Jak zorganizować wyjazd + lista do wdrukowania

 
 
Czołgiem! Lubię wyjeżdżać, lubię odwiedzać nowe miejsca, ale nie przepadam za pakowaniem. Zawsze boję się, że czegoś zapomnę. I zazwyczaj tak było, że coś mi umknęło, a potem był płacz albo bieganie po sklepach. “Bo nie wzięłam ładowarki”. “Bo zapomniałam podkładu”.
Obecnie mam kilka swoich “tricków”, które ułatwiają mi pakowanie się tak, aby wszystko zabrać ze sobą.

(more…)

Ch…owa pani domu i jajca w kuchni

Generalnie kuchnia to miejsce, w którym mogłabym zamieszkać.
Lubię gotować, próbować nowych smaków. Lubię siedzieć rano w kuchni przy
śniadaniu i herbacie, czytając gazetę lub przeglądając instagram. Gotowanie
odpręża mnie i poprawia humor, kiedy jest spleśniały.
Jeśli chodzi o inspirowanie się książkami kucharskimi i
wymyślanie relatywnie dobrych potraw, jestem całkiem niezła. Od czasu do czasu
zdarza mi się coś spalić albo ugotować mocno al dente.
To znaczy nie ugotować wcale.
Ale generalnie radzę sobie w kuchni całkiem nieźle. Rodzina
i chłopak nie narzekają. Z reguły.
Do czasu, aż mam zrobić omlet.
Omlet jest jak kocia pułapka brzuszkowa. Miziasz i obydwu
stronom jest przyjemnie, i myślisz, że jest wszystko w porządku, że Twój omlet obróci
się, jak na reklamie teflonowej patelni i osiągniesz kulinarną nirwanę, aż tu
nagle kocie pazury zaciskają się na Twoim przedramieniu, zęby na nadgarstku i
ostatecznie zjadasz jajecznicę z pieczarkami, pomidorem, pestkami słonecznika i świadomością, że Twój wspaniały, złociutki omlet Ci się nie udał.
Znowu.
Nie wiem, gdzie tkwi magiczny sekret omleta i jak ludzie,
którzy robią książki kucharskie, go obracają. Rozważam telekinezę i Vingardium
Leviosa.
Omlet jest jak Coca-Cola. Każdy próbował, nikt nie wie, jak
powstaje.
A przynajmniej ja nie wiem.