Czy dziecko to zabezpieczenie przyszłości?
Felietonia

Dziecko – czy to polisa na życie?

Może lepiej sobie odpuść ten wpis, jeśli jesteś szczęśliwą mamą.

Mając pięć lat słyszałam od moich rodziców, babci i sąsiadów jak pójdziesz do szkoły, to… W wieku piętnastu lat powtarzano mi jak będziesz dorosła… Po osiągnięciu pełnoletności rozmawianie o szkole niebezpiecznie zmieniło się w jak skończysz studia i pójdziesz do pracy… Dzisiaj mam 22 lata, obroniłam licencjat, jestem na wylocie życia, marzę o własnej firmie i wakacjach na Krecie i jedyne, co zewsząd słyszę to jak będziesz miała dziecko…

 No właśnie. A jak nie będę? Czy dziecko to obowiązek społeczny każdego człowieka? Jestem na tym etapie życia, w którym połowa moich koleżanek ma już rodziny – męża, dzieci, chomika, kredyt hipoteczny. A druga połowa wpisuje w google jak ugotować makaron. Siebie ustawiłabym gdzieś pośrodku i nijak nie mam poczucia, że to czas na dzieci.

Macierzyństwo nie jest dla mnie

Nie potrzebuję tego. Dziecko krzyczy, defekuje i zabiera czas przeznaczony na osiąganie sukcesu. I zaspokajanie egoistycznych pragnień. Zresztą, nie umiem z nimi rozmawiać. Z dziećmi w sensie. Bo z egoistycznymi pragnieniami umiem.

Nie rozumiem matek, do których biegnie wysmarowany kupą i torfem gówniak, mówi gaddsashashjaljncb, a one odpowiadają, jakby dzieciak co najmniej mówił po polsku. O nie, zecydowanie to nie dla mnie. Nie chcę dzieci. Chcę robić karierę i wszystkie pieniądze, jakie mam wydawać na siebie. I najbliższych. Od czasu do czasu.

#EgoizmTakMocno

Czy dziecko zabezpieczy moją przyszłość?

A jednak jest w tym wszystkim haczyk. Czasem myślę o starszych paniach, które zagadują mnie na przystanku, żaląc się, że nie mają dzieci i nikt ich nie odwiedza, są samotne i godne współczucia. Czy ja chcę kiedyś zostać sama? Przewrócić się o balkonik w domu, w którym nikt mnie nie znajdzie?

Może te wszystkie moje koleżanki, które wrzucają na fejsbuki zdjęcia swoich – nie do końca jeszcze wysuszonych z płynów macicznych – dzieci mają w czymś rację? Może poza zakładaniem firmy pod nazwą 500+ macierzyństwo to polisa na życie z ogromnymi składkami?

Przeraża mnie myśl, że mogę zostać całkiem sama w wieku 60-70 lat. Że w tym momencie jestem najmłodszym członkiem mojej rodziny i prawdopodobnie umrę ostatnia. Ale jeszcze bardziej przeraża mnie myśl, że mogłabym udusić się pod ciężarem zużytych pampersów i spróchnieć od ciągłych pretensji. Umrzeć od natłoku cudzych emocji – zbuntowanego Brajanka i nieszczęśliwej Dżesiki.

Grecka tragedia. Jakkolwiek, to źle

Kiedy moje rówieśniczki mówią mogłabym już mieć dziecko, rozważam ich poczytalność. Czasem mi z tym głupio i czuję się mniej dorosła od nich. Że w pewnym momencie człowiek musi postrzegać dziecko nie jako koszmar, ale jako obowiązek wobec społeczeństwa, Konstytucji, kościoła i pani Basi z trzeciego piętra.

Czy powinnam traktować dziecko jako obowiązek społeczny i szczepionkę przeciw samotności? Poświęcić życie na bezinteresowne podcieranie tyłków, opłacanie dentysty i wycieczek do Stalinogrodu tylko dlatego, że jestem egoistą? Że nie chcę być sama? Czy być szczęśliwą biznesłoman, spełnioną i bogatą, ale konającą w samotności? W mieszkaniu na Tymienieckiego, w którym nikt mnie nie znajdzie, a moje jedenaście kotów zje mnie, zanim zacznę się rozkładać?  Być szczęśliwą całe życie, ale umrzeć bez pewności, że ktoś mnie pochowa czy do śmierci udawać Hioba, ale być spokojnym o swoje zwłoki?