Felietonia,  Lifestyle

Nie bój się tego, co nowe

Nowe szczoteczki zawsze są twarde i ranią dziąsła. Potrzeba sporo czasu i cierpliwości, żeby w końcu włosie zrobiło się miękkie i delikatne. Albo po prostu się przyzwyczajamy. Whichever comes first. Podobnie jest z nowymi doświadczeniami. Z reguły przynosi nam stres, strach i ogólny weltschmerz. Paniczny lęk przed nowym, nieznanym. Ale przecież gdyby nie wymiana szczoteczki na nową – może i twardą – w końcu wszyscy zostalibyśmy bez zębów.

Osiadły tryb życia to nudny tryb życia

Nie można zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, bo od tego idzie oszaleć. Wyobraź sobie 10 lat w tej samej pracy, bez względu na to jak wspaniałej i rozwojowej. Albo 10 lat w tym samym mieszkaniu – bez wakacji, bez wyjazdów nad jezioro, bez wymiany mebli.

Człowiek potrzebuje zmian. Tak jesteśmy zaprojektowani. To znaczy nie wszyscy, ale ten  niewielki odsetek miłośników statyczności wydaje mi się bardzo podejrzany. Albo bardzo nudny.

Zmiany jednocześnie są straszne. Paraliżujące. Przez pewien moment. I nieważne, czy to przeprowadzka do nowego mieszkania, wyjazd do innego kraju na dłużej lub pierwszy tydzień w nowej pracy. Każde nowe doświadczenie to mnóstwo stresu, czasem płaczu, nieprzespanych nocy i spadku odporności. Dużo zastanawiania się, panicznego kwiczenia, że coś może się nie udać. Że wszystko się posypie.

No bo co, jeśli wszystko się posypie?

A przecież to, czy się posypie, zależy od nas. Od naszego nastawienia. I nie ma sensu odkładać niczego na wieczne kiedyś. Bo kiedyś w końcu nadejdzie i tak czy owak trzeba będzie zrobić ten duży krok.

Niedługo skończysz szkołę i pójdziesz dalej. Albo skończysz studia i pomyślisz sobie, że nie ma już kolejnego etapu. Że teraz już tylko praca do śmierci. A może myślisz o założeniu własnego biznesu, ale boisz się, że będzie trudno. I że nie dasz rady.

Ale pamiętaj, że nowa szczoteczka potrafi być twarda tygodniami. Ale myjesz nią zęby, bo wiesz, że to Ci się opłaci. I nawet nie zauważasz, kiedy w końcu włosie się wyrobiło i wszystko jest dobrze.

I to nie dotyczy tylko szczoteczek.

Piszę o tym dzisiaj, bo potrzebowałam ostatnio chwili refleksji. A na BNS dawno nie było felietonu i prywaty.

Lubię ciotkować i sprzedawać Ci dobre rady mieszkaniowe i organizacyjne. Ale prawda jest taka, że w ostatnim czasie nie widuję swojego mieszkania, a w kwestiach organizacyjnych przypominam pandę, która bezwładnie turla się ze zbocza, bo ma za krótkie i za grube nóżki, żeby samemu poradzić sobie ze stromą przeszkodą. Ale podoba mi się ten stan. Bo wiem, że mimo wszystko idę naprzód. I że na dole tego zbocza na pewno coś mnie czeka, nawet jeśli nie mam wpływu na to, gdzie ostatecznie spadnę. Czasem. Bo wiesz, z drugiej strony nie można tak całe życie bezwładnie spadać. Bo tylko zdechłe ryby zawsze płyną z prądem. Ale od czasu do czasu można sobie na taką labilność życiową pozwolić. Ot, tak. Dla sportu.

I to jest dobra rada dla wszystkich – jeśli wiesz, że nie możesz z czymś nic zrobić – nic nie rób. To najlepsze, co możesz postanowić. Każde nowe doświadczenie jest warte swojej ceny. A każda nowa szczoteczka warta
czystych zębów i zdrowych – nawet poranionych na początku – dziąseł.