Ciotka Dobra Rada,  Zdrowie

Blondynka radzi: Jak przetrwać jesienne przeziębienie i nie obrócić mieszkania w proch

Proces ewolucji albo uwarunkowania genetyczne sprawiły, że lepiej znosimy przeziębienie od naszych poczciwych mężczyzn i jest to jakaś forma sprawiedliwości za te wszystkie okresy, porody i wszystkie te niepotrzebne fanaberie Matki Natury. Ale chorujemy wszyscy. I musimy jakoś się z tym uporać. Tym bardziej, że zazwyczaj jedna chora osoba terroryzuje nieporadnością całą rodzinę. I nieważne, czy masz w domu chorego faceta, dziecko (co niewiele się różni) czy sama jesteś chora, ostatecznie i tak dostajesz w gratisie bałagan nieznanego pochodzenia.

A jeśli jesteś facetem, który mimo stanu agonalnego stara się normalnie funkcjonować – gratuluję. Jesteś wygrywem. Mogę za Ciebie wyjść, mój mail zostawiam w dziale „kontakt”.  Blondynka na swoim to też szybki kurs bycia „na swoim”, czyli samodzielności w prowadzeniu domu i nie puszczenia go z dymem. Dlatego też dzisiaj mam dla Ciebie kilka sposobów, jak zachować przeziębiony dom w optymalnym porządku. I na początek mały disclaimer – w tekście używam formy męskiej „chory”, bo tak mi jest wygodniej. Nie próbuję być złośliwa wobec męskiej grypy czy manifestować jakieś feministyczne postulaty. Po prostu tak się nauczyłam, męska forma jest w tej sytuacji neutralna. Chorujemy wszyscy, zapewniam. No to lecim!

Kilka rad organizacyjnych

Trzymaj bieżące leki w jednym miejscu

W każdym domu jest jakieś miejsce na przechowywanie leków. Ale kiedy pojawia się w nim także przeziębienie, każde miejsce w domu służy do przechowywania leków. Aby uniknąć tej inwazji niepotrzebnych przedmiotów na stole, łóżku i między meblami, włóż wszystkie aktualnie pochłaniane syropy, tabletki, pastylki, etc. do jednego miejsca. U mnie jest to pojemnik po pieczarkach. Takie pudełeczko zdrowia może śmiało wędrować za chorym i nie robi niepotrzebnego bałaganu.

Stwórz podręczny śmietnik

W czasie epidemii katarokaszlu chory z reguły się nie przemieszcza. Ale zasmarkane chusteczki już tak. Migrują złośliwie po całym domu, bo chory jest zbyt umierający żeby nosić je na bieżąco do kosza, a i dla zdrowego jest to upierdliwe zajęcie. Moja rada? Prowizoryczny kosz na śmieci. Najlepiej w zasięgu ręki chorego. Przy kanapie, na parapecie, szafce nocnej. W moim przypadku jest to jeszcze jedno pudełko po pieczarkach, które również przemieszcza się razem z preferencjami chorego, z kanapy do sypialni, ewentualnie odwrotnie.

Jeden kubek na jednego chorego

Leczenie przeziębienia to oprócz leków głównie ciepłe herbaty, musujące witaminy i różne inne ferweksy. Wymieniane na bieżąco. Chory się poci, więc trzeba go nawodnić. Nie ma więc sensu donosić dwunastego kubka i robić w zlewie ceramicznej piramidki. Jeden kubek (duży!), myty lub opłukiwany na bieżąco wystarczy. Chory jest zadowolony, a zlew bardziej pusty, niż gdyby miała tam się znaleźć ceramiczna piramidka. A i zarazków mniej.

Sprzątaj w międzyczasie

Twój chory i tak leży, a Ty możesz wykorzystać ten czas na zgarnięcie niepotrzebnych rzeczy, pustych opakowań, opróżnienie mini śmietnika, umycie naczyń albo tego, co trudno jest wykonać w innej sytuacji. Chory leży, a to znaczy, że nie chodzi. Więc nie szwenda się po podłodze. To dobry moment na umycie jej i wypastowanie (zakładając oczywiście, że chory to jedyny obecny akurat domownik poza Tobą).

Wietrz mieszkanie na bieżąco

Oczywiście nie prosto w twarz choremu, bo będzie chory do śmierci. W takiej sytuacji do przyszłego piątku. Ale pomieszczenia, w których akurat nasz denat nie zalega – śmiało.  W Twoim przeziębionym domu prawdopodobnie jest duszno jak w saunie, Twój chory siedzi szczęśliwie zawinięty w swoje burrito z mikrofibry, Ty już nie masz czego zdjąć, a muchy pływają w tym gęstym powietrzu zamiast latać. Naprawdę warto czasem przewietrzyć. Bo jak przypadkiem przyjdzie kurier, dostanie w twarz otwartym nagrzanym piekarnikiem o zapachu niewietrzonego domu. Nic przyjemnego.

Odkażaj

Chory roznosi zarazki, a jeśli to akurat nie Twoje dziecko, które można zamknąć w pokoju na tydzień, a Twoja druga połówka, prawdopodobnie spędzacie kilka godzin doby pod jedną kołdrą. Dlatego też oprócz przewietrzania, warto pryskać strategiczne punkty domu sprayem antybakteryjnym. Na moim podium stoi Medisept. Jest wydajny i nadaje się do całego mieszkania. W Rossmanie można go dostać za około dziesięć złotych, a zabija szereg złośliwych wirusów (w tym też rotawirusy i norawirusy odpowiedzialne za grypy żołądkowe).

Zapewnij rozrywkę sobie i innym

Chory jest nieszczęśliwy, więc trzeba zadbać o jego poczucie komfortu. Dobry serial, niewymagająca myślenia komedia (chory jedzie na ibuprofenie, nie ma sensu go zmuszać do intelektualnego wysiłku), ulubiona gra czy program w TV o tym, jak się robi musztardę – wszystko jest teraz dozwolone. Chory rządzi pilotem. Chyba że akurat śpi. A kiedy już zaśnie, cicho zamknij drzwi, przetransportuj się do innego pokoju i oddaj swoim przyjemnościom – serial, książka, wino, co tylko chcesz. Byle cicho. Im dłużej Twój chory śpi, tym krócej jęczy, że mu źle. I jak już zamkniesz swojego denata w jego dusznym azylu, nie zapomnij przewietrzyć reszty  domu.

A co potem?

Kiedy Twój chory zacznie funkcjonować, zdyscyplinuj w pełni swoje mieszkanie. Przede wszystkim zmień pościel i zrób wielkie pranie. Do bębna pralki wrzuć wszystkie te domowe dresiki i koce, w których przez kilka dni mieszkał Twój chory. Wywietrz porządnie wszystkie pomieszczenia i zadbaj o jakiś ładny zapach (polecam woski zapachowe). A na dobry początek nowego życia zróbcie sobie duży gar pysznego grzańca pełnego pomarańczy, goździków i procentu. Nie ma lepszego sposobu na budowanie odporności. Adios!