To było dwanaście dziwnych miesięcy. Zaczęliśmy ten rok z uśmiechem, planami i wypełnionym grafikiem urlopowym, a potem patrzyliśmy, jak wszystko to znika pod grubą warstwą kolejnych obostrzeń. Nietypowa sytuacja, o której kiedyś czytaliśmy na historii (ewentualnie obserwowaliśmy na swoich telefonach, grając w te dziwną, epidemiczną grę, której nazwy na szczęście nie zapamiętałam), stała się faktem i w końcu przestało być potrzebne szczypanie po rękach. Ale mimo wszystko czas płynął, aż w końcu dobiliśmy do brzegu. Dlatego myślę, że pora na jakieś podsumowanie roku 2020. Bo chyba wszyscy potrzebujemy już zamknąć ten rozdział.

Jaki więc był ten rok? Przedziwny? Nietypowy? Może był początkiem końca? A może apokalipsą ekstrawertyków i ukłonem w stronę tych drugich? Może powolnym upadkiem kapitalizmu? A może tego wszystkiego właśnie potrzebowaliśmy? Czas na podsumowanie roku 2020 po mojemu.

Lockdown był jak afektywna dwubiegunowa

Podczas pierwszej fali narodowej kwarantanny sama byłam zaskoczona własnym zachowaniem. W sensie, wiesz, z reguły jestem. Ale podczas tych kilku tygodni, kiedy wszyscy byli zamknięci w domach, czułam wewnętrzną walkę kilku różnych osobowości. Jedna z nich, ta przeważająca, była szczęśliwa, że nikt jej na siłę nie wyciąga spod koca i że w końcu może legalnie pracować z domu. Bez konieczności usprawiedliwiania tego faktu i bez konieczności integracji ze współpracownikami.

Druga przejmowała władzę średnio raz na kilka dni, wpadając w nikomu niepotrzebną panikę. A co, jeśli już nigdy nie wyjdziemy z domu? Co, jeśli już nigdy nie zjemy na mieście ani nie obejrzymy filmu w kinie? Albo jeśli dostaniemy odleżyn od tego ciągłego siedzenia na tyłach? Czy już do końca świata będziemy musieli płacić za przesyłkę?

Była też trzecia “ja”, która starała się ten przekaz uśrednić i wprowadzić między synapsy jakieś pozytywne myślenie i czwarta, która przysypywała to wszystko strachem o bliskich.

Gdzieś w połowie pisałam tu o tym, że męczy mnie brak kontaktu z otoczeniem. Dwa tygodnie później wyszłam z domu i w ogóle nie wiedziałam, co autor tamtego wpisu miał na myśli, żeby po kilku miesiącach znowu się z tamtą sobą prawilnie zgodzić.

Swoją drogą, napisałam jakiś czas temu o tym, co się dzieje, jeśli nie ruszamy siedzenia z wygodnej kanapy. I, szczerze, w niczym mi to nie pomogło, jak już na tej kanapie wygodnie zasiadłam.

Dzisiaj, po całym roku naprzemiennych lockdownów i poluzowań, udało mi się skondensować wszystkie te szalejące głosy w głowie w jeden spójny przekaz. Nie mogę udawać, że człowiek nie jest istotą społeczną. Samotność, której doświadczałam, kiedy faktycznie byłam w domu sama, była destrukcyjna. I nadal jest. Dobrze jest czasem wyjść z domu, do sklepu i porozmawiać z obcymi ludźmi o zupełnie nieistotnych pierdołach. Bardzo to lubię, choć small-talki nadal mnie stresują i wydają się nieszczere.

Dobrze jest też zaprosić znajomych do siebie na wieczór planszówek, podczas którego jest głośno, pozytywnie i stymulujące wobec wszystkich istotnych neuroprzekaźników. I najlepiej jest zaprosić ich do siebie. Wtedy nie trzeba opuszczać swojej bezpiecznej strefy komfortu.

Ale po takich szalonych ekscesach jak rozmowa z panią z Hebe czy kolejna runda “wybuchających kotków” muszę bardzo długo odpoczywać. Bez otwierania do kogokolwiek paszczy. I to jest złoty środek, który odnalazłam w sobie w tym roku. To umiarkowany poziom towarzystwa, który w dobie pandemii jest zaskakująco łatwy do osiągnięcia.

