Ciotka Dobra Rada,  Lifestyle,  Organizacja

Praca na pełen etat – jak mieć czas dla siebie

Każdy w końcu rzuca bezrobocie albo pracę dorywczą i zaczyna zastanawiać się, czy nie warto zrobić coś bardziej poważnego ze swoim życiem. Na przykład znaleźć pracę na pełen etat. Oczywiście część z tych osób zakłada ostatecznie własną działalność albo znajduje sobie coś, co można robić z poziomu kanapy, co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi. I to są ludzie, którzy wygrali życie na loterii. Chcę kiedyś być jak oni.

Wait for dat.

W każdym razie, w życiu przychodzi taki moment, kiedy głupio wisieć na portfelu chłopaka/dziewczyny lub – o zgrozo – mamusi i tatusia. Kiedy pora przestać wydawać cudzy hajs i zacząć magazynować swój.

Bo faktycznie tak jest. Kiedy już masz pracę, nagle wszystko to, za co do tej pory płacił ktoś inny, staje się podejrzanie drogie.

Pierwszy szok

Być może pierwsza praca, oprócz świeżych banknotów i stresu związanego z koniecznością obcowania z ludźmi, przyniosła Ci pewien rodzaj szoku. Bo okazało się, że ten cały czas, który miałeś na sen, gotowanie, sprzątanie, serial czy cokolwiek innego, niebezpiecznie się skurczył. Praca na pełen etat oznacza bycie poza domem przez większość doby, wliczając w to dojazdy i ewentualne inne obowiązki.

A jak jeszcze poza pracą zajmujesz się na co dzień czymś dodatkowym – na przykład masz hobby albo jakąś dorywczą fuszkę – możesz pożegnać się z życiem prywatnym.

Tylko czy aby na pewno?

Oczywiście, że nie. Gdybym tak uważała, nie byłoby tego wpisu. Nie radziłabym  Ci, co robić, aby mieć czas na pracę, na prywatę, na sen i na wszystkie przyjemności dnia codziennego. Chociaż, jak pewnie wiesz, jestem z tych, dla których ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest przepracowanie. Ale staram się to zmieniać, żeby nie skończyć się przed trzydziestką. Czy to oznacza, że ten wpis jest formą terapii dla mnie?

Praca na pełen etat – jak się zorganizować?

Przede wszystkim ustalmy, co w tej pracy robisz. Nieco inaczej będzie wyglądał Twój tydzień, kiedy pracujesz fizycznie i po powrocie z pracy masz ochotę tylko na kanapę, pizzę i nowy sezon Lucyfera.

Dlatego nie zamierzam Ci tutaj sprzedawać jakiegoś ściśle ustalonego planu dnia, a raczej wskazówki, co zrobić, żeby wygospodarować z tego całego chaosu chociaż godzinę więcej na robienie niczego.

Najważniejsze jest samoogarnięcie się

Jeśli brakuje Ci samodyscypliny, nie będziesz w stanie tak ustawić sobie dnia, aby niczego nie rozmemłać, wyrobić się w czasie, a wieczorem zakopać się pod kocem z książką albo usiąść przy piwku ze znajomymi.

Zobacz jak się zmobilizować do pracy – jak radzić sobie z prokrastynacją

Kiedy już się ogarniesz, ustal sobie plan dniaC A Ł E G O. Mam na myśli wszystko – mpki, którymi będziesz jechać i wracać z pracy (albo czas wyjazdu i przyjazdu, jeśli dysponujesz samochodem), wszystkie najważniejsze zadania danego dnia i sprawy do załatwienia. Jeśli wiesz, że przed pracą musisz podskoczyć do apteki, a po wyjściu zahaczyć o paczkomat albo podrzucić komuś książkę, zapisz to i określ bardzo dokładnie w czasie. To znaczy z dokładnością co do kilkunastu minut. Wiadomo, wszystko się może zdarzyć, dlatego warto jest doliczyć sobie trochę zapasu czasowego.

Lepiej się cieszyć, że się wróciło do domu za szybko niż narzekać, że znowu wszystko jest za późno.

