Dobry fryzjer i jak go znaleźć
Włosy

Dobry fryzjer i jak go znaleźć

Wystarczą dwie rzeczy, żeby umieć rozpoznać dobrego fryzjera – bardzo trudne włosy i minimalne pojęcie o sprawie. Akceptowanie wszystkiego, co mamy na głowie tak bardzo weszło nam w krew, że obecnie trudno jest znaleźć prawdziwego pasjonatę swojego zawodu. A jeśli już, to jest on tak odległy jak emerytura przy pracy na umowie-zleceniu. Dobry fryzjer to nie ten, który robi wszystko, co mu powiesz ani taki, który uważa, że nic nie będzie Ci pasować i najlepiej wrócić do naturalnego koloru.

Dobry fryzjer to taki, który nie działa schematycznie i potrafi wybrnąć nawet z największych włosowych ruchomych piasków. Po moich ostatnich fryzjerskich rewolucjach i po solidnym oberwaniu w mordę od osiedlowej fryzjerki, czuję się w obowiązku podpowiedzenia Ci, jak znaleźć naprawdę dobry i wcale nie drogi salon.

Dobry fryzjer, czyli jaki?

Oczywiście cena zwykle idzie w parze z jakością, ale zdarza się, że jest uzależniona od wielu innych czynników – sytuacji rynkowej, konkurencji czy lokalizacji salonu. Trudno żądać trzech stów za strzyżenie na osiedlu, na którym jest pięć innych salonów. Dlatego nie zawsze warto sugerować się ceną.

Jeśli fryzjer ma w sobie pasję, to i za trzy dyszki zrobi Cię na bóstwo. Co prawda nie zarobi na Tobie wtedy ani grosza, ale wiesz, o co mi chodzi.

Dobry fryzjer nie zaprasza Cię od razu do myjki

Nigdy. Jeśli przychodzisz do salonu po raz pierwszy na umówiony termin, a fryzjer nawet na Ciebie nie patrzy, tylko od razu zaprasza do tak zwanego mycia – uciekaj. I nie chodzi mi o to, że powinien zaprosić Cię na fotel obsypany gerberami, zaparzyć Ci cold brew i zaproponować wspólne oglądanie katalogów przed usługą. Ale musi obejrzeć Twoje włosy. Dotknąć ich, poznać ich strukturę. Ocenić, czy i kiedy były farbowane, czy to była farba profesjonalna, czy drogeryjna.

Tyle jest rzeczy, których Ty mu nie powiesz, ale Twoje włosy już tak. Ile razy już tak było, że przyszłam do myjki prosto z progu na kolor i cięcie i dopiero przy spłukiwaniu szamponu okazywało się, że mam trzy razy więcej włosów, niż wyglądam i cała usługa potrwa siedem godzin, przez co zrobi się straszna obsuwa wobec innych klientów.

Oczywiście przeze mnie, nie?

Na myjkę możesz się wprosić prosto od wejścia tylko wtedy, kiedy masz stałego fryzjera. Takiego, który Cię zna i wie, czego może się spodziewać. I wie, że niczego nie wymyśliłaś pomiędzy wizytami. Bo jeśli tak, musisz mu o tym powiedzieć, zanim będzie za późno.

Farbowanie włosów to prawdziwy egzamin fryzjerski

Uwielbiam sytuacje, kiedy siadam na fotelu z zamiarem zmiany koloru, a fryzjer biegnie do mnie z paletą i pyta, co mi się podoba i co bym chciała uzyskać na głowie. Mam nadzieję, że wiesz, że paleta to tylko podgląd i nie odzwierciedla rzeczywistości.

Paleta zawsze, powtarzam – ZAWSZE – jest dla fryzjera. To on ma wiedzieć, jaki odcień jest w stanie uzyskać na Twojej głowie. Kolory w palecie uzyskuje się poprzez farbowanie białych, syntetycznych włosów. Umówmy się – nikt z nas takich nie ma, dlatego jako klient nie potrzebujesz oglądać palety i mówić, co Ci się podoba. Bo nigdy nie wiesz, czy to się uda.

Przerwa na historię mojego życia

Kiedy postanowiłam zamienić długie włosy na long boba, poszłam do poleconej fryzjerki, która chyba miała bardzo zły dzień. Pomijając fakt, że zostawiła mnie na fotelu i poszła ostrzyc swojego znajomego, który przyszedł bez wcześniejszego umówienia, mnie też nie potraktowała profesjonalnie. Najpierw chciała mi narzucić kształt fryzury, który był najprostszy do wykonania, po czym w ogóle mnie nie posłuchała i zrealizowała swoją wizję. Miałam wyglądać według niej jak Małgosia Rozenek, wyglądałam jak Fryderyk Chopin.

I nie czepiam się dla samego czepiania. Wszystko to, co dzisiaj Ci piszę, potwierdziła moja fryzjerka, do której wróciłam z podkulonym ogonem dwie godziny po tamtym strzyżeniu.

Po strzyżeniu przyszedł czas na kolor. Oczywiście przybiegła do mnie paleta, ale to był najmniejszy problem. Fryzjerka powiedziała mi, że nie wie, co ma zrobić, bo mam kilka kolorów na głowie – co było prawdą, bo po rozjaśnianiu, farbowaniu na fioletowo i na różowo, byłam jak te trójkolorowe lody. Ale fryzjer jest od tego, żeby ratować z takich domowej roboty opresji.

