Co dobrego w sierpniu?

 
 
 
Sierpień był mega zabiegany i mega szybko mi uciekł. W tej całej bieganinie udało mi się jednak znaleźć kilka spraw, które można wrzucić do szuflady z dobrymi rzeczami 😉

 
1. Wynajęłam mieszkanie! Co prawda podpisanie umowy, kupienie kołdry i przeprowadzka czekają mnie dopiero we wrześniu, jednak nasze własne M znalazłam już na początku sierpnia. I jestem nim naprawdę zachwycona! Pomimo że jest niewielkie i nieustawne – jest najlepsze na świecie!

 
2. Pogoda szyta na miarę – nie jestem fanem hiszpańskich upałów, spoconych ud i kłopotów z oddychaniem, dlatego z radością przywitałam sierpniopad, który przyniósł jesienne zachmurzenia, czasem deszcz, a czasem przyjemne, ciepłe słońce, które nie przypaliło moich pieprzyków, kiedy zapomniałam o filtrze. Sierpień pozwolił mi pogodzić się z płaszczami i zabudowanymi butami i nawet teraz, kiedy za oknem jest szaro, a w domu sennie – jestem bardzo zadowolona. To już wiecie z niedawnego posta o sierpniowym słońcu.

 
3. “Odkryłam” Biankę i Juliana, czyli parę niemieckich vlogerów (BibisBeautyPalace i Julienco), którzy na co dzień zajmują się robieniem głupot. Wśród hektolitrów kosmetycznych bubli i ulubieńców, jesiennych lookbooków w zimno-mi-w-cholere-w-tym-sweterku-rób-to-zdjęcie-i-idę-ubrać-dres stylizacjach, pomysłów na domowy peeling z chleba ziarnistego i oleju z tłuszczu słonia oraz tony debestofów gejmingowych i relacji z hej-zapłacili-mi-za-lot-do-Hondurasu-nagrywam-jak-ludzie-chodzą-po-ulicy podróży, Bianka i Julian zajmują się po prostu śmieszkowaniem i jest to coś innego niż to, co wyskakuje mi z lodówki na każdym jutubowym kroku. A to robią największą watę cukrową na świecie, a to kupują “na ślepo” na Amazonie, a to znów Julian włazi zupełnie bez celu do balona wypełnionego wodą, pomiędzy tym prankują się nawzajem i sprawiają, że potrafię płakać ze śmiechu cały dzień. Dodatkowo są najsłodszą parą na całym świecie! Dodatkowo, jak się niedawno okazało, Bianka jest odpowiedzialna za powstanie moich ulubionych pianek pod prysznic Bilou <3

 
4. Wróciłam do niemieckiego – po tym, jak zdałam egzamin kończący przedmiot na drugim roku studiów, rzuciłam książkę do gramatyki niemieckiej w kąt, z myślą, że będę do niej wracać. I oczywiście nie wracałam. Czasem zdarzył mi się przebłysk i wypełniłam jedno ćwiczenie bez specjalnego przygotowania i po chwili okazywało się, że błąd goni pomyłkę. W końcu teraz się za to zabrałam i idę pełną parą! Certyfikacie Goethego, nadchodzę!

 
5. Zrobiłam swoją pierwszą pizzę w życiu! Po wielu mękach z konsystencją ciasta i zbyt rozpuszczoną mozarellą udało mi się wysmarować moją pierwszą pizzę! Przepis na ciasto dała mi współlokatorka i odważyłam się spróbować. Wyszło mega i jestem z siebie dumna!

 
6. Uczestniczyłam pierwszy raz w oświadczynach – sierpień stał się więc miesiącem pierwszych razów/razy – niepotrzebne skreślić. Nigdy wcześniej nie miałam okazji oglądać klękania i całej tej finezji z pierwszego rzędu. W połowie miesiąca miałam taką okazję i powiem szczerze, że dawno nie widziałam tyle radości w jednym miejscu. Aśce i Rafałowi wielkie gratki!

 
7. Nie zbankrutowałam w Ikei, choć nadal nie mam kołdry. Ani szafy. Ale mam za to szczypce do przewracania kotletów, drewnianą tackę na owoce, siedemdziesiąt cztery szklanki, zieloną zmiotkę, doniczkowy kubek na pędzle i komplet łyżek deserowych. Kołdra nadal przede mną, ale klepię sama siebie po ramieniu, że nie wydałam wszystkiego co miałam.
 
 
 
I to by było chyba na tyle, lista drobiazgów, które umiliły, bądź nadal umilają mi czas. A Was co dobrego spotkało w sierpniu?