujemy miliona rzeczy. Nie mamy jeszcze pojemnej szafy
z lustrem (bluzy mojego K. zajmują więcej miejsca niż wszystkie moje 24 płaszcze),
biurek do pracy, krzeseł (najlepiej barowych) do kuchni, lampek nocnych, lampek
biurkowych, odkurzacza, opiekacza, garnków, talerzy, miseczek, sreczek,
siedemdziesięciu dwóch pojemników na wszystko, szafki do przedpokoju, trzymajki
na papier toaletowy, niezbędnych do życia miedzianych koszyczków, świeczek, lampionów i wielu, wielu innych pierdół. Nie mamy też kołdry, która spełniałaby
wymagania rozmiarowe naszego łóżka. 
Wynajmowanie mieszkania z tak dużym łóżkiem to zbrodnia
przeciw oszczędzaniu.
Tyle rzeczy do kupienia! Powinnam solidnie „zacisnąć pasa” i
przez kolejne 2 miesiące sukcesywnie zdradzać swoje prywatne potrzeby z
wyposażeniem domów. A co kupiłam w ostatnim czasie?
Dwie pary sandałków na szpilce.
Próbowałam się przekonać, że wcale ich nie potrzebuję.
Naprawdę próbowałam. Że zaraz skończą się ciepłe dni i trzeba będzie nosić
zabudowane buty. Ale na sekundę pojawiła się w mojej żółtej głowie myśl, że człowiek ma prawo do butów! Na moje
nieszczęście to była akurat ta sekunda, w której rozważałam kliknięcie przycisku
„opłać zamówienie”.
Przykryję się butami. I tak nie mam szafy, do której mogę je
włożyć.
Czy istnieją weekendowe kursy, które uczą, jak kupować to,
co faktycznie jest potrzebne? Te dwie pary butów spokojnie mogłyby pokryć koszt
odkurzacza, co pozwoliłoby mi nie latać na miotle. Teraz przynajmniej będę
latać w ładnych butach.
Nie mamy pościeli. Nie mamy nawet kołdry. Ale ja mam buty.
Cóż ważniejszego, niż buty! Buty spełniają w domu tyle funkcji! Można się nimi
na przykład przykryć albo zamieszać szpilką zupę. I wino otworzą.
Jestem odporna na wiedzę. W zeszłe wakacje przeczytałam Slow fashion i pomyślałam „dobra!”
Zebrałam ciuchy, których nie noszę albo takie, które są w złym rozmiarze, albo
takie, które są już znoszone i co zrobiłam? Włożyłam je do pustej szafki,
która czekała na zagospodarowanie. Bo może kiedyś.
Nie mam kołdry.
 Ze wszystkich
meblowych sklepów pozbierałam wszystkie możliwe katalogi. Leżą na stolę tuż
koło mnie i czekają, aż je przeglądnę i zaplanuję budżet. Ale znacznie łatwiej
odebrać maila z apki na telefonie, w którym newsletter informuje mnie, że ta
wspaniała sieciówka pozbywa się sukienek i wszystko jest minus siedemset.
Nie kupiłam jeszcze żadnej sukienki. Usiłuję sobie wmówić,
że nie mam kołdry.
Sukienką przykryję się lepiej, niż butami.
Potrzebuję kołdry. I weekendowego kursu kupowania szafy
zamiast butów. Halo? Policja? Zaginęły mi pieniądze. I nie mam kołdry.