Felietonia,  Miejskie życie

Godzina bez telefonu – Niedzielna pogadanka #2

Jestem z tej generacji, która jedną nogą stoi w pokoleniu, które żarło ziemię w wolnym czasie i walczyło na kijki i patyki, drugą w tym, w którym kilkulatki zakładają sobie Instagramy, a bez podłączenia do sieci nie potrafią zorganizować sobie dnia. I bardzo mnie to cieszy, bo z jednej strony moje wspomnienia z dzieciństwa nie są wirtualne, z drugiej umiem w technologię.

I jednocześnie mnie to martwi, bo w tym mobilnym świecie okazuje się, że godzina bez telefonu brzmi nie tylko jak surowa kara, ale jak motyw survivalowy.

Mój pierwszy raz

Sama rzadko ruszam się gdziekolwiek bez telefonu. Gdzieś dalej. Do Lewiatana czy Lidla się nie liczy. Ale na co dzień ten mały elektroniczny ekosystem to moje cenne źródło informacji i ostoja zdrowia psychicznego w sytuacjach społecznych, bo mogę po prostu zatkać uszy słuchawkami.

Ostatnio musiałam wyskoczyć do paczkomatu i pomyślałam, że w zasadzie telefon nie jest mi do tego potrzebny.

Godzina bez telefonu – pierwsza myśl

Pierwsze, co poczułam po wyjściu z domu to mikrozawał. Bo przecież kieszeń, na której jest odbity kontur telefonu, jest pusta. Mój mózg zrobił mi to kilka razy w ciągu tej niecałej godziny.

Pierwsze, co zauważyłam, podchodząc na przystanek było to, że nie mam pojęcia, która godzina. Jestem z tych, co zegarek traktują jak biżuterię i nie mam żadnego działającego.

Ale to dlatego, że wymiana baterii u zegarmistrza jest dwa raz droższa niż same zegarki. Kiedyś sobie kupię taki porządny i designerski. I pewnie i tak nigdy nie wymienię w niej baterii.

Stałam pod rozkładem jazdy tak długo, aż dałam radę zapuścić żurawia do dzieciaka siedzącego na ławce. Dzieci mają to do siebie, że ekrany w telefonach zawsze mają rozjaśnione do maksimum, przez co sprawdzenie godziny nie stanowiło ostatecznie większego problemu.

Przyganiał kocioł

Druga rzecz, którą zauważyłam, to fakt, że wszystkie osoby siedzące lub stojące pod wiatą przystankowa, mają w ręce telefon. I spuszczone oczy. Byłam jedyną osobą bez telefonu w dłoni. Ani nawet w kieszeni. Najpierw pomyślałam, że do tej pory tego nie zauważyłam, a potem przyszło mi do głowy, że przecież nie mogłam zauważyć. Zazwyczaj mam łeb zwieszony nad ekranem.

Po wyjściu z autobusu przez chwilę wędrowałam za chłopakiem w szerokiej bluzie i w dużych, białych słuchawkach naciągniętych na uszy. Telefon w dłoni, ciało kołyszące się w rytm muzyki i jednocześnie poruszające się gdzieś w przód. Nie zwracał uwagi, że świat dookoła istnieje. Że ktoś za nim idzie. Że gdybym była brodatym drwalem, mogłabym zrobić mu krzywdę.

Zobaczyłam w nim siebie. Tak szczęśliwą i ograniczoną jednocześnie.

Audiosfera miasta

Bo bez telefonu zostałam też bez muzyki w uszach. I to była dla mnie bardzo nietypowa sytuacja. Co prawda przeżyłam już miesiąc bez słuchawek i nie było wcale tak źle.

Ale to było dawno i już zapomniałam, jak dużo dźwięków dociera do człowieka, jeśli otwiera się na cały świat. Jak wiele się dzieje dookoła niego, jak przyjemny huczy wiatr. Że bez słuchawek człowiek ma trochę audiofrenię, bo nagłe słyszy głosy, o których zapomniał, że istnieją.

Zobacz, jak przeżyłam miesiąc bez słuchawek

Podczas tej godziny bez telefonu okazało się też, że te wszystkie palące problemy, które przychodzą mi do głowy, mogą poczekać. Że nie muszę akurat w tej chwili sprawdzać, jakie właściwości ma morwa biała i ile kosztuje lot do Berlina.

I że nawet paczkomat da się ogarnąć.

Godzina bez telefonu – wnioski

Nie tylko przeżyłam. Ale spodobało mi się na tyle, że prawdopodobnie będę zostawiać mojego dobrego przyjaciela w domu trochę częściej. I może nawet kiedyś uda mi się wysłać go na zasłużony odpoczynek na cały dzień.

Bo przecież nie można tak całe życie wisieć w telefonie. Technologia powoli zabiera nam papierowe książki. Nie pozwólmy jej zabrać całej reszty.

Bo w ten sposób wszyscy niebezpiecznie zbliżamy się do wydarzeń z “Player One”. A przecież tego nie chcemy.

Często zdarza Ci się zostawić telefon samopas, czy jednak zawsze masz go gdzieś przy sobie jak psa przewodnika? Czy bez niego jesteś w stanie funkcjonować? Czy gdyby nagle technologia przestała istnieć, miałbyś co ze sobą zrobić?