Felietonia

O kompleksach, ideałach i strachu przed byciem sobą

Wrzesień jest zawsze szczególny, jeśli chodzi o czasopisma. Pod hasłem September Issue kryje się wyjątkowe wydanie Vogue, które staje się wydarzeniem medialnym. Wrześniowy numer jest większy, grubszy, bardziej treściwy, ludzie zabijają się, żeby poznać najnowsze trendy a osoba, której przypadnie rola cover girl, jest tak naprawdę ustawiona na kolejny rok. I do następnej wrześniowej okładki nie musi robić w zasadzie nic, a propozycje medialne spływają jak jesienny deszcz.

Fake Off

Za inicjatywą Anny Wintour podążają też inne koncerny prasowe, wynosząc swoje wrześniowe numery do rangi wyjątkowych, innych niż pozostałe. Tak jest też w przypadku nagiego Women’s Health, na łamach którego obnaża się wady kobiecego ciała i zamienia je w zalety. Okładka wrześniowego WH już drugi raz prezentuje doskonałe w swojej skromności akty, a akcja FakeOff daje porządną dawkę odwagi setkom zamkniętych w sobie, zakompleksionych czytelniczek.

Bo czy ideał w ogóle istnieje?

I tak czytając sobie najnowsze WH, biorąc udział w akcji zainicjowanej przez fotograf Dominikę Cudę, zaczynam zastanawiać się nad pojęciem ideału.  Współczesne media wykreowały straszny obraz świata. Nie ma już społecznej aprobaty na fałdki na brzuchu, cellulit (który wszystkie mamy, niezależnie od rozmiaru), trądzik czy wszystkie kości na wierzchu. Nie można być za chudym, za grubym, zbyt pomalowanym ani bez mejkapu. Profile na Instagramie prezentują stylizacje, które uważane są za top of the top, ale wystarczy pokazać się tak na ulicy i okazuje się, że obecne trendy są niedopasowane do polskiej mentalności.

Taki nacisk na wszechobecną perfekcyjność prowadzi do szeregu kompleksów (bo nie wyglądam jak ta pani na okładce i pewnie nigdy nie będę), ale też problemów z byciem sobą. A może i zaniku tożsamości. Chcemy być idealni, dopasować się do społeczeństwa. Szukamy akceptacji. Próbujemy zmieniać szerokie biodra (czytaj wpłynąć na ułożenie kości miednicy, które raczej się już nie ruszą z miejsca), naprawić za małe oczy i za krótkie nóżki. I po co to wszystko? Żeby spodobać się komuś? Nie wyjść na głupka?

Dlaczego boimy się być sobą?

Wszyscy. Ja też. Jeszcze parę lat temu nie miałam problemu z tym, że coś się komuś we mnie nie spodoba. Lubiłam siebie. A potem poszłam na dziennikarstwo i pomyślałam, że wypada być kimś lepszym.

Idealna ja jest oczytana, inteligentna, zawsze zdaje wszystkie egzaminy, na każdych zajęciach ma coś do powiedzenia, ubiera się zgodnie z lubelskimi standardami (to znaczy tak, żeby ludzie nie ścigali jej z wodą święconą w sprayu), a to, co czyta, jest ambitne i jakościowe. Idealna ja czyta dużo artykułów naukowych, polskich kryminałów i zna wszystkich szlagierowych reportażystów. Ale przecież w środku jestem typową kobietą. Która lubi przeglądać czasopisma zawierające same obrazki, kocha ckliwe romanse dla nastolatek, nie ogląda dramatów o wielorybach, jest absolutnie niezaangażowana politycznie, rozpacza nad złamanymi paznokciami. Nie zna topowych pisarzy, za to potrafi z pamięci wymienić wszystkie marki w Sephorze, w kolejności od wejścia do końca sklepu. Lubi inwestować w siebie, marnuje czas robiąc sobie dwudzieste selfie.

Jestem sobą. I ze smutkiem zastanawiam się, kiedy zaczęłam się tego wstydzić i dlaczego?

Jestem sroką i snobem

Lubię otaczać się metkami, ale nie lubię, jak marki zwisają mi z torebek. Wystarczy mi, że sama wiem, co to jest. Lubię błyskotki, wyraziste makijaże i długie paznokcie. Lubię ubierać się niesztampowo i prowokacyjnie, ale gdzieś na mojej dziennikarskiej drodze zgubiłam tę siebie, którą kiedyś tak kochałam. W imię czego? Społecznej akceptacji? Bo bałam się łatki pustej lalki?

Czy to jest w ogóle warte zachodu?

A pieprzyć to. Przecież dobrze sobie radzę na studiach bez względu na to, jak wyglądam i kim jestem. Przecież moje  materialne ideologie nie przeszkadzają w byciu dobrym dziennikarzem. Przecież nauka przy Mozarcie czy Top Model to nadal nauka. Tak samo efektywna.

Dlatego tak cieszę się na wrześniowy numer WH, którynawołuje kobiety do zaprzestania tego pędu ku idealności. Nie mówi, jak zakryć  wady. Tylko jak je zamienić w zalety. I to jest postawa szalenie korzystna społecznie.

Nie warto być idealnym. Ale bycie sobą i nie zwracanie uwagi na czyjeś sądy to ogromna wartość. I tego się wszyscy trzymajmy. Darz bór.