Work-life balance w praktyce
Lifestyle,  Organizacja

Work-life balance w praktyce. Dlaczego czasem to nie działa?

Work-life balance to idealna sytuacja, w której praca jest odrodzona od reszty Twojego życia grubym, trudnym do zburzenia albo nawet przeskoczenia murem. To sposób myślenia, który pozwala Ci stresować się zawodowymi obowiązkami tylko w godzinach biurowych. Po wyjściu do domu nie odbierasz służbowych telefonów, nie rozmawiasz o pracy z żadnym ze swoich znajomych, nie dopieszczasz swojej prezentacji albo projektu szkoleniowego. Jedyny kontakt z pracą masz poprzez używanie służbowego samochodu. To bardzo utopijna wizja, ale czy na pewno możliwa do zrealizowania?

Oczywiście, że nie. Work-life balance to złośliwa gadzina, która i tak zawsze trochę miesza między sobą obowiązki z przyjemnościami. Bardzo trudno o sytuację, w której z zimną krwią zostawiasz swoje wszystkie korpozmartwienia za szklanymi drzwiami gabinetu. Z reguły nigdy tak się nie dzieje, niemniej warto dążyć do lepszej równowagi między tym, co chcemy a tym, co musimy robić.

 

O co chodzi z work-life balance

Jak już wiesz, moim słowem na 2020 rok jest równowaga. I to właśnie o nią tutaj chodzi. W życiu musi być czas na pracę i czas na relaks. W idealnym świecie wyglądałoby to tak, że nie zabieramy pracy do domu ani domu do pracy. Co to znaczy – nie siedzimy przed kompem do 2 w nocy i nie klepiemy raportów dla szefa, ale i nie sprzedajemy koleżankom z biura szczegółowych relacji ze swojej sprawy rozwodowej, wyjazdu do Gwatemali czy zapalenia zatok swojego dziecka.

W praktyce to kompletnie się nie sprawdza, bo zarówno w pracy, jak i w domu, korzystamy z tego samego mózgu, zasobów wspomnień i planów na każdy dzień. Ale ważne jest to, aby umieć odgrodzić swoją sytuację zawodową od prywatnej, żeby móc na łożu śmierci powiedzieć, że nasze życie było pełne zdrowej równowagi.

 

Dlaczego work-life balance czasem nie działa

Równowaga między pracą a życiem prywatnym zbiera najlepsze plony wtedy, kiedy Twój dzień jest regularny. Nie pracujesz w systemie wielozmianowym, masz stałe godziny pracy i nie musisz zostawać po godzinach, żeby poprawić tabelki w Excelu albo posprzątać po złośliwych klientach. Ale wiadomo – nie zawsze tak się da. Codziennie czeka na Ciebie mnóstwo kłód, którymi możesz dostawać po nogach.

Najczęściej winą za brak równowagi między pracą a życiem prywatnym jest zbyt długi czas pracy. Jeśli siedzisz w biurze, stoisz na barze albo wisisz na telefonie przez 10 albo 12 godzin. Wracasz do domu i jesteś wypompowany ze wszystkiego, co mogłoby Cię jeszcze skłonić do przeczytania książki czy położenia sobie maski na twarz. I nic z tego, że kolejny dzień masz wolny. Poświęcasz go na odsypianie tych wszystkich bodźców zawodowych. Pracując codziennie od 8 do 16, znacznie łatwiej jest osiągnąć tę upragnioną nirwanę.

Szef-sadysta

Każdy pracodawca uwielbia ludzi, którzy są cyborgami. Którzy nie muszą spać, jeść ani za często mrugać, a zamiast tego mogą skupić się na wykonywaniu nadmiernej ilości zadań w krótkim czasie. Taki pracownik to skarb dla każdego szefa, ale dla samego zainteresowanego to pierwszy gwóźdź do trumny. Jeśli bez najmniejszego kwiknięcia zabierasz całą swoją papierologię do domu, a gorzko płaczesz dopiero kiedy zegarek wskazuje 4:30, work-life balance u Ciebie nie zadziała.

Rozwiązaniem jest poważna rozmowa z szefem. Jeśli nic nie da, a Twój pracodawca uzna, że wobec tego już Cię nie potrzebuje, trudno. Utrata pracy to poważna dolegliwość społeczna, ale pamiętaj – nie można niczego robić wbrew swojemu komfortowi.

Chyba że jesteś takim cyborgiem, któremu nadmiar pracy sprawia Ci przyjemność. Wtedy work-life balance nie jest Ci potrzebny. W ogóle żaden life nie jest.

Zabierasz pracę do domu, nawet kiedy nie musisz

I to już nie jest kwestia szefa, który pozbawia Cię wolności po godzinach pracy. To już jest tylko Twoja wina. Work-life balance nie zadziała, jeśli nie będziesz chcieć go wprowadzić. Przestań zbierać kolejne zlecenia do domu, mimo że możesz zrobić to wszystko kolejnego dnia w pracy. Jeśli nigdzie nie ma pożaru, możesz zająć się kolejnymi zadaniami w innym terminie. W domu jest czas na Netflix i rozwijanie swoich pasji.

