//
Domowe biuro wpływa na Twoją produktywność
Ciotka Dobra Rada,  Praca

Domowe biuro a produktywność, czyli home office dla opornych

Trudno mi to zrozumieć, ale czas to przyznać – nie każdy jest fanem pracy w domu. Problemów może być kilka – domowe biuro albo raczej jego brak, ogólna sytuacja domowa albo nasze własne nawyki. Jedni nie mają odpowiedniego miejsca i pracują w pozycji lotosu na kanapie, z laptopem podstawionym pod brodę. Innym przeszkadzają pozostali domownicy – dzieci, zwierzęta, sypialniany współlokator albo prowadzący telewizji śniadaniowej. A jeszcze inni po prostu nie potrafią się zmusić do pracy, kiedy cały dzień spędzają w piżamie. Którym typem jesteś Ty?

Tymczasem okazuje się, że domowe biuro wcale nie jest takie trudne do ogarnięcia. Niewielka przestrzeń wcale nie musi być problemem, a z domownikami można się przecież jakoś dogadać. Zazwyczaj. Od pół roku nie ruszam się z domu w celach zawodowych, a moje domowe biuro ewoluowało wraz z sytuacją pandemiczną przez cały ten czas. I dzisiaj czuję się wystarczająco kompetentna, żeby Ci opowiedzieć, jak zamienić kanapową pozycję lotosu na produktywną pracę.

Czy dalej jesteś na home office?

Koronawirusowa impreza trwa już na tyle długo, że coraz więcej osób zaczyna dawać trochę luzu swojej sytuacji społeczno-zawodowej. Chętniej wychodzimy do galerii handlowych, odwiedzamy znajomych nad morzem czy idziemy na kabaret na żywo do polsatu. No i powoli wracamy do biur.

Na szczęście nie wszyscy.

Mam to szczęście, że moi koordynatorzy mają gdzieś to, w jakim miejscu na świecie pracuję. Nikt by się nie zorientował, gdybym nagle postanowiła rzucić wszystko i jechać do Toskanii, natchniona niedawno widzianym w kinie filmie Włoskie wakacje. Polecam ten film, to doskonały pomysł na koronawirusowy kinowy debiut.

Anyway, jeśli nikt nie wygania Cię na siłę do biura, a i Tobie podoba się pracowanie w piżamie w kotorożce, ale nie do końca wiesz, jak nie dać się oczarować domowym pokusom, takim jak sprzątanie w lodówce albo przesadzanie kwiatów. Bo przecież wszystko jest lepsze od pracy zawodowej. Nawet, jeśli bardzo ją kochasz.

Przede wszystkim zapomnij, że domowe biuro możesz zorganizować na kanapie

Bardzo długo tak myślałam. Szczególnie wtedy, kiedy pracowałam zdalnie trzy razy w tygodniu, a większość obowiązków i tak ogarniałam na spokojnie w te dwa pozostałe. Kiedy okazało się, że teraz będę pracowała z domu każdego dnia do odwołania, byłam w kanapowym raju.

Siadałam przed telewizorem z laptopem na kolanach i robiłam wszystkie swoje pracowe zobowiązania. Cztery razy dłużej, niż bym mogła. Po tygodniu uznałam, że koniec tego kwiatu lotosu na kanapie i wyniosłam się przy biurko, gdzie jestem do teraz.

Co prawda ten wpis wyklepałam przy kuchennym blacie, żeby doglądać dyni w piekarniku, ale wiesz – to się nie liczy. Raz na jakiś czas możesz sobie pozwolić na zmianę lokalizacji. Żebyś nie zapomniał przypadkiem, jak wygląda reszta domu.

Chodzi mi o to, że dobrze jest raz na jakiś czas popracować sobie z poziomu miękkiego fotela, ale nie działa to każdego dnia. Produktywność potrzebuje konkretnego miejsca w domu, które służy tylko do pracy i rzeczy czysto administracyjnych.

Oczywiście w małych mieszkaniach biurko ma mnóstwo funkcji, ale niech przez te kilka godzin dziennie ma tylko jedno.

