Ciotka Dobra Rada,  Organizacja

Diagnoza: prokrastynacja

Ile razy zdarzyło Ci się odłożyć coś na jakieś nieokreślone żadnymi ramami czasowymi jutro? Ile razy miałeś wstać rano i ogarnąć wszystkie ważne sprawy, żeby popołudnie mieć wolne i polenić się przed telewizorem albo wyjść ze znajomymi na piwo, a potem odrzuciłeś budzik o jeden raz za dużo i potem wszystko robiłeś w biegu, z językiem na wierzchu?

Ile razy powtarzałeś sobie, że za chwilę zrobisz ten przelew, aby za chwilę zapomnieć o nim na długie godziny albo i dni? Jeśli od czasu do czasu – bez paniki. Każdy jest trochę odkładaczem. Ale jeśli prokrastynację wpisujesz w CV w miejscu zainteresowań i hobby – zostań ze mną. Przydam Ci się. Jak więc nie odkładać na wieczne „potem”?

Bez samodyscypliny ani rusz

To, że ja tu sobie chwilę pogaworzę o tym, jak nie odwlekać rzeczy na później, nic Ci nie da, jeśli sam siebie nie zdyscyplinujesz. Jeśli po ósmym budziku nadal nie znajdziesz motywacji do wstania wcześniej – problem jest tak głęboki, że potrzeba interwencji jakiegoś kołcza. Albo elektrycznego pastucha. Najważniejsze, żeby umieć samemu się zdyscyplinować. Poniższe punkty pomogą Ci w walce z prokrastynacją, ale to tak ja z alkoholizmem – najpierw musisz sam zechcieć. Coś zmienić. Nie być wiecznie zakopaną pod kołdrą lenistwa lamą.

Stałe elementy gry

Dobrym sposobem (czytaj takim, który sprawdził się u mnie) jest zrobienie sobie planu całego tygodnia z uwzględnieniem rzeczy, które dzieją się cyklicznie. Zawsze tego samego dnia. Może to być wszystko – ja w swoim planie mam zaznaczone dni, w których ćwiczę (z rozpisaniem na kardio, jogę, etc.), w których robię peeling twarzy, ciała, kiedy dodaję posty na bloga i kiedy sprzątam mieszkanie. Mówi się, że to, co zapisane, ma większą moc sprawczą. Coś znaczy. Dlatego warto spróbować wypisać sobie najważniejsze rzeczy (czytaj te, z których wykonaniem jest największy problem) i starać się wykonywać je właśnie tego dnia. Bez marudzenia!

To, co zrobisz dziś, jutro już będzie dawno zrobione

Mój K. dziwi się, dlaczego każdego dnia przed pójściem spać sterczę nad zlewem i myję gary, które nazbierały się od ostatniego mycia. „Przecież można to zrobić rano”. Oczywiście, że można. Ale po pierwsze, dzień zaczyna się lepiej w czystej kuchni, po drugie – jeśli zrobię to wieczorem, rano brudne gary będą już tylko przeszłością. A ja jestem sama sobie wdzięczna, że zrobiłam to poprzedniego dnia i teraz nie muszę marnować dnia. Ta sam zasada dotyczy odkładania rzeczy na swoje miejsce czy wspomnianych wcześniej przelewów. Jeśli zrobię go teraz, za dwie godziny, kiedy mój mózg wysłałby ostrzegawczy sygnał „przelew”, on będzie już dawno zrealizowany. A Ty odetchniesz z ulgą. Jeśli napiszesz pracę zaliczeniową dziś wieczorem (albo przynajmniej zaczniesz), w dzień deadline’u będziesz mieć wolne. Jeśli wstaniesz w sobotę o siódmej, zjesz śniadanie, wypijesz kawę i do 10 posprzątasz mieszkanie – masz 12 godzin do wykorzystania jak tylko chcesz. Czy to nie brzmi dobrze? Czy to nadal Cie nie przekonuje? No skoro nie…

Jest czas na pracę i czas na relask

W procesie prokrastynacji bierze udział szereg rozpraszaczy – serial, zasłyszane rozmowy pod balkonem, piszczący Messenger. I w ten sposób, nawet, jeśli już jakaś praca została podjęta, zostaje momentalnie odsunięta na boczny plan na rzecz nowych memów. Jeśli piszę post, uczę się czy robię cokolwiek innego – robię to i nic więcej. Cisza jednak okrutnie mnie rozprasza, dlatego jeśli coś włączam, jest to zazwyczaj coś, co widziałam już 600 razy. Ulubiona bajka Disneya, muzyka (jeśli się uczę – koniecznie bez słów) czy zapętlone kabarety, które znam na pamięć. Nic, co może pochłonąć moją uwagę. Wtedy nawet jeśli próbuję oszukać silną wolę i dzielę ekran komputera na pół (po jednej stronie praca, po drugiej Herkules), nie przeszkadza mi to w efektywnej pracy. Dzięki temu kończę szybciej i nie rozlewam obowiązku na długie godziny. A to co skończone szybciej – patrz punkt 3.

