//
Czy long bob to dobra decyzja?
Babski kącik,  Włosy

Long bob zamiast włosów po talię – po co i co dalej? | Babski kącik #6

W ciągu ostatnich dwóch lat moje włosy nie miały ze mną lekko. Pomysł na fryzurę w stylu long bob zrodził się w mojej głowie już dawno temu, ale ciągle nie czułam się gotowa na taki szalony krok. No bo jak to tak? Włosy po dupe nagle znikną? Z tym że te włosy po dupe to jakościowo też były do dupy. W końcu uznałam, że nie ma sensu ich trzymać, skoro i tak je chowam pod gumką. Albo kurtką. Tak oto miesiąc temu zostawiłam prawie 10 lat olejowania, maskowania i głaskania na podłodze w salonie fryzjerskim.

Nie obyło się bez przygód i przeszkód, bo przecież nie mogło się bez tego obyć. Po co ten long bob i co tak naprawdę mi to dało? Jak się czuję po miesiącu, czy polecam i czy w ogóle czuję się dobrze? Zapraszam dalej!

Dlaczego w ogóle zdecydowałam się na long boba?

Decyzja o dużym skróceniu włosów kiełkowała w mojej głowie już od jesieni 2019 roku, ale ciągle byłam zbyt mocno przywiązana do tego, co zapuszczałam dzielnie przez prawie 10 lat. Nawet po feralnej wizycie u fryzjera, kiedy włos został niemal zgwałcony przez wszystkie dokonane na mojej głowie błędy, byłam pewna, że sobie z nimi poradzę.

W końcu przyszedł taki moment, że pogodziłam się z ich agonalnym stanem. Uznałam, że taka geriatryczna struktura włosów już nigdy nie będzie wyglądać dobrze i że to doskonały moment na zmiany.

Long bob okazał się jedynym lekiem na zniszczone końce

Pamiętasz mój wpis o pielęgnacji rozjaśnianych włosów? Na okładce tego wpisu zobaczysz moje włosy, po pierwszym myciu od wizyty u fryzjera, podczas której włosy podcięłam i rozjaśniłam na niemal biało. Włosy na owym zdjęciu spięte są w warkocz, a jego końcówka jest sprytnie ucięta przez odpowiednie kadrowanie zdjęcia. Dzisiaj przyszedł czas, żeby Ci pokazać, dlaczego ich nie rozpuściłam i nie pokazałam w całości na blogu.

 

Czasem long bob jest jedynym rozwiązaniem
Włosy są dodatkowo przelane fioletową płukanką, dlatego końce mają taki trupi kolor. To one najbardziej ucierpiały podczas wizyty – ich łuski już na zawsze zostały rozchylone i porowate, nawet jeśli reszta była błyszcząca i mięciusia. No i na cholerę to trzymać na głowie?

 

I nie chodzi mi o to, że tamten wpis jest jedną wielką ściemą. To, o czym tam piszę jest jak najbardziej aktualne i taka pielęgnacja świetnie się u mnie sprawdzała. Do czasu, kiedy nie poszłam do osiedlowej fryzjerki, która do rozjaśnienia włosów użyła folii spożywczej. Bez względu na to, jak dbasz o swoją głowę, przy pomocy kosmetyków można poprawić wygląd włosa, ale nie odbudować jego struktury. Mam nadzieję, że już nikt nie wierzy w te reklamowe bzdury. Z pustego to i Salomon sobie nie da rady.

To tak jak z ubraniami. Możesz zaszyć dziurę, ale tam już zawsze będzie ślad po dziurze. Bardziej lub mniej widoczny.

Nie chcę się też rozwlekać szczególnie nad tym, czy cały ten proces fryzjerski był poprawny, bo zdarzyło mi się usłyszeć, że się wymądrzam i że naoglądałam się programów w telewizji. Ale spokojnie – zbiorę wszystko w jedno miejsce i wyklepie osobny wpis.

So wie so, włosy zostały zniszczone przez fryzjera, nie przez domowe zabiegi i z tym wnioskiem nie ma co walczyć.

