Felietonia

Seks w wielkim mieście – dlaczego tak go kocham

Year after year, twenty-something women come to New York in search of two L’s: labels & love. Having gotten the knock for labels early… I concentrated on my search of love

Jeśli czytasz tego bloga regularnie (albo od początku), na pewno wiesz, jakim uczuciem darzę “Seks w wielkim mieście” w każdym wydaniu – serialowym i filmowym. Dzisiaj postanowiłam napisać Ci, dlaczego tak jest. Poza tym, że oczywiście chciałabym kiedyś być jak Carrie Bradshaw. O tym możesz przeczytać w osobnym wpisie – TUTAJ

Seks w wielkim mieście kontra dziecięce marzenia

Pisanie fascynowało mnie od zawsze. To w zasadzie jedyna rzecz, na jakiej się znam. To znaczy tak mi się wydaje. Jako nastolatka oglądałam Sex in the city z wypiekami na twarzy i to bynajmniej nie z powodu seksu. Postać Carrie była dla mnie jak idealna wizja dorosłości. Niezależna, z poczuciem humoru, robiąca to, co kocha. Popełniająca błędy i wychodząca z nich obronną ręką. To właśnie Carrie Bradshaw. To osoba, którą od zawsze chciałam się stać.

Marzyłam więc, że kiedyś będę częścią czegoś wielkiego. Jakiejś dużej redakcji (nie było wtedy jeszcze mowy o Vogue w Polsce), w której inni będą doceniali moje felietony o życiu. Potem dostałam od rzeczywistości lapsa w pysk i musiałam przez chwilę zdradzać swój wielki American Dream z notatkami do egzaminów.

Seks w wielkim mieście – nowy target i nadzieja na przyszłość

Kiedy zaczynałam oglądać Sex in the city, miałam kilkanaście lat i jednocześnie oglądałam historie pokroju High School Musical. O dzieciakach, które jeszcze w liceum osiągają wielkie sukcesy, trafiają na żyłę złota i zaczynają robić zawrotną karierę. Albo dowiadują się, że mają magiczne moce i muszą uratować świat.

Z czasem jednak ja robiłam się coraz starsza, a postaci z moich ulubionych filmów nie. Skończyłam 18 lat, potem 20, potem 22. A żyły złota nadal nie wykopałam. Nikt nie dostrzegł mnie w licealnym tłumie, nie dał szansy na rozwijanie skrzydeł. I mogłabym pomyśleć, że moim przeznaczeniem jest bycie szarym Kowalskim.

Jednak z pomocą przyszedł Seks w wielkim mieście, który pokazał mi, że można być po 40, osiągać zawodowy sukces, żyć po swojemu i jeszcze cieszyć się życiem. Ten film pokazuje mi, że jest jeszcze szansa dla takich jak ja, którzy opuścili już grupę targetową filmów dla nastolatek i nie wierzą w przypadkowy sukces. Teraz to filmy o dorosłych kobietach sukcesu mogą prać mi mózg i dawać poczucie, że jeszcze nie wszystko stracone.

I oczywiście nie byłabym sobą, gdyby losy Carrie nie przyniosłyby mi wielu refleksji na temat walki z postępującą dorosłością.

Nigdy nie będę kobietą z perfekcyjnymi włosami, która może nosić białe rzeczy i się nie oblać

Bardzo często filmy i seriale w tym stylu mówią o osiąganiu sukcesu after all. Niby jest ciężko, ale ostatecznie świeci słońce. I to nie jest content, na który jestem gotowa. Carrie i jej przyjaciółki pokazują mi, że dorosłość jest nieidealna przez cały czas swojego istnienia. Że raz jest lepiej, a raz gorzej. Że możesz wydać jedną książkę, która okryje Cię chwałą i dolarami, a druga, która pogrzebie Cię żywcem w ruchomych piaskach krytyki. Tymczasem Sex in the city uczy, że dorosłość jest złośliwą zołzą, która nigdy nie gra fair. A swoją drogą, noszenie białych rzeczy i nieoblewanie się powinno być dyscypliną olimpijską.

Nie boję się wysokości. Widziałaś moje buty?

Kobieta po 40 powinna nosić garsonki, cygaretki, idealnie skrojone marynarki i ciemne lordsy lub buty na delikatnym, służbowym obcasie. Bullshit! Dojrzałość jest piękna i kobiety też powinny się starać takie być. Nic dobrego nie wyjdzie z noszenia czteroletniego odrostu na głowie. Ten film pokazał mi, że nie chcę być jak typowe polskie czterdziestki czy pięćdziesiątki. Chcę być sobą i żyć w zgodzie ze swoimi obuwniczymi  preferencjami.

Uroda przemija, ale apartament z widokiem na park pozostanie na zawsze

Sex and the city pokazuje mi, że zasoby urody, które widziałam w “Plotkarze czy innych filmach o nastolatkach dla nastolatków, kiedyś się wyczerpią. Prędzej czy później każda z nas będzie potrzebowała botoksu. W moim przypadku i z moją wagą raczej na pewno prędzej. Historia Carrie i jej przyjaciółek pokazuje mi po pierwsze, że ZAWSZE warto o siebie dbać i w każdym wieku można być pięknym, nawet jeśli natura życzy sobie inaczej, a po drugie – warto sięgać po swoje marzenia. Nawet, jeśli czasem wymaga to podjęcia szalonych decyzji. Albo robienia nierozsądnych rzeczy.

Carrie uczy mnie, że siedzenie i powtarzanie “jestem tylko zwykłym szarym człowiekiem, moje miejsce to praca w biurze za dwa i pół koła  do końca życia” powinno być karane. Zawsze warto brnąć do przodu. Nie ma co zwlekać. Zwlekanie robi nas tylko coraz starszymi. A mało jest inspirujących filmów o obrotnych sześćdziesiątkach.

Życie daje Ci wiele okazji, żeby nawalić. I tyle samo, aby zrobić coś dobrze

Każdy z nas popełnia błędy. Nie ma ludzi doskonałych. Wszyscy czasem podejmujemy złe decyzje. Czasem fatalne i nieodwracalne. Ale każda z nich ostatecznie gdzieś nas prowadzi. I to jest piękne – Carrie popełniła już w życiu tyle błędów, że tak naprawdę zrobiła wszystko, co się dało, żeby jej życie było beznadziejne. A nie jest, z każdej czarnej dziury, w której się znalazła, umiała wyjść. Seks w wielkim mieście to nadzieja dla każdej z nas, która non stop pakuje się w jakieś życiowe tarapaty. To da się ogarnąć!

Mogę tu zostać i pisać o życiu albo wyjechać i przeżyć własne

I to jest idealne zakończenie. Tak naprawdę wszystko, o czym tutaj piszę wynika z moich doświadczeń. Podobnie jak Carrie, z tym że ona zarobiła gruby hajs na całej swojej prywacie.

Seks w wielkim mieście – podsumowanie

Sex and the city pokazuje mi, że można się dobrze bawić nawet po czterdziestce może być super. Mając kilkanaście lat i oglądając te wszystkie tasiemce o bogatych nastolatkach, byłam przekonana, że jak się osiąga 40 lat, to już jest koniec. Już się umiera. Ten film jest dowodem na to, że można być “w pół  drogi” i mieć się świetnie. Osiągać sukcesy zawodowe i tak naprawdę dopiero wtedy zaczynać żyć. I nie być taką rozmemłaną beksą jak Bridget Jones.

___________

Jeśli chcesz być że mną na bieżąco, zapraszam na moje social media: Instagram i Facebook