Felietonia

“Nowy rok, nowa ja”

Zabieram się do tego posta od dwóch tygodni. I już pierwsze postanowienia noworoczne leżą i kwiczą.  2017 zniknął gdzieś za winklem całkiem sprawnie. I choć są przeciwnicy takiej teorii (i jest ich nawet sporo), ja uważam, że początek roku to dobry moment na planowanie zmian w swoim życiu. To swego rodzaju czysta karta. Zostawiasz wszystko to, co było za sobą i możesz zacząć nowy projekt własnej osoby.

Dla mnie nowy rok to dobra motywacja do zmian. Przez pół 2017 starałam się przekonać do systematycznego praktykowania jogi, a udaje mi się to dopiero teraz. Bo ten nowy rok ma w sobie jakąś taką magię świeżości.

Jesteśmy jak całkiem nowy człowiek. Z czystym kontem, z czystą bazą danych. Jesteśmy jak najnowsza aktualizacja samych siebie. Postanowienia noworoczne też spisuję, a co. Może akurat przynajmniej dwa uda mi się zrealizować.

Na pewno chciałabym, żeby ten rok upłynął mi pod hasłem regularności. To naprawdę trudna sztuka, której nie udało mi się opanować przez 22 lata. Dzisiaj, jako że urodziny mam w pierwszej połowie stycznia, jestem już cały rok starsza od swojej 22letniej mnie, mam swoje-nieswoje mieszkanie, swoje życie i swoje sprawy.

Rutyna jest dobra. Regularność pozwoli mi zapanować nad chaosem, jaki czasem wjeżdża mi do życia jak przeciąg.

Albo orkan Fryderyk.

Mam dużo planów na ten rok. Wszystkie dość ambitne i mam nadzieję, że znajdę w sobie na tyle samozaparcia, żeby je wszystkie osiągnąć. Na tyle, na ile będzie to zależało ode mnie. Brzmię jak szalony kołcz.

Ale hasło Nowy rok, nowa ja, to taka dobra wizja na przyszłość. Okazja do zostania kimś całkiem nowym. A w nowym roku (choć już koniec stycznia, wiem), życzę Wam wszystkim dużo pozytywnego myślenia. Pamiętajcie, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.