Co mi dało 7 tygodni życia low fodmap

Kilka dni temu zakończyłam moją przygodę z pierwszą dietą, którą doprowadziłam do końca. Siedem tygodni FODMAP za mną. Do tej pory trudno mi uwierzyć, że dałam radę oprzeć się pszennym bułeczkom, pierogom babci i wielkiej pizzy z sosem czosnkowym z lubelskiej Plackarni. Polecam, poza rzeszowskim Biesiadowem – najlepsza pizza świata. Co mi dały te straszne tygodnie pozbawione mlecznej czekolady i zapiekanki brokułowej na śmietanie? Zapraszam do zerknięcia na moją listę fodmapowych korzyści. Po pierwsze i chyba najważniejsze

Czuję się lepiej

Byłam sceptycznie (albo lepiej wrogo) nastawiona do absurdalnego pomysłu mojej gastrolog, kiedy kazała mi usunąć z codziennego menu praktycznie wszystko, co kocham. Już wiem, jak się czuł John Wick, kiedy zabito mu najlepszego przyjaciela. Nie sądziłam, że jakakolwiek eliminacja przyniesie mi cokolwiek poza kulinarną depresją. Ale skoro nic innego nie pomogło przez długie miesiące – no dobra. Najwyżej to zleje. A pozytywnie zaskoczyłam się już po dwóch tygodniach, kiedy nagle mój żołądek przestał się buntować przeciwko wszystkiemu i odgrywać złośliwe koncerty w momentach największej ciszy. Brzuch przestał udawać, że połknęłam arbuz w całości, a apteki w końcu przestały zarabiać na hektolitrach wynoszonych stamtąd kropli na uczucie ciężkości.  Jednym słowem – jeśli macie problemy z IBS czy czymkolwiek innym, spróbujcie. Przynajmniej na te 2–3 tygodnie. Jeśli zadziała – kontynuujcie. Jeśli nie – dajcie sobie jeszcze chwile. Zadziała.

Większa świadomość

Wobec tego, co jem i wobec tego, jakie składniki są tymi kroplami, które mają drążyć moją żołądkową skałę. Widząc listę rzeczy zabronionych, nie raz łapałam się za głowę. Jak to? Awokado? Arbuz? Miód? Toż to takie zdrowe fit super food Twój dietetyk kupowałby ksylitol i tak dalej. A tu niespodzianka. Okazało się, że awokado zawiera sporą ilość cukrów, które są dla żołądka drażniące, czyli poliole (zalicza się do nich m.in. ksylitol, więc lepiej uważajcie z sypaniem go do wszystkich ciast i ciasteczek). Arbuz składa się w 99% z cukrów, a miód ma tak wysoki indeks glikemiczny, że nie wiem, jak można uważać go za samo zdrowie. Na jego korzyść przemawia tylko to, że te kilogramy cukru są przynajmniej pochodzenia naturalnego. Na diecie dostałam potężny zastrzyk wiedzy, co do wielu pokarmów i teraz jeszcze lepiej wiem, jak z niczym nie przesadzić. A co za tym idzie

Zaczęłam się lepiej przyglądać etykietom

Bo składniki bogate w FODMAP to nie tylko szparagi i mascarpone. To też te małe polepszacze, których nie widzimy, a które producenci past, słodyczy i bezglutenowych kiełbasek sojowych wciskają nam do gardła nieustannie. Teraz, kiedy mogę jeść już wszystko (póki znowu mój IBS nie strzeli focha), mogę spokojnie wrócić do kalafiora w panierce, ale bez gumy guar mogę się obejść. Bo jest masa takich rzeczy, których mogę unikać dalej, pomimo zakończenia fodmapowej wyprawy.

Poszerzyłam kulinarne horyzonty

O ile można tak powiedzieć, jeśli przez półtora miesiąca je się na przemian pomidory, paprykę i kukurydzę. Nie mogąc jeść wielu podstawowych produktów, musiałam się sporo namachać, żeby jakoś to było. Żebym nie padła z głodu albo nie musiała jeść gruzu i paproci. Znalazłam więc trzysta sposobów na cukinię, marchewki i bakłażany, tak aby za każdym razem czuć, że to coś innego. Ale też

Znalazłam sporo odpowiedników

Takich jak komosa ryżowa, makaron kukurydziany, etc. Nauczyłam się zastępować chleb goframi jaglanymi, placki z ciecierzycy tymi z batata i opracowałam własne sosy sałatkowe, bez suszonej cebuli i czosnku. Odczarowałam bakłażana, przeprosiłam się z mlekiem kokosowym i poznałam smak każdego dostępnego na rynku mleka roślinnego. I swoją drogą, tylko owsiane było coś warte. Jeśli ktoś zawsze wybiera w Starbucksie kawę na mleku migdałowym, leci na moją czarną listę. To smakuje jak lura z wodą i łyżeczką masła orzechowego. Ale owsiane jako jedyne daje radę.