 

Swoją drogą, bardzo boje się wizyt u fryzjera. Nigdy nie wiem, z czym ostatecznie wyjdę, a ostatnio usłyszałam, że mam pozostałości farby drogeryjnej na głowie i fryzjerka nie ma pojęcia, co z tym zrobić. I że nie nałoży mi innej farby, dopóki nie zmyję tego, co mam szamponem przeciwłupieżowym.

Uciekajcie od takich specjalistów. Gdyby tacy ludzie chcieli być lekarzami, już dawno by nas wszystkich pogrzebali.

 

Po ścięciu zniknęło z głowy wszystko, co złe

Na podłogę w salonie spadły wszystkie zniszczone, suche i porowate końce, a więc wszystkie moje codzienne zmartwienia. Teraz wyglądają na dużo zdrowsze, o wiele łatwiej mi o nie zadbać i nie muszę się już bać zabiegów stylizacyjnych. To znaczy nadal ich unikam, ale wiem, że po wyprostowaniu czy zlokowaniu włosów, będę wyglądać bardziej jak Jennifer Lopez, niż jak Claudia Tiedemann.

Krótkie włosy a minimalizm kosmetyczny

Drastyczne cięcie włosów ma jeszcze jedną zaletę, która ma dla mnie ostatnio spore znaczenie. We wpisie na temat moich lockdownowych przemyśleń padło mnóstwo wniosków na temat tego, ile tak naprawdę potrzebujemy do szczęścia. I okazało się, że wcale nie tak dużo. Ale o ile porzucenie kosmetyków kolorowych nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, o tyle z pielęgnacją nie było już tak łatwo.

Kiedy jeszcze miałam długie włosy, jedna dwustumililitrowa odżywka czy maska wystarczała mi na mniej więcej dwa, trzy tygodnie. Przy założeniu, że używam kilku różnych jednocześnie i że włosy myję co 3 dni. Przez to ciągle robiłam jakieś zapasy i znosiłam do domu miliony plastikowych opakowań, które kosztowały mnie miliony monet.

Dzisiaj wiem, że to, co zgromadziłam, wystarczy mi na pół roku. Albo i dłużej. Dzięki temu, że wszystkie spalone, stare, suche końce zostawiłam w salonie fryzjerskim, potrzebuje znacznie mniej kosmetyków, żeby włosy były zdrowe i się nie rozdwajały. I muszę używać ich naprawdę niewiele, żeby nie osiągnąć efektu przyklapniętego, mokrego bernardyna.

Czy long bob ma więc jakieś wady?

Hell yea. Układanie ich to prawdziwa zmora, szczególnie dla tych bardziej garbatych w górnej części szkieletu. Musiałam oduczyć się mycia włosów wieczorem i spaniu bez suszenia, bo inaczej rano budziłam się jako Charlotte Doppler, która była zbyt zajęta zbieraniem martwych wróbli, żeby myśleć o fryzurze.

Przez to też zainwestowałam w szczotkę obrotową, na co moje włosy reagują nieco lepiej niż by miały zareagować 2 miesiące temu. Ale jednak nie reagują najlepiej. To tak jakbym nagle zaczęła jeść sałatki, ale tylko te z maka. Z tymi sosikami, które składają sie z rozpuszczonego smalcu.

Oczywiście nie przestaję o nie dbać i ciągle karmię je kolejnymi kosmetykami, więc ostatecznie nie wyglądają tak źle.

Od kiedy mniejsza odległość dzieli cebulki od końcówek, zauważyłam też szybsze przetłuszczanie. Pewnie to moje wrażenie, niemniej mam poczucie, że potrzebuję mycia głowy nieco częściej. Ale tego nie robię, bo i tak nie wychodzę z domu.

Huehuehuehuehue.

Daj znać, jak radzisz sobie ze swoim longbobem albo jakie znasz inne sposoby na reanimację włosów. Inne niż amputacja. Wpadaj na Instagram, gdzie jest dużo fajnych rzeczy!

Koniec końców ja nie żałuję swojej decyzji i póki co nie planuję szalonego zapuszczania. Dobrze się czuję, dobrze wyglądam. A i o dowód rzadziej proszą. I w ZUSie nikt nie prosi o podpis prawnego opiekuna.

Jeszcze tylko muszę wyprowadzić ten kolor, ale wspólnie z moją obecną fryzjerką uznałyśmy, że w okresie weselnym moje 300 złotych może znaleźć inne zastosowanie.