A jak Ty znosisz kolejne fazy kwarantanny? Co by się stało, gdybyś dzisiaj miał/a pójść do restauracji czy knajpy pełnej ludzi?

Moje doświadczenie mówi mi, że dzisiaj, kiedy jestem w jakimś obleganym sklepie typu TKMAXX, dużo szybciej robi mi się duszno, niż to było w zeszłym roku. Ale czy to na pewno źle?

Podsumowanie roku 2020: minimalizm w kosmetykach i rewolucja w łazience

Ten rok minął mi zdecydowanie pod znakiem dążenia do minimalizmu. Może to przez nadmiar czasu, a może subtelny objaw szaleństwa od tego siedzenia w domu. A może to Maybelline. W każdym razie, zamknięta w czterech ścianach postanowiłam, że nie podobają mi się one w takim kształcie, w jakim są. Poczułam, że otaczam się zbyt wieloma rzeczami, których w zasadzie nie potrzebuję.

Pandemia uświadomiła mi, że mam w domu mnóstwo dupsów, bez których miałabym nie tylko więcej miejsca i większy porządek, ale też więcej w portfelu. Co prawda hajsu nie odzyskałam, bo nikt nie kupuje używanych kosmetyków (sprawdzałam w ankiecie na IS). Ale z chęcią część oddałam na bazarki dla zwierzaków, dając drugie życie dziwnym szamponom do włosów i zapewniając futrzastym choć trochę lepszy byt.

Kiedyś kupowałam wszystko, co tylko mogłam. Bo się błyszczało, bo miało holonapis albo po prostu było w promocji. Potrzebne czy nie – a czy to ważne? Znosiłam do domu kolejne nowinki kosmetyczne, babrałam się w dwufazowych odżywkach do włosów i peelingach do ust, których nigdy nie zużywałam do końca.

Zmarnowałam w ten sposób tyle kasy, że gdybym dzisiaj miałabym ją odzyskać, mogłabym spokojnie ogarnąć sobie trenera personalnego na cały rok. Z dietą, która, nawiasem mówiąc, po pandemii by mi się bardzo przydała.

W 2020 mocno zredukowałam więc ilość kolorówki

Ten rok pomógł mi wyrzucić albo oddać to, czego już nie potrzebuję i dążyć do kupowania tylko tego, co niezbędne. Ciągle walczę z paletami do oczu, których nie mogę sprzedać ani oddać, bo dostałam je w prezencie. Ale jak tylko je zużyję, marzy mi się minimalistyczny zestaw z jedną dużą paletą, jedną małą na wyjazdy i kompaktowym trio do konturowania.

Co prawda oddałam na zwierzakową licytację pyłek do paznokci, który potem był mi na tyle potrzebny, że musiałam kupić coś podobnego, ale wiesz, trzeba znaleźć jakąś równowagę między kupowaniem a wyrzucaniem. Bo w gruncie rzeczy oddałam dwa pyłki, a na ich miejsce kupiłam tylko jeden lakier. Jakby nie patrzeć, hajs się zgadza. A i zwierzaki są bardziej najedzone dzięki mnie.

A skoro mowa o kosmetykach…

W 2020 stopniowo zaczęłam zgłębiać temat okrucieństwa wobec zwierząt. I powiem Ci dzisiaj, z perspektywy czasu, że w życiu bym nie pomyślała, że temat jest tak rozległy. A moja wiedza taka mała.

Kwestia tego, czy dana marka jest CF, czy nie, to naprawdę skomplikowana sprawa. Nie wystarczy powiedzieć “testuje” i “nie testuje”. W Europie prawie nikt nie testuje, a jednocześnie prawie żadna marka nie jest w pełni CF. Kiedyś mówiłam, że testująca firma-matka to w zasadzie żadna przeszkoda w dążeniu do używania tylko etycznych kosmetyków.

Dzisiaj myślę, że to dobry moment przejściowy

Ale w końcu każdy się łapie na tym, że mimo wszystko szuka kosmetyku, który naprawdę, w stu procentach jest wolny od testów i jakichkolwiek powiązań z nimi. Ja też.

Chciałabym, żeby kiedyś w mojej łazience i w kosmetycznej komodzie były tylko etyczne marki. Ale to długi proces i wiem, że nie ma sensu wyrzucać absolutnie wszystkiego w imie lepszej etyki łazienkowej. Z czasem wszystko się uda. I z czasem coraz więcej firm będzie można zostawić na półce bez wyrzutów sumienia.

