Felietonia

Największe faile młodości


Mając mniej więcej od 11 do 16 lat, wszystkim wydaje się, że są na równi z dorosłymi, tak też chcą być postrzegani, tak się kreują. Ja oczywiście też. W wieku nastoletnim czułam się taka dorosła i dojrzała emocjonalnie, że aż sobie zazdroszczę teraz, mając 23 lata i czując się jak nieprzygotowany do samodzielnego życia gówniarz.

Jakiś czas temu atak nostalgii zaprowadził mnie do zapomnianych folderów ze zdjęciami i filmami. Na jednym z nich zobaczyłam kilkunastoletnią siebie i kilkunastoletnią przyjaciółkę, kiedy to bez względu na konsekwencje, bezmyślnie biegałyśmy po pozornie zamarzniętej rzece. Wysłałam jej screena z tego filmu i tak zaczęłyśmy rozmawiać o głupotach z dawnych lat. To natchnęło mnie do wspominek i strumień mojej świadomości zaprowadził mnie do naprawdę idiotycznych moich wybryków, które miały rzekomo świadczyć o dorosłości. I nie mówię tu o niczym nielegalnym – to byłby kiepski pomysł na wpis i generalnie nie byłoby się czym chwalić, jeśli chodzi o mnie. Poza tym wydaje mi się, że są gorsze rzeczy. Naprawdę.

Dorosłe plotki i ploteczki

Będąc dzieckiem, z fascynacją wpatrywałam się w dorosłych, siedzących przy kawie i rozmawiających – teraz już wiem, że o niczym. Najczęściej o tym, czy pani Basia ma nowego faceta i że ten teść od pani Kowalskiej to nic nie warty. Mimo to żądałam od mamy kawy zbożowej, siadałam na kuchennym stołku, oczywiście noga na nogę i próbowałam rozmawiać z dorosłymi na dorosłe tematy. Z tym że, kiedy oni rozmawiali o rozwiedzionych znajomych, ja z pasją opowiadałam, jak uciekałam z koleżanką przed osą.

Wartość pieniądza

Jasne jest, że dzieci średnio radzą sobie z liczeniem. Któregoś słonecznego dnia mama wysłała mnie do sklepu po folię, spożywczą albo aluminiową – nie pamiętam już. W każdym razie dała mi trzy złote i powiedziała, że to wystarczy. W dzisiejszym świecie jakakolwiek folia za trzy złote wydaje się dobrym żartem o inflacji, wtedy ich cena nie przekraczała raczej dwójki. Ze sklepu wróciłam jednak z pustymi rękami i okrutnie zła na moją mamę, bo na półce nie znalazłam ani jednej folii, która na metce miałaby napisane „3.00zł”. Było „1.75”, było „2.30”. Ale ja dostałam trzy złote, absolutnie nieświadoma, że można w ten sposób zapłacić za coś, co kosztuje mniej.

Dobre rady z czasopism

Swego czasu popularne były czasopisma takie jak Fun Club, Popcorn czy Trzynastka. Oczywiście znosiłam to wszystko do domu, czytając kolejne artykuły z wywieszonym jęzorem. Wywiady z członkami boysbandów to jedno, ale czy pamiętasz te absurdalne porady urodowe? Przed jakimiś wakacjami naczytałam się, jak pozować do zdjęć, żeby zawsze wyglądać dobrze (do dzisiaj pamiętam zdjęcie Shakiry jako tło tego artykułu). Jedna z porad dotyczyła ułożenia głowy – lekko przekrzywiona w tył i w bok, aby twarz wydała się szczuplejsza, dobrze jest też nie patrzeć w kamerę. Inny punkt radził, aby lekko cofnąć łopatki, a głowę wysunąć do przodu. Jako że jestem królem przesady, nie trudno sobie wyobrazić, że na absolutnie żadnym zdjęciu z wakacji nie wyglądam normalnie. Wręcz przeciwnie – jakbym nagle dostała skomplikowanego paraliżu kręgów szyjnych. I żeby nie było, że przesadzam: 

Faszyn from Raszyn

Dorosłym zdarza się ubierać elegancko albo chodzić do klubów w stylizacjach, które w większości przypadków nie powinny wychodzić poza sypialnię. Mając kilkanaście lat zamiennikiem klubów były dla nas szkolne dyskoteki, na które przychodziły dwa typu ludzi – ci ubrani zgodnie ze swoim wiekiem i ja. Tak więc w podstawówce zdarzyło mi się przyjść w czerwonej spódniczce, która zaczynała się na biodrach, a kończyła gdzieś w połowie miednicy, innym razem wzięłam koszulkę bez żadnych szelek, przez co naturalnie nie miała się na czym trzymać i całą imprezę spędziłam z rękami przy klatce piersiowej. Gimnazjum zaś to stan umysłu, dlatego też na jedną z dyskotek w roli sukienki założyłam fioletową bluzkę z cekinami, do tego żarówiastoróżowe rajstopy i sandałki na szpilce z odkrytą piętą i palcami. Dzisiaj jak o tym myślę, ani trochę mnie nie dziwi, że powodzenie wśród chłopaków miałam zerowe.

Co z tymi szelkami

Pozostając w imprezowym klimacie – kobiety mają swoje sposoby, aby niechciane szelki czy zapięcia od stanika magicznie zniknęły, co umożliwia założenie maksymalnie odkrytych bluzek. Dzisiaj wiem, że w większości przypadków to kwestia staników naklejanych albo w ostateczności przezroczystych ramiączek. Wtedy była to dla mnie czarna magia, a jedyne rozwiązanie, jakie przyszło mi do głowy, aby na klasowe andrzejki schować stanik, żeby nie wystawał z dziwnie wyciętej sukienki, to zdjęcie go i… zaklejenie sutków taśmą klejącą.

Grafik płakał jak blurował

Na młodzieńczy trądzik nie ma rady. No, chyba że jest Photoshop. Ogarnięty grafik potrafi naprawić każdą celebrycką twarz tak, żeby wyglądała relatywnie naturalnie. Ja niestety w tamtych czasach byłam tym typem grafika komputerowego, który płakał jak przerabiał, a jedynym narzędziem do usuwania niechcianych niedoskonałości było wtedy dla mnie rozmycie Gaussa. Tak więc blurowałam sobie twarz razem z konturem i krawędziami nosa. Efekt gładkiej twarzy był godny podziwu. Szkoda tylko, że poza tym wyglądało to, jakby ktoś oblał mnie mlekiem. Do tego nie można zapomnieć o kolorowaniu oczu na fioletowo, to już w ogóle graficiarski kunszt… Szkoda, że już nie mam tych zdjęć. Pozbyłam się ich, paląc za sobą młodzieńcze mosty. Młodość rządzi się swoimi dziwnymi prawami i jedyne, co możemy zrobić w takiej sytuacji, to ją przeboleć, a później po prostu się z niej śmiać. I śmiać z tych, którzy teraz są młodzi – może akurat pojmą swoje błędy. Z drugiej strony, żyjemy w tak zdominowanym technologicznie świecie, że większość z tych rzeczy nigdy nie przyjdzie młodym do głowy. Kilkulatki za chwile zaczną rozwiedzionym rodzicom zakładać konta na Tinderze, dlaczego więc miałyby nie umieć posługiwać się gotówką czy zakładać bluzkę i rajstopy na szkolne dyskoteki?