Blogmas,  Felietonia

Blogmas #2 – Czy byłam w tym roku grzeczna?

Jutro Mikołajki. Jedno z moich ulubionych wydarzeń w roku. Nie ze względu na prezenty, ale przede wszystkim wspomnienia, sentyment i tę magię, którą ten dzień się otacza. Nie pamiętam, kiedy i w jaki sposób odkryłam, że prezentów nie wnosi przez komin gruby pan w płaszczu, a moi rodzice i dziadkowie. I wcale nie przez komin, a normalnie – drzwiami. Ale pamiętam za to, jak odkryłam pierwszą prezentową kryjówkę. Dziwna sprawa, że bagażnik w samochodzie nie przyszedł mi do głowy od razu, tylko grzebałam po mieszkaniu.

Oczekiwanie na Mikołaja i chęć przyłapania go na gorącym uczynku sprawiało, że co roku obiecywaliśmy sobie „dzisiaj nie zasypiam!” Chwilę później oczywiście padaliśmy jak przecinki, a rano na parapetach albo pod drzwiami uśmiechały się do nas paczki, worki i torebki.
Co roku rodzice straszyli nas, że jeśli nie będziemy grzeczni, Mikołaj się pogniewa i nie dostaniemy prezentu albo – o zgrozo – przyniesie nam rózgę. Czy to miało jakiś sens – nie wiem, bo przecież i tak prezenty zawsze były, ale hasło „czy byłeś grzeczny?” stało się ponadczasowe i uniwersalne bez względu na wiek.
Teraz jesteśmy dorośli. Wiemy, że Mikołaja nie ma, a prezenty kupuje się na blakfrajdejowej promocji. A mimo to moi znajomi (ja też) wymieniają się drobiazgami, mówiąc „spotkałam Mikołaja, prosił, żeby ci przekazać”. I to jest naprawdę super, bo zachowujemy tę dziecięcą magię, a przy tym nie jesteśmy zbyt infantylni.
 
Super jest też to, że im jesteśmy starsi, tym bardziej doceniamy sam akt wymiany prezentami, a przykładamy mniejszą wagę do ich ceny, wielkości, etc. Za dzieciaka byliśmy przyzwyczajeni, że Mikołajki i Gwiazdka w zasadzie niczym się od siebie nie różnią. Teraz szóstego grudnia raczej dajemy sobie pierdółki, idziemy razem na lodowisko albo kupujemy sobie po czekoladowym mikołaju, żeby po prostu zaznaczyć sympatię do kogoś.
Takie Mikołajki kocham. Kiedy liczą się uczucia, nie rzeczy.
 
I oczywiście kiedy można zjeść czekoladowego mikołaja. Jeśli więc byłaś grzeczna, prawdopodobnie masz dużo ludzi, którzy Cię lubią na tyle, żeby obdarować Cię jednym z nich albo kupić Ci czerwoną czapkę z pomponem. Bo bycie grzecznym, kiedy już nie jest się dzieckiem i nie oznacza to sprzątania swojego pokoju i ustępowania miejsca staruszkom, rozumiem po prostu jako bycie dobrym, co nie jest dzisiaj aż takie łatwe. Bycie dobrym przyjacielem, partnerem, sąsiadem. Bo przecież od sąsiadki też można dostać kilka babeczek albo kawałek sernika z okazji Mikołajek.
Szósty grudnia zawsze przypomina mi o tym, jak ważne są wzajemne relacje i jak dużo jest wspaniałych ludzi obok mnie. I tak sobie myślę, że chyba troszkę grzeczna byłam. Na tyle, żeby zasłużyć na czekoladowego mikołaja.
A Ty byłeś grzeczny w tym roku?