Na odczepnego pokazałam jej jakiś kolor gdzieś na poziomie 9.11 (disclaimer – nie jestem fryzjerem, ale interesuję się tematem, dlatego znam klasyfikację kolorystyczną, szczególnie na poziomie blondu), na co pani powiedziała mi, że tego się nie da zrobić bez rozjaśnienia, a ona nie chce używać rozjaśniacza, bo nie wie, co z tego wyjdzie. A potem zaproponowała, że może mi na te moje wieloowocowe lody nałożyć tę farbę bez rozjaśniania i “zobaczymy co będzie”.

Nie przychodzi się do fryzjera, żeby zobaczyć, co będzie. Nigdy

Nakładając mi farbę na poziomie dziewiątym na włosy we wszystkich kolorach tęczy, począwszy od różu i fioletu na końcach, rudym połysku od spodu i typowej polskiej szóstce na odroście, uzyskałybyśmy piękną zieleń. Wiedziałam to ja, wiedziała to moja fryzjerka. Ale pani zapomniała zdobyć wiedzę na ten temat.

Najepsze – powiedziała, że użyłam farby z drogerii i ona nie potrafi tego wyprowadzić. A zwykle to właśnie fryzjer jest od ratowania takich trudnych sytuacji (zanim staniesz w obronie fryzjerów w takiej sytuacji, poczekaj do końca). Na koniec powiedziała mi, żebym myła włosy szamponem przeciwłupieżowym, żeby wypłukać tę drogeryjną historię i wróciła za 2 tygodnie. Czyli po trzech-czterech myciach, bo o to też nie spytała. Ostatecznie wyszłam bez koloru i już nie wróciłam. Pobiegłam za to do mojej fryzjerki, która nie tylko potwierdziła, że cięcie jest jak od siekiery, to zaproponowała mi całkiem dobre rozwiązanie, jak wyprowadzić te moją kolorystyczną katastrofę. Co prawda będzie mnie to kosztować całkiem dobry dysk przenośny, ale jest możliwe.

Podsumowując, nie oglądamy palety i nie dajemy sobie nałożyć byle czego na głowę. I uciekamy, jeśli fryzjer unika rozjaśniania.

Bo dobry fryzjer wie, jak rozjaśniać włosy

Tamta fryzjerka po prostu się bała, że zniszczy mi włosy. Pomimo że cała końcówkowa miotła spadła na ziemię, nie zdecydowała się na rozjaśniacz. Mylne przekonanie o tym, że rozjaśnianie niszczy włosy, wzięło się z kilku fryzjerskich błędów. Oczywiście proszek rozjaśniający składa się z nadtlenku wodoru, który dla struktury włosa nigdy nie będzie obojętny. Zawsze je uwrażliwi i sprawi, że zmienią swoją porowatość. Ale nie muszą być zniszczone.

Podstawowy błąd to folia spożywcza. Nie fryzjerska folia do farbowania, ale zwykła, kupiona w Lewiatanie. Jeśli zobaczysz, że fryzjerka ma właśnie taką folię (łatwo ją poznać, bo rolka profesjonalnej folii jest grubsza, a sama folia mniej podatna na zagniecenia), uciekaj. Jak najdalej.

Farba zawinięta w folię to nie aż taka zbrodnia. Ale rozjaśniacz już tak. Nadtlenek wodoru potrzebuje powietrza, żeby parować i utleniać się w prawidłowy sposób. Jeśli zrobimy z włosów kiszonkę, jednym słowem rozpuszczą się. Spalą na wiór. I tak też było w moim przypadku kilka lat temu, kiedy zdecydowałam się na platynę.

Rozjaśniać najlepiej jest bez folii. Żadnej. Albo na samoprzylepną, przezroczystą folię. Ale fryzjerzy niechętnie jej używają, bo to dodatkowy koszt.

Diabeł tkwi w szczegółach

Zawsze. Najważniejszym z nich jest to, czy fryzjer zwraca Ci uwagę na to, że siedzisz noga na nogę. Tamta nie zwróciła, a ja sama też tego nie zauważyłam. Wyszłam prosto z pracy i ta pozycja była dla mnie czymś naturalnym. W efekcie miałam na głowie niechcianą asymetrię. Która do tego nie wyglądała dobrze. Włosy ze spodu znacznie wystawały spod tych, które są na wierzchu.

Kolejny duży błąd dotyczy samego cięcia krótkich włosów. Jeśli zwracasz uwagę fryzjerowi, że zależy Ci na tym, aby włosy nie wywijały się na zewnątrz, a on odbija je dłonią od karku, odwija na zewnątrz i dopiero ścina, uciekaj. To słowo klucz na dzisiaj.

Co raz ucięte, pozostaje w tej pozycji. Włosy mają to do siebie, że zapamiętują to, co się z nimi robi. Dlatego tak ważny jest odpowiedni podział. Przy bobach, lobach czy asymetriach kluczowe jest cięcie pod określonym kątem. Dzięki temu nie trzeba przycinać końców przy karku, co zmniejsza ryzyko upierdliwego odwijania się.

Ale oczywiście jeśli włosy są na tej wysokości, że w naturalny sposób odwijają się od barków, nie ma na to rady. Trzeba często odwiedzać fryzjera i kontrolować, czy wyczesuje włosy na boki, czy drapie Cię grzebieniem po karku.

A Ty po czym poznajesz dobrego fryzjera?

Może jest coś, na co sama nie zwróciłam uwagi? Może dla Ciebie najważniejsza jest dobra kawa i ciepła rozmowa z fryzjerem? Tymczasem ja zbieram hajs na ratowanie mojej kolorystycznej katastrofy. Jeśli mi się uda, efekty na pewno zobaczysz na Instagramie. A jeśli nie, jeśli wrócę do natury – też to zobaczysz. Adios!