Eko życie to nie ascetyzm
Eko i minimalizm

Eko życie: o kompromisach w byciu wege, less waste i cruelty free

Eko życie ostatnio sporo od nas wymaga, nie oferując żadnego zestawu startowego. Nie jedz mięsa. Pij mleko z migdałów. Nie kupuj ręczników papierowych. Podcieraj się bambusową deską. Myj włosy mydłem z naturalnego błota rzecznego. Wyrzuć wszystkie ubrania, zostaw sobie tylko jedną parę spodni i dwie bluzki na zmianę. Pierz majtki w rzece, ale bez płynu. Wkładaj do zmywarki kostki ksylitolu i sody. Przecieraj twarz wodą wyciśniętą z czosnku. Wreszcie zamieszkaj w lesie, sprzedaj samochód, pracuj z domu, a prąd generuj na rowerku stacjonarnym.

Pogubiliśmy się chyba trochę, nie?

W ostatnim czasie eko życie coraz bardziej wżera się w naszą codzienność. I to bardzo dobrze, bo współczesne plastikowo-zwierzęce problemy to nie żadne widzimisie hipsterów, ale poważne zagrożenie. Warto zmieniać swoje codzienne nawyki, nie kolekcjonować w samochodzie kubków ze stacji benzynowej, kupować warzywa we własnych workach czy ograniczyć jedzenie mięsa.

Ale nie możemy nagle wyrzucać całego swojego dorobku w imię dobrej zmiany. To się jeszcze nikomu nie udało.

Eko życie to nie ascetyzm

Mogłabym rzucić się na jakiś zerowaste’owy sklep i kupić cztery i pół kilo szamponów w kostce, mydeł do ciała i twarzy, a cały półroczny zapach plastikowych masek, odżywek i żeli pod prysznic wyrzucić przez balkon. Ale to okrutny brak szacunku dla pieniądza. I dla Matki Natury trochę też, bo skoro już się kupiło, to niech się ten plastik chociaż opróżni.

Jak się ogarnąć w świecie cruelty free

Testowanie na zwierzętach ostatnio wryło mi się mocno w czerep. Ale chyba jeszcze nie tak mocno, żebym zaczęła myć jape szarym mydłem. Jestem bardziej świadoma tego, co kupuję i jaką drogę to przeszło, zanim trafiło na moją półkę, ale nie potrafię być tak restrykcyjna w swoich poglądach, jak dziewczyny facebookowych grup. Przykładowo, dla mnie nie ma znaczenia, czy dana “nietestująca” firma należy do “testującego” koncernu, bo to takie czepianie się garbatego, że ma proste dzieci. Aczkolwiek rozumiem osoby, które podchodzą do tematu właśnie w ten sposób.

Nie unikam też kosmetyków, które nie są CF, ale bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. W sensie – bardzo, bardzo dobrze. Bo moja twarz nie jest z tych wszystkolubnych. Raczej z tych nicnielubnych, dlatego dodatkowa selekcja kosmetyków mogłaby skończyć się źle.

W życiu trzeba być troszkę egoistą. A problem testowania na zwierzętach, który dotyczy głównie rynku azjatyckiego, jest w cholerę duży i rozwleczony. Nie wiem, czy bojkotowanie zakupów to najlepsze rozwiązanie. Jestem fanem dyplomacji, nie szantażu.

Eko życie to przede wszystkim małe kroki

W ogóle nie musisz rezygnować z plastiku, żeby moc powiedzieć o sobie “less waste” czy “less plastic”. Wyrzucanie wszystkich przedmiotów, którymi się otaczamy i zastępować ich słomą, wodorostami i korą dębową nie jest niezbędne. Nie ma też niczego złego w kostkach do mycia włosów czy ekomyjkach do naczyń.

Nie chodzi też o to, żeby nagle wyrzucić całą mrożoną mielonkę i z dnia na dzień zacząć jeść kotlety z soczewicy. To się może źle skończyć pod wieloma względami, a szczególnie pod względem medycznym.

