Świąteczna atmosfera udziela się wszystkim
Blogmas,  Felietonia

Święta Schroedingera. Kochane i nienawidzone jednocześnie

Święta! Co roku takie same, a jednak za każdym razem trochę inne. Od połowy listopada wszyscy zaczynają szaleć, w sklepach półki uginają się od pluszowych, plastikowych, aluminiowych, stalowych, miedzianych, ceramicznych i haftowanych mikołajów, a garmażerki puchną od zamówień na pierogi i uszka od leniwych Grażynek. Święta zwykle obdarzamy relacją typu love-hate. Jedni je kochają, inni nienawidzą. Ale czy nie masz czasem poczucia, że jednocześnie je uwielbiasz i doprowadzają Cię do szału?

Przygotowania do świąt

Każdy czegoś chce. Ciągle coś trzeba. Zrób pierniki, kup buraki do barszczu, nie zapomnij o prezentach. I zapakuj je w coś kolorowego. Posprzątaj pod meblami, ubierz choinkę, kup koszulę w bałwanki i nie zabijaj karpia.

Zewsząd obowiązki. Grudzień to miesiąc, w którym tak naprawdę nie wiesz, co masz ze sobą zrobić. Ledwo masz czas spać w ferworze tych wszystkich makowców, gumowych samochodzików, perfum za miliony monet i folii prezentowych. A przecież trzeba dodatkowo pracować, żeby na te wszystkie pierdoloty zarobić.

Nikt jeszcze nie wpadł na pomysł dofinansowania do prezentów albo płatnego urlopu z okazji grudnia. A ktoś powinien to zrobić. Grudzień wysysa z człowieka energie jak dobry chirurg plastyk tłuszcz z zimowych fałd brzusznych. A mimo wszystko zawsze się cieszymy na tę myśl, że idą święta.

Zobacz, dlaczego kocham grudzień miłością bezgraniczną

Instagram pęka w piernikowych i choinkowych szwach. W sklepach uśmiechnięte mikołajki polecają Ci doniczki w renifery i świeczki o zapachu choineczki, którą dostajesz na przeglądzie w OSKP. Nikt nie zwraca uwagi na to, że trzeba się nieźle spocić, żeby te święta jakoś wyglądały. I żebyśmy my jakoś wyglądały.

Święta Schroedingera

Fascynuje mnie to, że wszyscy jaramy się jak pochodnia na myśl o zbliżającym się świątecznym czasie, a chwilę później narzekamy na tony wydanych pieniędzy, mnóstwo zbitych ozdób choinkowych, korki na mieście i opóźnione przesyłki z Empiku. Wszystko to po to, żeby znowu zachwycić się atmosferą panującą dookoła, zniżkami na gumowe mikołaje i nowymi przepisami na ciasto marchewkowe.

Potem siadamy do Wigilijnego stołu i na zmianę drzemy ze sobą koty i śmiejemy się z bzdurnych żarcików wujka Staszka. Wszystko po to, żeby następnego dnia obiecać sobie, że w przyszłym roku będzie lepiej. A w przyszłym roku jest tak samo. I to jest piękne.

Nie zmieniajmy nic.

Kocham święta i ich nie znoszę

Ja też należę do tej grupy. Zrzucam na świąteczny czas winę za wszystko, co przez ostatnich kilkanaście dni mi się nie udało. Bo trzeba ze wszystkim gonić, bo nie umiem się zorganizować, bo dekorowanie pierników. Bo spodziewane i niespodziewane wydatki, złamane paznokcie i źle pachnący płyn do mycia podłóg.

Ale jednocześnie uwielbiam ten pośpiech, tę stratę pieniędzy, korki w galeriach handlowych, kiczowate świąteczne filmy i jeszcze bardziej kiczowate swetry w mikołaje. Wiem, że ostatecznie zawsze jest dobrze. Cokolwiek by się nie zepsuło.

Też tak masz? Daj znać na moim Instagramie i FB, a także tutaj w komentarzu.