Więcej pokory i cierpliwości

Bo przecież musiałam z tylu rzeczy zrezygnować. Po wstępnej fazie depresji, zaczęłam spędzać całe dnie w kuchni, szukając, łącząc, kombinując i nierzadko marnując. Pod koniec tych siedmiu tygodni nie musiałam nawet zbyt długo się zastanawiać. Już wiedziałam, co do czego pasuje i co można zmienić. I teraz już nie reaguję rozpaczą, kiedy ktoś proponuje mi ciasto na mące pszennej. Bo przecież taka dieta nie trwa wiecznie.

Pies przewodnik

W tej walce o lepsze kulinarne jutro pomocne okazały się dwie rzeczy. Właściwie półtora rzeczy. I pół człowieka. Po pierwsze, gdzieś w połowie drogi między rozpaczą a akceptacją, trafiłam na bloga Karlijn’s Kitchen. Prowadzi go dziewczyna z Holandii, która sama zmaga się z IBS i zasady Low Fodmap opanowała do perfekcji. Napisała także e-book dla początkujących 10 things I wish I had known when I started the low FODMAP diet. Zapisując się do jej newslettera, możecie pobrać go za darmo. Znajdziecie tam sporo przydatnych lajfhaków, co i jak można, a czego nie można. W ten sposób nie musiałam do końca rezygnować z ciecierzycy czy czosnku. Jeśli zmagacie się z jakimkolwiek problemem żołądkowym – sprawdźcie jej blog. I serdeczne podziękowania dla Karlijn!

And especially for Karlijn, who promised me, that she would check my blog, but can’t read in polish:

My guide dog – in this battle for better culinary tomorrow, two things turned out. Actually, one thing and a half. And a half of human. First of all, somewhere between desperation and acceptation, I found a Karlijn’s Kitchen blog. It is written by a girl from Holland, who fights with her own IBS and has mastered the FODMAP rules to perfection.  She wrote an e-book for beginners, 10 things I wish I had known when I started the low FODMAP diet. You can download it by signing up for a newsletter. It is totally free. You will find there some lifehacks about what to eat and how to eat. So, I didn’t have to completely give up the chickpeas or garlic. Check this out, if you also fight with IBS. And Karlijn – thanks a lot one more time! And I’m sorry for my English!

Po drugie, znalazłam aplikację, która zbiera dla mnie wszystkie informacje, których nie jestem w stanie sama opanować. FODMAP A to Z to doskonałe rozwiązanie dla każdej dietetycznej lamy. Zawiera wszystkie produkty (nawet syrop glukozowy!) z pełnym opisem. Czy wolno, w jakiej ilości wolno, że wolno tylko z puszki, że wolno tylko liście, że wolno, ale nie suszone z torebki. Naprawdę polecam. Dzięki Karlijn i tej apce, te siedem tygodni upłynęło mi na jedzeniu fodmapowo dobrych pyszności zamiast gruzu i paproci.

Odważyłam się publikować przepisy

Spędzam w kuchni 20 godzin dziennie, wymyślając ciągle coś nowego, ale nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby dzielić się tym ze światem. Bo zdrowe. Bo wege. Bo za mało zdrowe. Bo z nietypową mąką. Bo z mąką pszenną. Bo hejt. Ale ostatecznie dieta fodmapowa dała mi tyle nowych pomysłów, że postanowiłam puścić je w eter. A czy ktoś ten przepis odtworzy, czy go polubi, czy będzie scrollować dalej – na to już nie mam wpływu. Kingsley Kitchen jest otwarta!  Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam swoim bredzeniem o diecie, która dotyczy 20% społeczeństwa. Ale to teraz spora część mojego życia, więc jeszcze nie raz znajdą się tu jakieś fodmapowe perypetie.