W ciągu tego roku okazało się, że nie muszę się żegnać z Eveline (które uwielbiam) czy Makeup Revolution (za którym nie przepadam). I to są dobre zmiany, na które jestem gotowa w 2021.

Choć dalej nie do końca rezygnuję z jedzenia mięsa (może kiedyś Ci powiem, dlaczego), staram się, aby moje działania jak najbardziej służyły czworonożnemu społeczeństwu. Pisałam już o tym we wpisie o kompromisach w byciu less. Ważne jest to, co robisz, a nie to, czego nie robisz. I będę tego poglądu bronić, jak niepodległości. I nie odrzucam wszystkich kosmetyków, które nie są CF. Odrzucę część z nich dopiero wtedy, kiedy znajdę ich najlepszy zamiennik. Szczególnie w przypadku kremów z filtrem. Niech rzuci opakowaniem pierwszy ten, który ma coś tak dobrego jak Skin79, a jednocześnie wolnego od okrucieństwa.

Podsumowanie roku 2020: less waste, ekologia i ekspres na kapsułki

Moim słowem na 2020 była “równowaga” i to chyba jest idealny przykład na jego nie do końca pełnosprawną interpretację. W ciągu tych kilkunastu miesięcy podjęłam świadomą decyzję o redukcji plastiku z mojego życia i przerzucenie się na bardziej ekologiczną drogę. Ale do drewnianych maszynek do golenia jeszcze mi daleko.

Podobnie jak w przypadku bycia CF – to długi proces, który wymaga sporo pracy i jeszcze więcej poświęcenia. Wiem, że wielu moim znajomym przychodzi to wszystko nad wyraz łatwo. Ale mnie cała ta pandemia nauczyła cierpliwości, pokory i kompromisów.

Nadal trzymam bułki w foliowym worku (tym samym od miesięcy), choć na zakupy chodzę z lnianym. Nadal generujemy podejrzanie dużo śmieci i zamawiamy jedzenie z dowozem. Bo wiesz, trzeba wspierać poszkodowane przez lockdown biznesy. Ciągle nie zrezygnowałam z papierowych ręczników i korzystam z kosmetyków pakowanych w plastik. Ale segreguję śmieci, używam wacików wielorazowych, wybieram jedzenie w kartonowych opakowaniach, a w przyszłym roku być może ogarniemy sobie jakiś kompostownik.

Wszędzie musi być równowaga. I tak ten rok upłynął mi pod znakiem wielkich lesswaste’owych planów i jednoczesnej miłości do ekspresu kapsułkowego, o którym marzę od wiosny i który dostałam na gwiazdkę wbrew swojej woli (nie lubię, kiedy ludzie wydają na mnie kupę kasy).

Czy kiedyś będę bardziej less? Pewnie tak. Póki co jestem mniej bardziej i doskonale się czuję z tym, że robię dla środowiska cokolwiek, podczas kiedy mogłam robić nic.

A do mycia garów boraksem kiedyś się przekonam. Serio.

Jaki był ten rok?

Rewolucyjny. Mnóstwo z nas przewróciło życie do góry dnem. Część przekonała się, że praca z domu to najlepszy sposób na życie. Inni boleśnie przekonali się, co oznacza kryzys w prowadzeniu biznesu. Jeszcze inni podjęli rękawicę i stanęli na rzęsach, aby zachować jakąkolwiek płynność finansową.

Dla wszystkich ten rok był dziwny. Dla niektórych tragiczny w skutkach. Ale myślę, że przede wszystkim był dobrym czasem na refleksję. O tym, gdzie jesteśmy i gdzie chcielibyśmy być. I o tym, czego tak naprawdę potrzebujemy. Ekstrawertycy dowiedzieli się, że tylko im się wydawało, że nimi nie są. Introwertycy w końcu poczuli się dobrze we własnej skórze i w otaczającym ich świecie.

A w którą stronę pójdzie ten świat dalej? Się okaże. Póki co życzę Ci mnóstwo dobrej energii i tego, żeby Twoje ulubione filmy nie znikały z Netfliksa. Namaste.

Na instagramie też znajdziesz moje podsumowanie roku 2020 i plany na 2021 – pamiętaj, żeby zostawić po sobie ślad! @blondynkanaswoim