Co dobrego w lipcu?

Dla sporej grupy ludzi koniec lipca równa się połowie wakacji. Jeszcze tylko miesiąc i wróci szkolna rutyna, za którą z nadmiaru wolnego czasu ja tęskniłam już na początku sierpnia. Jednak teraz mam przed sobą jeszcze dość dużo wakacji, których jednak staram się nie marnować tak jak to robiłam za dzieciaka. Choć pogoda aktualnie nie rozpieszcza, a bardziej rozpuszcza na papkę, zapraszam na comiesięczne dobre wibracje!

Wyjazd do Warszawki

Chociaż we wpisie o stolicy sporo na nią narzekałam, nie uważam tego wyjazdu za jakoś szalenie nieudany. Każde zdarzenie to nowe wspomnienie i wartokolekcjonować też te gorsze. Dlatego cieszę się mimo wszystko, że wybraliśmysię w mini podróż, bo zawsze fajnie zob aczyć wielki świat.

Chwila oddechu w domu rodzinnym

W tym miesiącu nie zapomniałam też o moich rodzinnych stronach i wykorzystałam przyjazd rodziny, żeby samej też wsadzić się w autobus i wybrać na kilka dni do „swoich”. Odpoczęłam, wygrzałam się na słońcu, spotkałam się ze znajomymi i spędziłam miło czas z najbliższymi.

Konsekwencja w FODMAPie

Nigdy nie wytrzymałam na żadnej diecie dłużej niż 3 dni. Ale zazwyczaj były to jakieś moje wymysły i fanaberie. Teraz, kiedy chodzi o moje zdrowie, konsekwentnie izolowałam się od czekolady, pizzy i pszennych bułeczek. Pewnie bym to olała, gdybym nie widziała pozytywnych efektów. Tak więc wzbraniam się od pyszności jeszcze przez chwilę, proszę trzymać kciuki, bo im bliżej końca, tym bardziej mam ochotę na fodmapowe wagary!

Przedłużenie umowy najmu

Tym to stresowałam się już od wiosny. W zeszłym roku właścicielka mieszkania podpisała z nami umowę tylko na rok, w razie gdyby jej syn wrócił zza granicy i potrzebował swojego lokum tylko dla siebie. Ale okazało się, że całkiem mu tam dobrze, a my dalej możemy lenić się na wielkiej kanapie, przestawiać meble i oczywiście przesiadywać na balkonie. A widok z balkonu po prostu kocham!

Zaćmienie Księżyca

Bo przecież następne będzie za 100 lat. Jak już dawno zgniję. To trzeba było zobaczyć, w sensie zaćmienie. Na szczęście pogoda dopisała i na lubelskim niebie nie było złośliwych chmur, także zaćmienie mam odhaczone na liście rzeczy, których już nigdy nie zobaczę.

Wakacje na balkonie

Pomijając sąsiada, który dzień w dzień puszcza z okna rosyjskie disco i koncerty Cleo, uwielbiam spędzać czas na balkonie. Dobrze mi się tu pracuje, pisze, nawet ogląda filmy. W lipcu pogoda była na tyle znośna, że spokojnie mogłam przesiadywać na nim o każdej porze dnia. A wieczorny klimat zrobiony za pomocą świeczek, wina i ciepłego swetra to najprzyjemniejszy moment tych wakacji, serio.

Wodne wyzwanie

Jakiś czas temu Kinga z bloga Perfekcyjnawdomu rzuciła wyzwanie, aby wyrabiać w sobie nawyk picia wody. Ściągnęłam więc odpowiednią aplikację, która co 3 godziny kwiczy, że jest ze mnie dumna (nawet jeśli tego dnia ani razu jej nie użyłam). Niemniej bardzo mnie to motywuje i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę piła regularnie zwykłą wodę. W ilości 1.6l. Co prawda przyczynia się do tego FODMAP, który zabrania większości soków, ale wychodzi mi to na dobre. Polecam, rzućcie okiem do Kingi, ona Was poprowadzi za ręke!

Pierwszy przepis na blogu

Dieta FODMAP zmusiła mnie do sporych ograniczeń i kombinowania przy garach. To zainspirowało mnie do tworzenia nowych potraw i postanowiłam dzielić się nimi na blogu. Czy to wypali – zobaczymy. Póki co mam w głowie szereg pomysłów i jeszcze nie raz przeczytasz tu o czymś dziwnym, co ostatecznie okazało się dobre. Tylko najpierw muszę kupić jakieś tło, bo rozsypywanie makaronu na drewnianej skrzynce, na której hula ziemia z kwiatów to średni pomysł.

A co Ciebie dobrego spotkało w tym miesiącu?