Felietonia

Festiwal Wydzielin 2018

To będzie najdłuższy wpis na świecie.

Choć Oscary dawno już straciły szacunek do samych siebie i do naprawdę wartościowych filmów, nadal śledzę wszystko, co z nimi związane. Co roku mam jakiegoś faworyta, komuś kibicuję, o kimś innym zastanawiam się, co robi wśród nominacji (jak zeszłoroczny zwycięzca, czyli film o chodzeniu (i oczywiście o czarnoskórym z problemami) albo największe drewno zachodniej kinematografii – również posiadaczka Oscara – Emma Stone).

Nie mogę przeboleć tego, że Ich seh, ich seh nie dostało parę lat temu nagrody w kategorii filmów nieanglojęzycznych i że Zjawa została wyróżniona przez sabotaż internautów, a nie przez uznanie ze strony komisji.

Niemniej jednak i w tym roku byłam ciekawa, kto i co zostanie nominowane. I w tym roku Oscary osiągnęły rekord w byciu istnym festiwalem ludzkich wydzielin.

Dzieje Oscarów śledzę zawsze poprzez Filmweb. I niby wiem, że Oscary to nie polska nagroda, ale mimo wszystko Filmweb to polski portal, który umożliwia głosowanie na najlepszy film, aktora, reżysera czy co tam jeszcze. Komisja chyba uznała, że najlepsze filmy 2017 roku powstały w jego drugiej połowie, dlatego większość nominacji nie ma jeszcze swojej polskiej premiery, co jest dla mnie sporym utrudnieniem, bo do tej pory wyrabiałam sobie zdanie na długo przed galą. No, ale ostatecznie wszystkie się wyrobią, więc można uznać, że po prostu się czepiam.

Festiwal wydzielin rusza z kopyta już przy pierwszej nominacji – najlepszy film. Na dziewięć nominowanych pozycji, 3 dotykają jakiegoś trudnego tematu, 3 oscylują wokół polityki, pojawia się oczywiście jeden wojenny, jeden horror i jeden niewiemco. To, co mnie zaskakuje, to brak motywów żydowskich, co było wręcz głównym warunkiem całego oscarowego przedsięwzięcia.

W tym wpisie opieram się głównie na opisach i zwiastunach, bo w większości przypadków nie mam innego wyjścia.

Jeżeli chodzi o trudne tematy, na pierwszy ogień weźmy Lady Bird, czyli historię o “zbuntowanej dziewczynie, która trafia do katolickiej szkoły”. Brzmi trochę jak historia w stylu “dzień jak co dzień”. Zwiastun sugeruje, że przez 3/4 filmu dziewczyna się buntuje, a potem przechodzi zaskakującą przemianę i staje się dziewicą orleańską. Teoretycznie jest to jedyna komedia w tym zestawieniu, ale opis i zwiastun nie zachęcają mnie absolutnie niczym. Co nie oznacza, że go nie obejrzę.

Jak mogłoby zabraknąć na gali Oscarów filmu o gejach? Już wystarczy, że Żydów nie ma, gejów już nikt nam nie odebrał. Przynajmniej to wynika z opisu filmu Tamte dni, tamte noce. Oprócz tego film nie oferuje nic, co mogłoby zainteresować potencjalnego widza. Dodatkowo mam wrażenie, że chcąc poruszyć pewien problem społeczny i dotknąć kwestii tolerancji, producenci takich filmów gwałcą sami siebie. Efekt tego jest taki, że geje wynoszeni są na świecznik, przez co oswajanie widza z homoseksualizmem zmienia się w wynoszenie go do rangi dewiacji.

Jeśli zdarzy się, że komuś geje nie wystarczają, aby wręczyć filmowi Oscara – spokojnie, mamy jeszcze oczywiście samotną matkę, która – według Filmwebu – po utracie córki, rozwiesza po mieście bilboardy, próbując złapać mordercę. Cel jest oczywiście szczytny i generalnie film do mnie przemawia (tym bardziej, że gra w nim Woody Harrelson), ale zastanawiam się… ile można. Dlaczego nominacji nie dostają filmy, które są po prostu dobre (albo dostają je bardzo rzadko), a nie dobre i ideologiczne? Dlaczego nominacji nigdy nie dostał film 1408 czy genialny Podziemny krąg. Dlaczego nikt nie docenił polskiego sztosu, jakim jest Jestem mordercą. Czego brakowało Praktykantowi, że z 4 nominacji żadna nie jest Oscarowa?

Komedie widocznie nie pasują do powagi sytuacji.

Po wydaleniu na świat trzech oślizgłych pozycji o trudach życia codziennego, warto zapoznać się z kolejnymi trzema, z czego trzy dotyczą szeroko pojętego rządu i polityki. Pierwsza pozycja to Czas mroku i do tego filmu nie umiem się przyczepić, bo lubię biografie i lubię Churchilla. Film miał wjechać do polskich kin wczoraj, zwiastun zapowiada pełnometrażową wersję serialu The Crown. To, co mnie zaskakuje, to najprawdopodobniej pominięcie końcówki kariery i życia premiera UK – w obsadzie nie pojawia się królowa Elżbieta, a z tego wynika, że film kręci się wokół panowania jej ojca. Z Netflixowego serialu wnioskuję jednak, że Churchill odegrał wybitnie ważną rolę w początkach panowania królowej i pewnie zabraknie mi tego w biografii. Choć nie widziałam jeszcze praktycznie żadnego nominowanego filmu – to póki co mój faworyt pod kątem tematyki.

