//
Hashtag Mroza to świetna książka
Popkultura

#apsyda, czyli jak Hashtag Mroza wywołał u mnie bezsenność

Miałam napisać na ten temat już dawno temu. Hashtag Mroza to jedna z tych książek, która na długo zostanie w mojej pamięci i którą będę namiętnie polecać. Ale postanowiłam dać sobie czas na ochłonięcie. I jakoś tak się złożyło, że wcześniej też pisałam o jakimś elemencie popkultury i chciałam poczekać, żeby kategorie na blogu były przemieszane.

Hashtag Mroza to kolejna powieść młodego autora, do którego kiedyś nie byłam przekonana. Po przeczytaniu Behawiorysty na języku pozostał mi osad w postaci drobnego “meh”. Sama powieść była dobra, fabularnie wszystko grało, a jednak czegoś mi w tym wszystkim zabrakło, a samą książkę czytałam naprawdę długo.

“Hashtag” niemal połknęłam i na pewno nic bym do niego nie dodała.

#apsyda, czyli Hashtag Mroza

Fabuła “Hashtagu” jest chyba nieco inna, niż pozostałych książek Remigiusza Mroza. To znaczy tak mi się wydaje, sugerując się opisami albo ztyłuksiążkami. Mój problem z tym autorem jest taki, że Mróz kocha długie serie. Ja niekoniecznie. Znasz mnie. Stojąc przed wyborem serialu, który ma 2 i 12 sezonów, wybór jest dla mnie oczywisty. A i ten drugi sezon wydaje mi się całkiem zbędny.

Casa de Papel się nie liczy. To nie jest serial. To masterpiece.

Anyway, główna bohaterka “Hashtagu” dostaje powiadomienie, że w paczkomacie czeka na nią przesyłka, której nikt nie zamawiał. Nie ma ona nadawcy ani żadnego tropu wskazującego na to, kto mógłby ją wysłać. Niemniej jednak Tesa zabiera ją ze sobą do domu i od tej pory zaczyna się przygoda. Wraz z mężem odkrywają coraz więcej powiązań między nią a przesyłką i – co gorsze – między nią a osobami, które po kilku lub kilkunastu latach od zaginięcia, nagle zaczynają wrzucać na twittera wpisy z hashtagiem “apsyda”.

Remigiusz Mróz to wspaniały nauczyciel

Swoją drogą, każda książka Mroza wydaje się być inną lekcją. “Behawiorysta” wciągnął mnie w świat muzyki klasycznej i jej teorii. W “Hashtagu” jest wszystko – architektura, psychologia, socjologia i trochę nowej technologii. I niby człowiek pisał maturę z historii sztuki, ale potrzebował wiosennego wieczora w łóżku, żeby dowiedzieć się, co to apsyda.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Tesa ma nadwagę i sporo problemów z samoakceptacją. Ma ona za sobą wiele spotkań z psychologami i kilka nieudanych prób samobójczych. Dzięki temu całe swoje życie spędziła w książkach, co daje autorowi olbrzymie pole do popisu, na każdym kroku sprzedając nam jakąś ciekawostkę wyrwaną z wykładów na uczelni. Oczywiście Tesa jest już chwilę po studiach, ale jej wiedza (w przeciwieństwie do na przykład mojej) nigdzie sobie nie poszła.

Ale przecież to nie jest ważne. Ważne jest to, że Hashtag Mroza w zupełnie inny sposób prowadzi czytelnika w głąb świata przedstawionego. Przede wszystkim książka jest podzielona na dwie odrębne historie – jeden rozdział to historia Tesy, kolejny to wspomnienia jej dawnego wykładowcy, który teraz pomaga jej rozwikłać zagadkę tajemniczej przesyłki. I tak na przemian.

Oczywiście każdy kolejny rozdział kończy się cliffhangerem na miarę “The walking dead”, a Ty zapominasz, że rano musisz być w pełni operacyjny jeszcze przed siódmą.

Hashtag Mroza - czy polecam tę książkę?

Czy Hashtag Mroza to powieść psychologiczna?

Ya damn right, chyba tak! I to jest w tej powieści najlepsze. W przeciwieństwie do np. “Behawiorysty”, w którym lekko zarysowany był jedynie profil psychologiczny bohaterów, w przypadku Hashatagu cała fabuła jest jednym wielkim profilem psychologicznym.

Tylko do samego końca nie wiesz, czyim.

Oczywiście na początku wydaje Ci się, że wszystko wiesz. Ale już mniej więcej od połowy zaczynasz zastanawiać się, kto tu jest kim, kto pociąga za sznurki, kto mówi prawdę i czy na pewno to nie z Tobą jest jakiś problem.

Wspominałam o tym uczuciu przy okazji wpisu o nowym Jokerze – najlepsze są takie pozycje popkultury, po spotkaniu z którymi zastanawiasz się, czy psychicznie wszystko z Tobą w porządku. I to jest właśnie ten czynnik, który zrujnował moją walkę z bezsennością. Na nic lawendowe mgiełki, ziołowe herbatki i wieczorna medytacja przy muzyce powodującej mdłości.

Przysięgam, że podczas czytania tej książki, zdarzało mi się wołać mojego K., bo nie chciałam siedzieć w pokoju sama. Wszystkie cienie wydawały mi się bardziej złowieszcze, a sen później długo nie przychodził.

A przecież Hashtag Mroza to nawet nie jest horror

I to jest chyba ten czynnik X. Wiesz dobrze, że nie boję się opowieści o mordercach, biegających z nożem czy porywających dzieci. Ani potworach z lasu, które odcinają ofiarom głowy i wsadzają do słoika z formaliną.

Boję się osób zaburzonych psychicznie. Bo przecież one sobie mogą żyć wśród nas, nie budząc żadnych podejrzeń. W każdym razie ta książka to jedna wielka encyklopedia zaburzeń tożsamości, osobowości i podręcznik do socjologii w jednym.

Czytając, w pewnym momencie zgubiłam się w natłoku myśli, podejrzeń i przewidywań. Miałam teorię, że w drukarni zapomnieli o kilku stronach, potem, że to wszystko tak naprawdę nie istnieje, aż w końcu miałam poczucie, że sama za chwilę zadzwonię do jakiegoś terapeuty.

A i tak grubo pomyliłam się na końcu, po czym musiałam bardzo długo zbierać szczękę z prześcieradła.

Czy polecam Hashtag Mroza?

O tak, zdecydowanie. Nieważne, czy lubisz kryminały. Ta książka nie przypomina kryminału i nie włożyłabym jej na tę półkę. Mróz z zaskakującą gracją bawi się stylem i gra z czytelnikiem w bardzo złośliwe podchody.

Ta książka to całe spektrum sprzeczności, które na końcu łączą się w bardzo dokładnie ulepioną całość. Jest jak “Mistrz i Małgorzata”. Jak “Twin Peaks”, gdzie pod koniec rozmawianie z kawałkiem drewna już wcale Cię nie dziwi.

Wejdź w ten świat, a zapewniam, że zapomnisz o wszystkim, co jest dookoła Ciebie. Świadomie bądź nie. A jak już w niego wejdziesz, daj znać na moim Facebooku i Instagramie, bądźmy w tym razem.