Labirynt zła

Czasem zdarza mi się trafić do jakiegoś marketu. Czasem nawet częściej niż bym chciała. Markety to trochę labirynty zła. Błądzisz godzinami, masz wrażenie, że ściany zmieniają swoje położenie, abyś błądził jeszcze kolejną. Skomplikowane algorytmy doskonale wiedzą, gdzie umieszczać produkty tak, żebyś na pewno zwrócił na nie uwagę. Niby masz przy sobie listę, ale jak przychodzi do płacenia, nagle prosisz o dodatkową reklamówkę. Albo trzy. Continue Reading

To, czego nie da się odzobaczyć, czyli najgorsze rzeczy, jakie widzieliśmy

 

 
 
Kinga: Dzisiejszy
świat oferuje masę filmów, książek i seriali. Oferuje też możliwości twórcze.
Od czasów początku Hollywood sporo zmieniło się w kwestiach organizacyjno-technicznych.
Wystarczy przecież pójść do pierwszego lepszego sklepu oferującego sprzęt
elektroniczny, kupić aparat czy kamerę z zadowalającą jakością obrazu i dźwięku
(a teraz wszystko w takiej nagrywa), dokupić do tego kilka lamp z białym światłem
albo samemu zrobić blendę z celofanu i już możemy śmiało równać się z ekipą
filmową.

Continue Reading

Wielkanocne sardynki

Wracanie gdziekolwiek po jakichkolwiek świętach jakimkolwiek publicznym środkiem transportu jest jak samotna wyprawa zimą na szczyt K2 – niemal niewykonalne. I to bynajmniej nie przez otaczającą samotność. O, zdecydowanie nie. Bez względu na to, co tam czuwa na bliżej nieokreślonej górze i czy ktoś w ogóle, jestem wdzięczna za grupy na fejsbuku, na których ludzie jadący samochodem z miasta A do miasta B oferują swoje tylne siedzenia, aby podróż minęła innym przyjemniej niż w autobusie. Continue Reading