Sylwester to nie społeczny obowiązek
Felietonia

Sylwester – przyjemność czy społeczny obowiązek?

– Nie mam co robić na Sylwestra w tym roku 🙁

– To zostań w domu, obejrzysz film, pójdziesz obejrzeć fajerwerki.

– Nie no, co Ty. Głupio tak w domu siedzieć w Sylwka. Tak z rodzicami? Nieee.

– Ja tam co roku spędzam Sylwestra z rodziną.

– Nie wiem, jak tak można. Sylwester to zawsze ze znajomymi.

Sylwester! Kto się cieszy? Znowu na każdym rogu będzie jakaś impreza. Ktoś gdzieś wypuści fajerwerki i mam nadzieję, ze oderwie sobie przy okazji ręce. Ktoś inny będzie siedział w domu na kanapie i oglądał serial. Samotnie lub ze współlokatorem. Czy któraś z tych stron robi coś źle. Oczywiście, że nie!

Sylwester nie musi kojarzyć się z imprezowaniem do rana

– Chłopak mojej koleżanki w tym roku pojechał z tatą do jakiegoś Egiptu czy coś na kilka dni i spędzą sobie razem Sylwestra, wiesz, taki męski wypad.

– A ona?

– A ona zostaje w Polsce, idzie chyba do jakiejś koleżanki czy coś takiego.

– Ale przykro.- Czemu przykro?- No bo jak tak można?- Przecież nie są przywiązani do siebie, mogą robić co chcą.

– Ale… przecież to Sylwester… Jak tak można?

Ano kurde widocznie można

To są dwie moje autentyczne rozmowy, które natchnęły mnie do napisania tego tekstu. Utarło się, że Wigilię spędza się z rodziną, a Sylwestra ze znajomymi. Gdzieś daleko od domu, gdzie można robić rzeczy, o których – jak nam się zdaje – rodzicom się nie śniło.

Gdzie się żre, pije, tańczy na stole, fajerwerek się z reguły nie pamięta, a rano jest nowy, nudny dzień. No bo przecież nie wychodzi się ze znajomymi na Sylwestra po to, żeby się z nimi spotkać. I nie oszukujmy nikogo. Ale nie o to mi chodzi.

W tym całym końcorocznym entuzjazmie mam wrażenie, że Sylwester stał się obowiązkiem społecznym. No bo jak można nie bawić się w Sylwestra czy jak tak można, że chłopak jest gdzie indziej. Można w sytuacji, kiedy 31. grudnia jest dniem jak każdy inny.

Sylwester to nie obowiązek społeczny

Osobiście nie widzę szczególnej różnicy między 31. grudnia a 12. maja. Wstaję, ogarniam podstawowe rzeczy w domu, sprzątam, zajmuję się uczelnią, robię obiad… Jedyna różnica jest taka, że wieczorem zamiast piżamy ubieram coś ciepłego i ładnego, wychodzę z najbliższymi na rynek i walę Igristoje prosto z butelki przez jakieś 15 minut, próbując nie umrzeć od fajerwerkowej kakofonii, a potem wracam do domu i idę spać. Dzięki temu pierwszy stycznia jest dla mnie tak samo intensywny i interesujący, jak każdy poprzedni i kolejny dzień.

Budzę się bez zbędnego kaca, jestem gotowa do działania i z ogromną werwą wkraczam w nowy rok. I chociaż mój K. zawsze wyraża chęć spędzania tego dnia ze mną, nie miałabym nic przeciwko, gdybym chciał go spędzić po swojemu. Z kolegami. Z jego rodziną. Jakkolwiek. Bo przecież nie jesteśmy do siebie przywiązani. Dopóki nie łączy nas żaden cywilny cyrograf, jesteśmy całkowicie wolni. Każde z nas ma swoje życie. Potem się zobaczy, podejrzewam, że niewiele się zmieni po zaobrączkowaniu.

To dzień jak każdy inny

Bo Sylwester to dla mnie zwykła niedziela. Zwykły wtorek. Zwykły czwartek. I zdecydowanie wolę życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku mojej mamie, babci, najbliższej rodzinie i najbliższym przyjaciołom, z którymi rozmawiam przez telefon albo spotykam na kilka chwil między jedną fajerwerką na rynku a drugą. Dzięki temu nie tylko oszczędzam sobie kaca, ale przede wszystkim oszczędzam sobie milionów wydanych na to, czy tamto. A wyjechać do Zakopanego czy innej Fuerty mogę sobie później. W styczniu, w marcu, w listopadzie. Nie muszę szukać pretekstu w postaci Sylwestra. To po prostu koniec roku. I zdecydowanie wolę sobie powspominać miniony rok w kapciach, z paczką chipsów i z TVNem.

A wszystkim tym, którzy gustują w hucznych imprezach, życzę aby udała się najlepiej na świecie. Bo to nie jest tak, że hejtuję tych, którzy imprezują. Ten tekst to apel o tolerancję dla drugiego człowieka. Każdy ma swoje zdanie, swoje poglądy, nie ma sensu wpychać ich drugiej osobie do gardła.

Nikogo nie krytykuję!

Bo imprezowanie nie jest głupie. Głupie też nie jest siedzenie z rodziną. Nie jest powodem do wstydu. Zdecydowanie nie i współczuję takiego poglądu, ktokolwiek go wyznaje. Spędzajmy ten dzień tak, jak tylko sobie chcemy i jak jest dla nas najwygodniej. Imprezujmy, leńmy się w domu, bawmy się w domku w górach, róbmy cokolwiek tylko chcemy i przywitajmy nowy rok z radością. Wszystkiego Dobrego w 2018, niech przyniesie same dobroci i oby nie był gorszy od poprzedniego! Bon Voyage!