Felietonia

Krótka refleksja o radiu

Jakiś czas temu miałam okazję pośrednio uczestniczyć w konferencji „Współczesne Media”, organizowanej przez moją uczelnię. Jeden z bloków tematycznych dotyczył radia i wszystkich jego aspektów. Tak sobie siedząc i pilnując, czy nikt przypadkiem nie stracił przytomności i czy sala jest na pewno wyposażona w dwukrotnie większą niż potrzeba ilość wody, słuchałyśmy z przyjaciółką ciekawych lub mniej wystąpień profesorów, doktorów i innych magistrów.

Niespodziewanie zostałyśmy wciągnięte w żarliwą dyskusję, kiedy zapytano nas, czy młodzież jeszcze słucha radia i czy w ogóle czasem włączamy stacje publiczne.

No właśnie, słucha czy nie słucha?

Moja odpowiedź była maksymalnie wymijająca, bo przecież nie mogę wypowiadać się za miliony osób w Polsce. Ale wydaje mi się, że była jednocześnie relatywnie zgodna z prawdą. Radio to medium towarzyszące i tego się od niego wymaga. Nie zatrzymywania nas przy odbiornikach, aby posłuchać podcastu. Dzisiejszy świat funkcjonuje w niewyobrażalnym pędzie. Młodzi ciągle gdzieś się spieszą, ciągle mało im atrakcji, ciągle potrzebują mieć zajęcie. Czy w tym bałaganie spraw jest miejsce na podcasty? Z mojej perspektywy – nie. Radio to dobra opcja na poranki, kiedy jest za wcześnie na telewizję śniadaniową albo kiedy potrzebuję trochę pozytywnej energii. W tej sytuacji stacje formatu AC (czyli większość obecnie popularnych) oferują muzyczny przekrój, przeplatany od czasu do czasu fleszem wydarzeń z kraju i świata czy zafarbowanym ironią felietonem. I wydaje mi się, że to jest to, czego młodzi dzisiaj potrzebują. Mix muzyki i pogadanki, ale bez zbędnego wymuszania na nas skupienia. Cóż, taki mamy klimat.  Radia podcastowe wymagają od ludzi pewnego zaangażowania. I przede wszystkim zainteresowania tematem. Ile procent odbiorców z fascynacją będzie słuchać godzinnej audycji o szlagierach muzyki jazzowej albo o zmianach w prawie unijnym? I czy słuchanie jak ktoś bez przerwy mówi może wpłynąć na efektywność naszej pracy?  Jesteśmy coraz bardziej przyzwyczajeni do ciągłej rozrywki. I na tę rozrywkę ukierunkowani. To, o czym – co prawda o telewizji, ale w tym przypadku również ma rację bytu – pisze Postman, czyli „zabawienie się na śmierć”. Nie potrzebujemy intelektualnej treści. Jesteśmy ogromnym społeczeństwem, które potrzebuje niewybrednej rozrywki i kilku błyskotliwych żartów na antenie. Czy jest to dla nas dobre? Pewnie nie. Ale z drugiej strony – jak długo można bez przerwy chłonąć wiedzę, obcować z kulturą czy po prostu używać mózgu? Czasem wręcz trzeba się wyłączyć, a popularne stacje radiowe przychodzą z pomocą w każdą leniwą sobotę. I wtorek, i czwartek. A w poniedziałek o 6:30 w nocy nie ma nic lepszego na poweekendowego kaca nieróbstwa, niż bełkotanie o niczym.  Nie słucham stacji podcastowych, publicznych, tematycznych. To znaczy nie dobrowolnie. W świecie wiecznego pędu audycje tam wydają mi się zbyt wolne, jakby ktoś puścił je w slow motion. Co nie oznacza, że są złe. Mają po prostu inny target odbiorców. I to niestety nie jest większość młodych ludzi. Niestety dla stacji, które w każdej chwili mogą po prostu umrzeć wraz z ostatnimi słuchaczami.  Słuchasz czasem podcastowych stacji?