Wiem, co mówię – takiego stanu zdrowia, jaki miałam po tym, jak nagle postanowiłam być wege, mogą mi pozazdrościć nawet pałeczki Salmonelli.

 

Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę ze skali zagrożenia i zdecydować się na jakikolwiek – powtarzam – JAKIKOLWIEK krok w stronę lepszego środowiskowego jutra. Wszyscy zaczynamy od małych kroków. Zawsze, od samego początku naszego istnienia.

Z życia wzięte

Są też rzeczy, które dla nas osobiście są trudne. Ja na przykład kupiłam niedawno super myjkę konopną, która ma służyć do mycia garów albo ciała. Kupiłam ją, bo była w kształcie kotka. Nevermind. W każdym razie – przysięgam – nie wiem, jak ludzie myją tym ciało. Umyłam tym jedną patelnią i prawie zwymiotowałam od tego smrodu spleśniałego sznurka. Generalnie są rzeczy, których póki co nie musisz robić, jeśli nie chcesz.

 

Nie możesz czuć się winny, bo robisz za mało

Nie widzę sensu w wyrzucaniu wszystkich plastikowych rzeczy z mieszkania i zastępowanie ich ekowersjami. Ważne jest to, że w ogóle chcesz coś zmienić. Że chcesz kupić ten bezpastikowy szampon. Albo kupić ekokostki do zmywarki. Albo zamienić swoją szczoteczkę do zębów na bambusową. Wszystko to jest ekstra. I warto to chwalić wszem i wobec.

Tymczasem wszędzie widzę tylko krytykę, że nie robi się więcej. Żyjemy w społeczeństwie wiecznej pretensji. Nikogo nie obchodzi to, co robisz. Wszystkich obchodzi tylko to, czego jeszcze nie robisz.

Nie jadłeś mięsa w czwartek i wtorek? Ale w sobotę widziano Cie z kebsikiem na mieście. Robisz samodzielnie proszek do prania z boraksu, ale kuchnię uwaloną sosem pomidorowym wycierasz jednorazowym ręcznikiem. No jak tak można?!

Oczywiście, że można. Sama nie mieszkam w lepiance i nadal kupuję antyalergiczne płyny do płukania tkanin, żeby nie zadrapać się na śmierć. Korzystam też z kosmetyków w plastikowych opakowaniach, a wegetarianizmowi daję wolne, kiedy zamawiam ze znajomymi pizzę.

I czuję się z tym okej. Bo ważne jest to, co robisz i tego będę się trzymać.

Z czasem – jeśli zechcesz – wejdziesz głębiej w tę lesswaste’ową króliczą norę

Nie każdy jest gotowy na radykalne zmiany. Jeśli nie czujesz się na siłach, żeby zamienić podpaski na wielorazowe albo nie chcesz używać tabletek do mycia zębów z obawy o zdrowie swojego uśmiechu – nie ma problemu. Być może kiedyś się przekonasz, a być może nie. Dla mnie ważne będzie to, że korzystasz z wielorazowych wacików, wybierasz szklane żele do mycia twarzy i ograniczasz jedzenie mięsa do dwóch razy w tygodniu.

Ważne jest to, co robisz, a nie to, czego nie robisz.

Kiedyś wydawało mi się, że kompromis to przegrana walka. Dzisiaj jestem dorosła i wiem, że kompromisy czasem są jedynym wyjściem i doskonałą metodą działania. Gdyby nie one, wszyscy bylibyśmy strasznymi egoistami.

Nie mam czasu przejmować się tym, że być może robię za mało. Nikt nigdy nie wyszedł dobrze na tym, że zmienił swoje życie z dnia na dzień. Tak się nie da i tego nikomu nie polecam.

Problem nadprodukcji plastiku, śladu węglowego i fatalnego traktowania zwierząt hodowlanych to poważne sprawy i nie ma co z tym dyskutować. Ale nie możemy zmienić się w ascetów, którzy żywią się energią słoneczną, a dupę podcierają przeczytanymi już książkami.

Wpadaj na mój Instagram, tam jest dużo więcej treści dotyczących eko życia w równowadze.