Zabieranie obowiązków do domu jest nieprzyjemnym nawykiem, który wynieśliśmy prawdopodobnie ze szkoły albo studiów. Kiedy to kazali nam w domu przygotowywać prezentacje o Sienkiewiczu albo rozkładu ciepła w ludzkim ciele. Kiedy dokładali nam kolejnych przykładów na rozwiązywanie równań kwadratowych i zlecali przygotowanie kilkunastu procesów tworzenia kwasów. Trzeba pozbyć się tego okropnego przyzwyczajenia i zacząć żyć jak dorosły człowiek. Teraz już nikt nie może Ci niczego kazać. Jeśli masz szefa, który ma gdzieś Twoje godziny pracy i jest przekonany, że jesteś na każde zawołanie dniem i nocą, uciekaj. Jak najszybciej i jak najdalej.

Czasem frustruje mnie, że ktoś mi nie odpisuje na jakiś superważny mail, który wyklepałam w piątek o 22. Ale przecież to rozumiem. Nie mogę wymagać, żeby ktoś był cały czas pod telefonem albo wisiał na służbowym mailu. Nawet jeśli to kwestia życia i śmierci. Każdy musi szanować czas drugiej osoby. Bez względu na stanowisko.

Któregoś razu przeczytałam feedback od jednego z naszych speców od SEO i od razu poprawiłam to, co było do zrobienia. Dostałam odpowiedź, że mam przestać, bo jestem na urlopie. Wtedy poczułam, że to właśnie o takich ludzi chcę walczyć w swoim zawodowym życiu. I wszystkim takich życzę.

Służbowe sprzęty i aplikacje

To jednocześnie lek na całe zło i ogromna bolączka naszych czasów. Dzięki telefonom wziętym od firmy nie zapychamy sobie własnej książki kontaktów niepotrzebnymi numerami do przypadkowych osób od zaopatrzenia, a aplikacje pozwalają nam wygodnie pracować z poziomu kanapy, jeśli przypomni nam się, że mieliśmy podesłać maila do szefa. Ale to jednocześnie spore zagrożenie dla naszej równowagi pracowo-przyjemnościowej.

Ja też mam mnóstwo apek, które pozwalają mi nie włączać komputera, kiedy muszę coś na szybko ogarnąć. Ale staram się jak mogę, żeby nie korzystać z nich jakoś superczęsto.

A jeśli masz służbowy telefon, laptop albo cokolwiek innego – wyłącz to albo zostaw w biurze. To najlepsze wyjście, żeby nikt Cię nie gnębił po godzinach pracy. Osoby od spraw emergency możesz zapisać w prywatnym telefonie i kontaktować się w przypadku nagłych pożarów albo wizyt sanepidu. Znam osoby, które zostawiają służbówki nawet kiedy idą na lunch. Przez godzinę świat się nie zawali bez Ciebie, wierz mi. Może to bolesne określenie dla Twojego ego, ale tak właśnie jest.

 

Work-life balance to niełatwa sztuka

Work-life balance a praca z domu

Jeśli pracujesz zdalnie, granica między pracą a domem jest bardzo płynna, bo praca jest w domu, a dom w pracy. Dlatego tym łatwiej jest o ulegnięcie wszelkim pokusom. Żeby wszystko działało, musisz ustalić sobie jasne granice. Najlepszą opcją jest ustalenie sobie godzin biurowych bez biura. Praca zdalna nie jest po to, żeby później wstawać. To znaczy po to też, ale to nie o to tu chodzi. Znajdź swoje ulubione godziny pracy i niech przez ten czas nic innego nie zajmuje Twojego czasu. Potem możesz oddać się każdej przyjemności, na którą masz ochotę.

Zawsze możesz też pracować dzisiaj podwójnie, żeby nie robić nic jutro, ale z tym też radzę uważać. Po prostu możesz czuć zmęczenie następnego dnia i nie mieć siły nawet na włączenie serialu.

Ustalenie sobie granic między pracą a życiem prywatnym jest kluczową kwestią, jeśli decydujesz się na pracę zdalną. W przeciwnym razie możesz przypadkowo zacząć pracować po 16 godzin dziennie, a to naprawdę nic zdrowego. Niech Cię nie zwiedzie poczucie, że im dłużej pracujesz, tym więcej zarobisz. Martwemu ze zmęczenia pracownikowi nikt nie zapłaci.

Znajdź swoje miejsce w domu na pracę

Twoje mieszkanie to oaza wygody i spokoju. Dlatego nic dziwnego, że często migrujesz wraz ze swoją pracą z biurka na kanapę, a z kanapy do sypialni albo na wyspę kuchenną. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest znalezienie sobie własnego miejsca – wygospodarowanie w domu przestrzeni biurowej. Tam będą wszystkie papiery, pierdoloty związane ze zleceniami i ulubiony kubek na herbatę. W ten sposób reszta część domu nie będzie Ci się kojarzyła z pracą i o wiele łatwiej będzie Ci zachować równowagę.

Praca z domu jest też sporym zagrożeniem, jeśli chodzi o używanie aplikacji służbowych. Ale na to nie mam konkretnej rady – po prostu musisz starać się nie używać ich po godzinach swojej pracy.

Pamiętaj, że work-life balance nie działa przede wszystkim dlatego, że mu na to nie pozwalasz. Warunki, jakie sobie stworzysz (albo pozwolisz, żeby inni je dla Ciebie stworzyli) są kluczem do zachowania równowagi między obowiązkami i pierdołami. Musisz mieć czas na wszystko – na przygotowywanie raportów i na przeczytanie przynajmniej kilku stron książki dziennie. Albo na przejrzenie Instagrama. Mojego na przykład.