Felietonia

Grzybowy s.o.s

 
Ostatnio zaczęło mnie zastanawiać pochodzenie nazw grzybów. Wiadomo, jesień przyszła, tu się suszy, tam się marynuje. Grzyb za grzybem, w jesieni stanowią integralną część polskiej egzystencji. Siedzą z nami przy świątecznym stole, a w dni wolne od pracy suszone są ratunkiem dla tych, którzy zapomnieli zrobić zakupy dzień wcześniej. Ale czy jest gdzieś ktoś, kto jest odpowiedzialny za ich nazewnictwo? Skąd wzięły się ich imiona i czy w ogóle coś znaczą?

Weźmy na przykład takiego prawdziwka, inaczej zwanego borowikiem. O ile hasło „borowik” może kojarzyć się z borem, czyli lasem i wszystko się zgadza – borowik rośnie w borze, to pozostaje kwestia, kto mianował go „prawdziwkiem”? Co odróżnia go od innych grzybów, że stał się dla nich jedynym prawdziwym wzorem do grzybiego naśladowania? Ma nóżkę, czapeczkę i gąbeczkę, dokładnie jak osiemdziesiąt trzy miliony czterysta dwadzieścia pięć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt osiem innych grzybów na świecie. Dlaczego to on stał się grzybim pionierem? I czy w związku z tym na tle innych grzybów, ten o nazwie podgrzybek okazuje się podgatunkiem grzyba? Czy rośnie pod nimi, w ich cieniu?

A co z maślakiem, który nie ma ani smaku, ani wyglądu, ani żadnej z innych maślanych cech? Albo pieczarką, która rośnie na łąkach i prawdopodobnie żadnej pieczary nigdy nie widziała?

Nie znam się na grzybach, więc bardzo możliwe, że opieniek rośnie gdzieś dookoła pnia, „opinając” (?) go, a kozaka przywieźli nam ukraińscy degeneraci jako wojenny spadek prosto znad Dniepru. Można się uprzeć, że kurka ostatecznie przypomina jakiegoś kurczaka-inwaidę, ale czy możliwe jest, że kanie były bohaterami drugoplanowymi podczas Jezusowych poczynań w Galilei? I że muchomor ma cokolwiek wspólnego z muchami?

Te słowotwórczo-etymologiczne rozkminy przyszły mi do głowy całkiem spontanicznie, podczas wyjadania cichcem marynowanych podgrzybków, kozaków i prawdziwków ze słoika przywiezionego przez mojego K. Na zajęciach z gramatyki opisowej wklepywano nam w świadomość, że każde słowo na świecie (a przynajmniej to funkcjonujące w naszym języku) ma jakieś pochodzenie, rdzeń,  rodzinę. Więc może ci ukraińscy degeneraci to nie taki głupi pomysł.
 
Znasz się na grzybach?