Skoro już masz biurko, musi być czyste

To straszny banał, ale wydaje mi się, że wielu antagonistów pracy zdalnej ciągle zapomina o tym, że w bałaganie trudno się pracuje. Nawet, jeśli lubisz bałagan. W sensie, wiesz, nie przeszkadza Ci. I nie chodzi o sam fakt posiadania zbędnych rzeczy na blacie. Bardziej o to, że te wszystkie niepotrzebne przedmioty strasznie cię kuszą i odrywają od roboty.

Jakiś pilnik w rogu, który sprawia, że nagle masz dziką potrzebę poprawienia kształtu paznokci. Ulotka z kebaba, która od razu sieje spustoszenie w żołądku, przez co musisz iść coś zjeść albo zamówić dowóz. Jakaś książka, która nie wiesz, skąd się tam wzięła, ale w sumie warto sprawdzić, o czym jest.

I tak dalej. Im mniej rzeczy będziesz trzymać na biurku, tym szybciej uporasz się z codzienną pracą. No, chyba że odpalisz Facebook. Ale na to już chyba nic nie poradzę.

Metraż is no limit

Mieszkam na 40 metrach, a w moim salonie mieszczą się trzy różne pomieszczenia – salon, domowe biuro, pomieszczenie gospodarcze, domowa biblioteczka i część garderoby. To w sumie pięć. Pięć funkcji domu zamknięte na 12 metrach kwadratowych. Czyli generalnie da się zorganizować domowe biuro w małej przestrzeni. Tylko trzeba troszkę chcieć.

Dobrym rozwiązaniem jest bardzo długi, ale nie głęboki blat, który postawisz pod ścianą. Dzięki temu część możesz zaadaptować na domowe biuro, a tam, gdzie nie sięgają Twoje ręce ustawić rzeczy, które przydają się po pracy.

Taki blat to wbrew pozorom spora oszczędność miejsca. Wyrzucając stare (mniejsze) biurko i wstawiając dwumetrowy blat, w jakiś sposób zmieściliśmy w domu jeszcze regał na książki.

Wieczorne sprzątanie przestrzeni roboczej

Wyobraź sobie, że dzień wcześniej zrobiliście sobie wieczór z winkiem i o drugiej trzydzieści uznaliście, że już Wam się nie chce tego wszystkiego zbierasz. Rano wchodzisz do pokoju i wszystko, co widzisz, to kieliszki, paczki po cipsikach i ubrania, które były na kanapie, zanim przerzuciłeś je niedbale na fotel, na którym chcesz teraz usiąść.

W ten sposób albo zrzucisz wszystko w kąt i poczekasz, aż się zlecą muszki owocuszki, albo poświęcisz pól godziny na sprzątanie, czego efektem będzie pół godziny dłuższy dzień pracy. No po co to?

Wieczorem ogarnij biurko, przygotuj sobie wszystko, czego potrzebujesz, żeby rano nie tracić energii na bujanie się z garami po wczorajszym obiedzie.

Innym rozwiązaniem, które świetnie sprawdza się u mnie, jest tzw. szuflada wstydu. Tam wrzucam wszystkie rzeczy, których nie zgarnęłam z biurka, a które mogłyby mnie rozpraszać w ciągu dnia. Po pracy zwykle otwieram ją i ogarniam wszystko, co tam leży, więc rano mam wyzerowane konto. Win-win situation.

Domowe biuro a domownicy

W tej kwestii niewiele pomogę, bo zwykle jestem sama, ale powiem Ci, co sprawdziło się u mnie, kiedy pracowałam w biurze i miałam dość gadających ludzi wokół. Był to najprostszy możliwy sposób – ubrałam słuchawki i udawałam, że tak naprawdę mnie tam wcale nie ma.

Poważnie, nie mam pojęcia, co się robi w sytuacji, kiedy dzieci biegają po chałupie, kiedy Ty chcesz pracować. Wydaje mi się, że zamknięcie ich na osiem godzin w łazience ciągle jest w Polsce nielegalne.

Ale słuchawki to dobra opcja, jak w domu jest ktoś, kto Ci nie przeszkadza, ale jednak troszkę hałasuje. Jeśli muzyka Cię rozprasza, włącz sobie coś monotonnego. Coś w stylu “concentration productivity music for work or study”. Nie ma takiego filmu, ale wiesz, o co mi chodzi.