Konkurentem życiorysu pana Winstona jest Czwarta władza dotycząca – tu będzie element zaskoczenia – mediów. Opis sugeruje, że będziemy tu mieć motyw konfliktu prezydenta USA z dziennikarzami. No dobra. Tematyka mnie interesuje, więc obejrzę film z zainteresowaniem, co nie zmienia faktu, że to kolejna ambitna pozycja na liście oscarowych nominacji, a przecież musiały powstać w 2017 roku jakieś inne filmy. Jakiekolwiek.

Kształt wody to pozycja, która najprawdopodobniej wygra z starciu z innymi produkcjami. Dlaczego? Po pierwsze, dotyczy w dużej mierze jakichś rządowych przekrętów i produkowania nadludzi – przynajmniej tyle wynika ze zwiastunu. Po drugie, ważnym aspektem jest główna bohaterka – as w rękawie na drodze do zwycięstwa – bowiem pani Elisa Esposito jest niesłysząca i niemówiąca. Film jest więc kompilacją polityki i niepełnosprawności – czego chcieć więcej od Czempiona Festiwalu Wydzielin? Nic, tylko sypać statuetkami.

Mamy też film wojenny, bo zabijania się w imię lepszej przyszłości też nie mogło zabraknąć. I choć Dunkierka realizuje trochę inny zamysł, niż inne filmy o tej tematyce – nie przemawia do mnie jako dobry film. Tym bardziej, że mój K. – fanatyk filmów wojennych – uważa go za “meh”.

Nie brakuje też horroru, który musi dopasować się do oscarowych wymogów, dlatego główny bohater jest czarny. Przynajmniej mamy pewność, że nie umrze jako pierwszy. I choć film zapowiada się na bardzo dobry (i chyba jedyny, który można było obejrzeć w tamtym roku)… no dobra, chyba się nie przyczepię do niczego innego, jak to, że wśród głównych nominacji nie brakuje samotnej matki, geja, murzyna i rozdmuchanej nastolatki.

Mamy jeszcze coś, co nie zalicza się do żadnej kategorii, ale co też chętnie sprawdzę, czyli Nić widmo. Klimat lat 50, projektant, którego komfortowe życie burzy kobieta – fabuła, która nijak nie odstaje od tysiąca innych filmów. Pewnie dlatego tak się cieszę, że pozycja znalazła się na liście. Co prawda opis sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z bohaterem nieszczęśliwym, to jest jedyny oślizgły motyw tego filmu. Cała reszta wpisuje się w ramy normalności.

Mamy też filmy nieanglojęzyczne, które pokazują, jak bardzo kino nieamerykańskie różni się od amerykańskiego. Mamy tu węgierską opowieść o dwójce ludzi, którym śni się, że są jeleniami (serio, i to jest opis, który mnie najbardziej zaciekawia); transseksualną hiszpankę zakochaną w starszym panu, po śmierci którego kobieta zaczyna mieć jakieś chore wizje; rosyjską mydelniczkę o rozwodzie i porwanym dziecku i The Square. Czarna komedia pochodzenia duńsko-niemiecko-szwedzko-francuskiego, której zwiastun brzmi niepokojąco, ale intrygująco. To, co mnie zastanawia, to fakt, że zwiastun jest w całości po angielsku, więc skąd nominacja?

Jest też L’insulte, ale ten twór nawet nie ma zarysu fabuły. Plakat brzmi jak coś, czego nie chcę oglądać, więc pominę tę pozycję.

Inne kategorie nie różnią się wiele od “najlepszych filmów”, nominowani aktorzy przeplatają się za sobą. Wśród docenionych scenariuszy adaptowanych znalazły się tez dobre pozycje (dobre pod kątem nie grzebania się w śluzie wydzielin trudnego tematu), takie jak Logan czy Gra o wszystko – żeńska odpowiedź na Wilka z Wallstreet. 


Na uwagę zasługuje kilka podrzędnych nominacji dla nowego Balde Runnera, do którego – oprócz trudnego życia bohatera – nie można się przyczepić.

Na końcu mamy nominację o nazwie “najlepszy pełnomatrażowy film dokumentalny”. I wiecie co? Nie mogło zabraknąć gorącego tematu wojny w Syrii. Ostatni w Aleppo to pewnik w tej kategorii, poprawność polityczna nie pozwoli komisji docenić innej pozycji. Dodam, że to jedyna z nominacji, która ma opis fabuły na Filmwebie. Nic więcej nie trzeba mówić.

Festiwal Wydzielin trwa. O tym, czy szary człowiek będzie zaskoczony, czy dostanie w mordę poprawnie politycznym “meh”, zadecyduje Komisja Ślimaczana. Ja mogę powiedzieć tyle, że w tym roku jest kilka filmów, które mają szansę być naprawdę dobre. Jako filmy. Ale Oscary każą nam widzieć je wszystkie przez pewien pryzmat. A to nie o to powinno chodzić.