Studia – czego tak naprawdę mnie nauczyły

Koniec studiów coraz bliżej. Wizja rychłej obrony wisi nade mną jak konieczność opłacenia rachunków za prąd. Dzisiaj byłam na ostatnich zajęciach w moim życiu. I chociaż nie przywiązałam się do zbyt wielu osób w mojej grupie – jednak jest smutno. Pojawiła się w mojej głowie dziwna, niewytłumaczalna nostalgia. Bo jednak prawdopodobnie już nigdy nie spotkam większości tych ludzi. Nikt mi nie będzie kazał przeczytać artykułu, od którego będzie później zależała moja przyszłość.

(Tak naprawdę to nie. W życiu żadnego nie przeczytałam)

Prawdopodobnie już nigdy nie napiszę żadnego kolokwium. I sama nie wiem, czy się cieszę, czy nie. O tym będzie innym razem. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę dały mi wszystkie moje studia (studiowałam łącznie 3 kierunki plus pół roku szkoły policealnej). I tak oto zebrałam kilka rzeczy, które wyniosłam z uczelni. PRowe torby płócienne, kubek, który zbiłam i darmowe ołówki się nie liczą.

#1 Mądrość ponad inteligencję

To niestety tę wartość ceni się w człowieku bardziej na studiach. Ludzie, którzy połknęli kilkadziesiąt mądrych książek, a na wieczór wybierają Dukaja zamiast Lauren Weisberger, są traktowani znacznie lepiej, niż ci, który starają się być kimś więcej niż tylko mądralą. I którzy są inteligentni sami w sobie i nie potrzebują popierać każdego swojego słowa zewnętrznym źródłem, ale potrafią konstruować własne wnioski. Na studiach nikt Cię nie pyta, co uważasz, ale każdego interesuje, co uważał McLuhan 60 lat temu.

Trochę mnie to przeraża, bo zawsze myślałam, że to liceum spaliło wszystkie moje synapsy, zabraniając mi myśleć. A potem dostałam potężnego lapsa w pysk od szkolnictwa wyższego i zwątpiłam w ludzkość. Dzisiaj tytuł naukowy nie jest dla mnie równoznaczny z inteligencją. Można być profesorem i nie umieć włączyć zmywarki. Tru story, bro.

#2 Myślenie surowo wzbronione

W liceum mówią Ci, według jakich zasad pisze się rozprawkę, żeby komisja maturalna była zadowolona. Na studiach mówią Ci, co masz myśleć. Przez całe życie nikt tak nie ograniczył mojej indywidualności jak studia. I moja promotor. Po pięciu latach już wcale mnie nie dziwi, że ludzie po studiach albo nie mogą znaleźć pracy, albo zostają szalonymi naukowcami – bo nie wiedzą, jak to jest coś uważać. Na rozmowach kwalifikacyjnych potrafią jedynie cytować mądre formułki, a zapytani, czy mają jakiekolwiek zdanie na temat jakikolwiek – milczą. “Black Mirror” to nie apokaliptyczna wizja przyszłości dla posiadaczy Huawei. To studia w pigułce.

Przed szaleństwem uchroniło mnie tylko wrodzone zamiłowanie do sprzeciwiania się zasadom i nakazom. I dzięki temu moja magisterka jest MOJA, a nie mojej promotor. I obronię się tak samo, jak osoby, które cytowały wypowiedzi pracowników NASA w swoich pracach. Ja cytowałam Quebo i czuje, że bardzo dobrze na tym wyszłam.

#3 Studia nie nauczyły mnie, jak być dziennikarzem, ale wiem, kim jest Stuart Hall

I to jest największy problem studiów. Że przygotowują do zdania egzaminów teoretycznych i zrobienia doktoratu. Ale na pewno nie do życia ani tym bardziej pracy w zawodzie. Jakimkolwiek. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, któremu teoria przydała się kiedykolwiek bardziej niż praktyka! Wykładowcy tłukli nam długie godziny, czym jest pragmatyka, ale sami w sobie nie są ani trochę pragmatyczni.

