Nie oceniaj po pozorach, ta trawa jest taka ładna, bo jest sztuczna

Pozory to kłamcy – niedzielna pogadanka #3

Miałam dziś opublikować pogadankę na zupełnie inny temat. Ale to może poczekać. Refleksja na temat tego, jak bardzo mogą zmylić nas pozory, musi ujrzeć światło dzienne teraz.

#historiazżyciawzięta

Jest deszczowy poniedziałek. Stoję na przystanku i pozwalam słonym kroplom zmywać resztki mojej wysztafirowanej twarzy. Parasola oczywiście brak. Owijam się szalikiem jak Arabka i czekam na autobus do domu. Moja płócienna torba wypełniona herbatą cytrusową, bakłażanem i polędwiczkami z promocji powoli nasiąka wodą.

Niedaleko mnie stoi chłopak. Za nim chowa się niewielki pies, widać, że rasowy. Ale nie jestem w stanie tej rasy nazwać. Generalnie sięgający do pół łydki, na cienkich nóżkach, niemal całkowicie pozbawiony sierści. Stoi za swoim właścicielem i cały dygocze. Nie tak, jak ratler, którego cienkie nóżki uginają się pod ciężarem reszty ciała. Po prostu się trzęsie. Tak jak mój chłopak, kiedy ma 36.7 stopni gorączki.

Łapię kontakt wzrokowy z chłopakiem i przez chwilę puszczam mu pełne dezaprobaty spojrzenie. On spuszcza wzrok. No pewnie, Twój pies marznie, a Ty masz na sobie ciepłą kurtkę, łosiu.

Okazuje się, że czekamy na ten sam autobus. Kiedy zajeżdża na zatoczkę, a chłopak ciągnie psa za sobą na smyczy. Zwierzę przez chwilę się opiera, aż w końcu podnosi przednie łapki i drobi małe kroczki tylnymi, jakby bronił się przed uduszeniem.

Krew się we mnie gotuje. Mina chłopaka nie zdradza żadnych emocji, jakby wcale nie było mu głupio. W końcu bierze psa na ręce i wnosi do autobusu.

No, w końcu, teraz już będzie mu cieplutko.

Autobus rusza. Zerkam co chwilę w stronę chłopaka i widzę, że psem szarpią coraz większe drgawki. Wciska się pod nogi właściciela, jakby chciał się ukryć.

I wtedy dociera do mnie, że być może oceniłam sytuację zbyt pochopnie. Że dałam się ponieść fałszywym pozorom. Że być może zwierzę po prostu się boi.

Teraz to mi jest głupio.

A wręcz wstyd. Łapię się na tym, że gapię się na nich za długo. Chłopak głaska psa czule po grzbiecie, potem po pysku. Coś do niego mówi, na szczęście mam słuchawki i nic nie słyszę. Pies sapie i trzęsie się coraz bardziej. I nagle widzę, że chłopak próbuje niepostrzeżenie wytrzeć łzę, która niespodziewanie uciekła mu z oczodołu i pognała w stronę podłogi.

A to oznacza, że psu coś wyraźnie dolega. Nie boi się ani nie jest źle traktowany. Wszystkie moje dotychczasowe teorie upadły.

Jak bardzo pozory mogły mnie zmylić

Chłopak – na oko kilka lat młodszy ode mnie – nerwowo przeciera oko rękawem od kurtki i szybko sprawdza, czy nikt nie widział. I spotyka się ze mną. W jego oczach jest ból. W moich współczucie.

A jeszcze przed chwilą była w nich sroga pogarda.

Wychodzę z autobusu bliska płaczu. Wszystko, co chcę w tym momencie zrobić, to przeprosić chłopaka za to, jakim idiotą się okazałam. Jak jednym spojrzeniem spuściłam na niego wiadro mentalnych pomyj, co na pewno niewiele mu pomogło.

Pozory to podli kłamcy

Każą Ci widzieć rzeczywistość taką, jaką sobie życzy Twój mózg, nie taką, jaka jest naprawdę. Do dzisiaj myślę o tym czworonożnym biedaku i jego właścicielu. I do dzisiaj czuję się źle z tym, że przez tak długi czas strzelałam w niego serią pełnych pogardy spojrzeń.

Nie da się opierać tylko na wrażeniu. Pozory zawsze mylą. Za każdym razem wprowadzają nas w złośliwy błąd, a potem mają ubaw patrząc, jak musimy przyznawać się do popełnionych błędów.

Nie oceniaj po okładce

Bo przecież nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje. Trawa ze zdjęcia jest sztuczna, dlatego jest taka piękna. A jeśli to wiesz, to tylko dlatego, że to najpopularniejsza Ikeowska trawa. W przeciwnym razie pomyślałbyś, że jestem świetnym roślinodbaczem i nawet te rosnące w kącie są piękne i okazałe.

A tym czasem nie. Tymczasem to tylko pozory. Wszystko jest farsą. Iluzją. Trzeba zawsze być czujnym. Bo to co widzimy nie musi się równać z tym, co jest naprawdę. I zazwyczaj tego nie robi.

* * *

Gdybym tylko mogła przeprosić tego chłopaczka teraz. Bo wtedy rosnąca w gardle gula rozpaczy i poczucia winy odebrała mi głos.

Praca na pełen etat – jak mieć czas dla siebie

Każdy w końcu rzuca bezrobocie albo pracę dorywczą i zaczyna zastanawiać się, czy nie warto zrobić coś bardziej poważnego ze swoim życiem. Na przykład znaleźć pracę na pełen etat. Oczywiście część z tych osób zakłada ostatecznie własną działalność albo znajduje sobie coś, co można robić z poziomu kanapy, co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi. I to są ludzie, którzy wygrali życie na loterii. Chcę kiedyś być jak oni.

Continue Reading

Godzina bez telefonu – Niedzielna pogadanka #2

Jestem z tej generacji, która jedną nogą stoi w pokoleniu, które żarło ziemię w wolnym czasie i walczyło na kijki i patyki, drugą w tym, w którym kilkulatki zakładają sobie Instagramy, a bez podłączenia do sieci nie potrafią zorganizować sobie dnia. I bardzo mnie to cieszy, bo z jednej strony moje wspomnienia z dzieciństwa nie są wirtualne, z drugiej umiem w technologię.

Continue Reading