Wykorzystuj dziury w planie dnia

Kiedy nagle nie mam co ze sobą zrobić, za 20 minut muszę zacząć przygotowywać obiad albo wyjść z domu, mogę siedzieć bezczynnie i gapić się w sufit, włączyć serial i spóźnić się na spotkanie albo umrzeć z głodu (bo przecież jeden odcinek jest jak yeti), mogę też scrollować facebook w telefonie. Ale jeśli wiem, że za 3 dni mam wrzucić post, który zaplanowałam i cały jego schemat mam w głowie, ale którego jeszcze nie zaczęłam pisać albo kiedy miałam podesłać przyjaciółce tytuł książki, która mi się spodobała, albo kiedy jeszcze nie wybrałam, na co chcę iść jutro do kina, a przypadkowo mam wolne 20 minut – patrz punkt 3.

Małe motywatory

Bardzo często słyszę od moich biegających znajomych, że gdyby nie Endomondo, pewnie dawno by to rzucili. Tymczasem ta mała aplikacja w telefonie wysyła przypomnienia, dzieli się statystykami z całego tygodnia i pozwala porównywać się ze znajomymi. Informuje także o wszystkich pobitych rekordach. To wszystko składa się na dobry antybiotyk na prokrastynację. Jeśli masz problem z odkładaniem czegoś na nigdy, dobrym rozwiązaniem jest znalezienie sobie jakiejś motywacji – to może być właśnie aplikacja w telefonie (których jest tyle, że pewnie znalazłaby się taka do przypominania o wizytach w toalecie) albo budzik w telefonie, który przypomni, że jeśli będziesz brać tabletkę ze skrzypem codziennie, za miesiąc będziesz piękna jak Afrodyta. Równie ważne tu jest wsparcie bliskich, nawet jeśli to motywacja w stylu Chodakowskiej – „wiem, że jest Ci ciężko, ale dasz radę”. Każda forma dopingu jest dobra w dążeniu do eksmisji prokrastynacji ze swojego życia.

Masz coś do zrobienia? Zapisz to. Powiedz to.

Mówi się, że to, co zapisane lub wypowiedziane, jest bardziej wykonalne. Więc jeśli chcesz coś odwlec na jutro – powiedz kilku najbliższym znajomym, że masz to zrobić dziś. Albo lepiej – ogłoś to w social mediach. Będzie Ci po prostu głupio, jeśli koniec końców nie wywiążesz się z tego. Albo zapisz to na karteczce samoprzylepnej i przyklej w widocznym miejscu – na szafie, na biurku, w lodówce. Tam, gdzie jesteś najczęściej. I koniecznie do zadania, które masz wykonać, dopisz “dzisiaj”. A jeśli “dzisiaj” to dla Ciebie pojęcie względne – dopisz datę.

System nagród

Tę metodę traktuję jak ostateczność, bo nie wyrabia żadnego nawyku, a przyzwyczaja takiego prokrastynata do tego, że po drugiej stronie tęczy zawsze jest garnek złota. A to wykonanie zadania powinno przynieść satysfakcję, nie jakieś profity. Ale jeśli dasz sobie ultimatum, że dopiero jak przeczytasz artykuł na zajęcia albo wyniesiesz śmieci i umyjesz naczynia, będzie czas na serial – niech Ci będzie. Tylko się nie przyzwyczaj, bo w końcu zaczniesz rywalizować sam ze sobą. Prokrastynacja to choroba. Rodzaj uzależnienia jak alkoholizm czy nocne podjadanie. Kluczowe jest tu samozaparcie. Dopóki nie wytworzysz w sobie poczucia, że pora coś zmienić – ten post na niewiele Ci się zda. Ale jeśli już się zmusisz i zastosujesz choć dwa z tych punktów, gwarantuję Ci – będziesz najlepiej zorganizowaną osobą na świecie. Brzmię jak szalony kołcz. Ale wiesz, o co mi chodzi. No pain, no gain!