Pewnie dostanę w mordę za tak poważną obrazę majestatu. Ale wierzę, że gdzieś głęboko jesteś Ty, który gdyby mógł, zmieniłby cały system szkolnictwa wyższego. A obecny wyrzucił przez okno  głównej auli. Jeśli jest na świecie ktoś, kto się ze mną zgadza – niech nie rzuca kamieniem. Ale zostawi po sobie ślad. Nie przepadam za byciem samej w swoich buńczucznych przekonaniach.

#4 Studia a definicja dziennikarza

Moje studia nauczyły mnie, że dziennikarz to osoba, która zgarnia wszystkie nagrody reporterskie, pracuje w Wyborczej albo Polskiej, a na co dzień wpycha się z buciorami w cudze życie i wyciąga z niego głęboko skrywane brudy. Albo jest ekspertem do spraw narzekania na politykę.

Redaktor “Cosmo” to co najwyżej trash. Wywłoka. Nadmuchana lalka, która potrafi tylko odkręcać kolorowe słoiczki z maseczkami i przeprowadzać pseudowywiady z pseudogwiazdeczkami, rozmawiając o botoksie.

To kolejna bolączka, która przygniotła do samej ziemi moje poczucie własnej wartości.

#5 Im wyższy tytuł naukowy, tym więcej buraka w człowieku

Ja wiem, że zrobienie doktoratu, habilitacji czy profesury to nie lada wyzwanie i wymaga sporo poświęceń. Ale umówmy się – nie może odbierać człowieczeństwa. A ludzie, którzy mogą się pochwalić jakimkolwiek tytułem wyższym niż mgr to bardzo często zadufane w sobie ćwoki, którym się wydaje, że są ponad wszystkimi. Że są niemal nadludźmi. Jak Kapitan Osiłek i Bruce Banner razem wzięci. A przecież to nie chodzi o to, żeby być bucem. Jeśli wszystkim profesorom się wydaje, że połknięcie kilku mądrych książek to warunek bycia kimś – wysiadam.

A niektórym studentom się wydaje, że to właśnie klucz do sukcesu. A jak to mawiał klasyk, jakie one majo być, te studenty, jak one majo takich nauczycieli?

Ale żeby nie było, że moje studia to tylko płacz i zgrzytanie zakreślaczy, są też plusy w tych minusach. Znalazłam coś, co faktycznie przyniosło mi korzyść.

#6 Nauczyłam się drukować dwustronnie

To umiejętność taktyczna, której mój mały rozumek bardzo długo nie mógł ogarnąć w pełni. Jednak potrzeba oszczędzenia kilku kartek pozwoliła mi opanować to złośliwe urządzenie drukujące tak, żeby nic nie było do góry nogami. Chociaż nie podjęłabym się drukowania magisterki samodzielnie.

#7 Lepsza organizacja dnia

Studia zmusiły mnie do pogodzenia ze sobą wielu rzeczy. I dzięki temu czuję się bardziej ogarnięta życiowo niż przed rozpoczęciem mojej akademickiej przygody.

#8 Nowe możliwości

Studia pozwoliły mi na odbycie praktyk w radiu i na pracę w dużej redakcji. Więc podsumowując, nie ma tego złego. Na coś się te studia przydały. Szkoda tylko, że większość wiedzy zdobyłam niestety poza murami uczelni.

Czy coś jeszcze chcesz dodać do tej listy? A może Twoje studia były bardziej praktyczne i nauczyły Cię przynajmniej, jak się poprawnie rozliczyć w urzędzie?

To wbrew pozorom przydatna umiejętność. Każdy z nas się kiedyś będzie rozliczał. A dziennikarze często działają na własny rachunek. I kto ich ma tego nauczyć? Stuart Hall nic nie pisał na ten temat w swoich wywodach.

___________

Jeśli chcesz być że mną na bieżąco, zapraszam na moje social media: Instagram i Facebook