Dobry plan to stały plan

Jeśli pracujesz na jedną zmianę – problem solved. Każdy pracujący dzień będzie miał ten sam szkielet. Jeśli pracujesz w systemie zmianowym, dla każdego dnia będziesz musiał ustalić indywidualny plan. Tutaj jest też miejsce na uwzględnienie rodzaju wykonywanej pracy. Jeśli tak jak ja przez kilka godzin siedzisz na tyłku i na przemian prostujesz kolana i łokcie, żeby nie dostać zakrzepicy, zadbaj o trochę ruchu po pracy. Jeśli tak jak mój K. codziennie robisz kilkanaście tysięcy kroków od rana do wieczora, możesz sobie śmiało trochę odpuścić.

Warto jest ustalić sobie jakiś uniwersalny plan działania, aby lepiej się zorganizować i nie rozmemłać sobie doby.

W praktyce będzie to wyglądać mniej więcej tak:

Wstaję o 6:30, wyjeżdżam o 7:10

Od 8 do 16 jestem w pracy

Ok. 17 – 17:20 jestem w domu (uwzględniając ewentualne zadania do wykonania po pracy)

Do 19 – 20 najpierw zajmuję się ogarnianiem domu, życia, uczelni i wszystkich poważnych spraw, a kiedy już wszystko mi się uda – memłam. Nie robię nic pożytecznego. Stawiam na siebie – twarzing, włosing, czytanie dyrdymałów w kobiecych magazynach i zamawianie kolejnych zbędnych rzeczy przez internet.

Między 20 a 21 przygotowuję się na kolejny dzień, robię plan, ogarniam lunchbox, biorę prysznic, etc.

Potem zostaje godzina albo dwie na przyjemności – książki, seriale, filmy. Generalnie wszystko.

To była wersja pierwsza, zakładająca, że po pracy nigdzie nie wychodzisz. Jeśli umówisz się ze znajomymi lub po pracy potrzebujesz drzemki – wszystko w porządku. Tak naprawdę powinieneś ustalić sobie własne przedziały czasowe i włożyć w nie, co tylko chcesz. Ważne, żeby one w ogóle zaistniały. Z tym będzie Ci znacznie wygodniej.

Jeśli masz problem z organizacją dnia, zobacz mój poprzedni wpis

Więc chodź, pomaluj mi życie. Albo zegarek

To brzmi bardzo głupio, ale działa. Jeśli potrzebujesz dodatkowego motywatora, narysuj na kartce zegarek albo obklej kolorowymi karteczkami ten, który wisi na ścianie. Zaznacz na nim przedziały czasowe i wpisz, co wtedy planujesz zrobić.

Tylko pamiętaj – każdy z nas jest tylko człowiekiem. Wszyscy mamy dzień dresa, kiedy po 8 godzinach tyry marzymy o tym, żeby ktoś nas wyrzucił przez balkon. I takie dni też są potrzebne. Bo wtedy odpoczywamy, żeby następnego dnia poczuć się być może bardziej produktywnym.

Najważniejsze, żeby taki dzień dresa nie zdarzał się częściej, niż dzień niedresa.

Mierz siły na zamiary

Jeśli wiesz, że tego dnia musisz zrobić prezentację do pracy albo cokolwiek wymagającego czasowo, nie planuj wtedy skomplikowanego SPA dla całego ciała, kąpieli błotnych ani maratonu Marvela. Bo nie ogarniesz. Wszyscy to wiemy. Zawsze szacuj czas potrzebny na wykonywanie danego zadania i zastanawiaj się, jak je łączyć, żeby ostatecznie wyjść na zero i mieć jeszcze czas choć na jeden rozdział albo półtora odcinka. Albo naucz się robić kilka rzeczy jednocześnie.

Jeśli chcesz wiedzieć, czy to jest w ogóle możliwe, zobacz mój wpis o multitaskingu

Bo grunt to organizacja

Mój plan dnia jest raczej ścisły. Staram się ustalać sobie zadania godzinowo, nawet jeśli chodzi o przyjemności. Jeśli też zastosujesz taki system, bardzo możliwe, że przestaniesz zawalać sobie wolne dni zadaniami, których nie zdążyłeś ogarnąć w ciągu tych pracujących.

Mam nadzieję, że moje rady przyniosą Ci więcej czasu dla siebie i bliskich. I że nauczysz się odpowiednio planować czas wolny i zajęty, nawet kiedy masz pracę na pełen etat. Adios!