Lifestyle

Zmiany na BNS. Bunt dwulatka

Przychodzi taki czas, że człowiek ma wrażenie, że od jakiegoś czasu stoi w miejscu. Że tkwi w jakimś smutnym impasie i czeka, aż cel sam się osiągnie. Że niby ma blog o organizacji, ale sam w sobie nie jest ani trochę zorganizowany.

Bo to nie jest wszystko takie proste. Dosłownie.

Jakiś czas temu po raz drugi zaskoczyła mnie rocznica Blondynki na Swoim. 6 kwietnia 2017 ruszyłam z nowym blogiem po to, żeby w końcu móc pisać, a nie tylko istnieć w wirtualnej przestrzeni. I teraz po raz drugi poczułam, że to była dobra decyzja. Że ciągłe pisanie o kosmetykach zmęczyłoby mnie i wypaliło na wiór.

I nie zrozum mnie źle, po tych dwóch latach nadal jestem kobietą i nadal kocham wszystko, co można gdziekolwiek nałożyć. I wydaję na to średnią krajową. Po prostu odbiorcy blogów kosmetycznych to nie mój target. To ten typ ludzi, którzy oglądają kolorowe obrazki i próbują wyłapać sens artykułu, pobieżnie zerkając na boldy. Oczywiście nie wszyscy tacy są. Ale niestety to był główny czynnik, który odpowiadał za moje chroniczne zmęczenie blogosferą.

Teraz prowadzę blog o organizacji (choć oczywiście nie tylko) i czuję, że to jest właśnie to.

Pierwsze kroki i bunt dwulatka

Kiedy już zauważyłam, że jestem Blondynką na Swoim od dwóch lat, pomyślałam, że może warto zrobić jakiś krok w przód. Może coś zmienić. Co prawda pozbyłam się tej strasznej bloggerowej domeny blogspot.com, a moja strona zyskała nową świeżość, ale ciągle miałam poczucie, że to jeszcze nie to.

Potem zaczęłam czytać o różnicach między wszystkimi popularnymi platformami, na których stawia się strony i poczułam, że może to czas wyemigrować level wyżej. Wyprowadzić się naprawdę na swoje. Bo pewnie wiesz, że wszystko, co stoi na Bloggerze, należy do Google. Nigdy do Ciebie. Można Ci to odebrać jednym Thanosowym pstryknięciem. Tak więc szukałam coraz większej ilości wordpressowych zalet, ale ciągle bałam się nowego. Chociaż kilka wpisów wcześniej kazałam Ci tego nie robić.

Zobacz mój wpis o nowych doświadczeniach

A potem zaczęłam pracować w redakcji, w której wszystko stoi na systemie podobnym do WordPressa i poczułam, że jestem w domu.

Czasem ktoś coś powie zupełnie przypadkiem

Tak sobie siedząc w pracy i pisząc kolejne teksty, w końcu skończył mi się jutub. Dotarłam na sam koniec i włączyłam playlistę jednej z niemieckich artystek, która swego czasu miała na mnie duży wpływ. Jak wszyscy niemieccy wykonawcy. To z ich powodu stałam się trochę Volksdeutschem. W każdym razie, tak sobie słuchając starych dobrych hitów, zrobiłam zdjęcie i wysłałam je do koleżanki ze szkoły, z którą kiedyś łączyła mnie wielka miłość do niemieckich artystów. Teraz łączy nas miłość do tworzenia, tylko trochę w innym zakresie. Ona robi cuda z ludzkimi twarzami, a ja robię czasem cudaka z siebie.

Przestań odbiegać od tematu.

Morał tej historii jest taki, że pogadałyśmy chwilę i pojawił się pomysł spotkania (dzieli nas mniej więcej 6 kontynentów). Powiedziałam, że coś się rozmkmini w najbliższym czasie. A ona powiedziała, żeby niczego nie rozkminiać, bo “za dużo rozkmin hamuje”. Pomyślałam sobie wtedy…

Kurde, faktycznie. Dlaczego miałabym stać w miejscu, skoro mogę iść dalej? Co mnie powstrzymuje?

I w ten sposób 10 dni po osiągnięciu przez BNS dwulecia, postanowiłam zainwestować swoją pierwszą wypłatę w przeprowadzkę na wordpress.

Bo kolejne dwie przeznaczę na przeprowadzkę w inną część Lublina.

Przenoszenie się na WordPress czyli co?

Czyli wszystko, od podpięcia domeny po przeniesienie wszystkich treści. Nie obyło się bez problemów, bo wszystkie przeniesione z Bloggera wpisy koszmarnie się rozkraczyły, dostały choroby twardego entera i musiałam wszystkie 119 wpisów poprawiać ręcznie.

Jeszcze mi trochę zostało, ale ciii.

Potem pojawił się problem z konfiguracją Disqusa i przekierowań z bloggera. W końcu musiałam poprosić o pomoc znajomego informatyka, a podczas rozmowy okazało się, że rozwiązanie jest bliżej, niż myślę, a ja jestem idiotą.

Czyli WordPress ssie?

Absolutnie nie. WordPress jest jednocześnie bardzo intuicyjny i bardzo skomplikowany. Nie możesz czegoś zrobić za pomocą wtyczek i dodatków – grzebiesz w kodzie. Ale wszystkiego można się nauczyć. Czasem zdarza mi się tęsknić za prostotą Bloggera, ale możliwości jakie daje WP są warte każdego stresu i każdych pieniędzy.

Co się zmieniło?

Mam wrażenie, że wszystko. Cały wygląd, który konfigurowałam kilka dni, ale także wszystkie wpisy (w końcu mogę robić normalne nagłówki!) i dodatkowe podstrony, które stworzyłam.

I w końcu mam slider widget! To jest ten zbiór wpisów, które jeżdżą na samej górze, żeby Ci pokazać, że istnieją.

Miałam to na bloggerze. Z tym, że nie działało.

Czego jeszcze nie mam?

Na pewno brakuje mi nagłówka, ale oprócz tego brakuje mi też zdolności graficznych i w opozycji do takiego wyglądu strony, moje poprzednie nagłówki wyglądają trochę śmiesznie. Albo coś w nich nie gra rozmiarowo. Kiedyś to ogarnę, ale póki co podoba mi się, tak jak jest. I nadal jestem BNS. Twoją ciotką dobrą radą, która uczy Cię organizacji od podstaw.

A Tobie? Co myślisz o nowym wyglądzie? Proszę daj mi znać, Twoja opinia jest dla mnie ważna! Napisz też, o czym chcesz przeczytać w najbliższym czasie. Na pewno nie puszczę tego mimo uszu. Chyba że to będzie coś bez sensu.

Daj proszę znać, czy zmiany wyszły na dobre i nie zostawiaj mnie z poczuciem, że zrobiłam wszystko po nic. Zostaw jakiś ślad, dobre albo trochę gorsze słowo i od tej pory spotykajmy się tu regularnie! 🙂