Jak nie zwariować w święta

 
Mnie akurat nie. Ale istnieje spora grupa ludzi, których koszmarnie denerwuje cała ta świąteczna otoczka. Miasta przystrojone już na początku grudnia. Znicze w centralnych punktach hipermarketów ustępują miejsca ozdobom choinkowym z dnia na dzień. Domki z piernika stawia się w każdej możliwej galerii handlowej. Z telewizyjnych ekranów wylewają się spoty pełne zimowych kolorów, świątecznych motywów i pomysłów na prezent. Przynajmniej 3 razy przed Wigilią da się gdzieś między kanałami znaleźć Kevina samego gdzieśtam.
 

 
Telewizje śniadaniowe prezentują najlepsze pomysły na wigilijny stół, patenty na udekorowanie domów czy propozycje spędzania Sylwestra. W sieci ostatecznie też tego nie mało. Każda szanująca się marka kosmetyczna wypuszcza swoje kalendarze adwentowe z miniaturkami kosmetyków, które vlogerki openboxują na oczach zazdrosnego widza. Wszelkie vlogmasy, blogmasy o ubieraniu choinki, kupowaniu stroików i zamawianiu pierogów z grzybami od pani Jadzi ze Rzgowa czy innego Kraśnika. W subskrypcjach nie brakuje wigilijnych tutoriali makijażowych, hauli zakupowych i lookbooków na każdy dzień świątecznego tygodnia. Nie brakuje też różnego rodzaju rozdań i konkursów, do których jedynym pretekstem są święta. Wszystko stylizowane jest na świąteczne i tak naprawdę trudno kupić papier do pakowania prezentów dla kogoś, kto ma urodziny w listopadzie i niekoniecznie potrzebuje prezentu zapakowanego w mikołaje.

 
Kubki w choinki. Czekolady w kształcie reniferów. Pojemniki w gwiazdki. Koce w śnieżynki. Wszystko złote, czerwone, białe albo zielone. I błyszczące, koniecznie błyszczące.

 
W tej całej świątecznej pladze, batalionie ozdób i kakofonii zimowych jingle’i, w którym koncerny ścigają się o naszą uwagę, manipulując naszą wrażliwością na magię świąt, osobiście nie widzę nic złego. Taki mamy klimat. O ile nie wypada robić wydarzenia medialnego z Wszystkich Świętych i przemysł ogranicza się do zrobienia promocji na znicze i wiązanki, tak cała reszta celebrowanych przez nas okresów jest tak samo wyhypeowana. Niedawno było Halloween i trudno było znaleźć lokal, w którym ktoś nie wyciął dyni i sklep, w których takich nie sprzedawano. Niedługo święta się skończą, mikołaje, renifery i złoto ustąpi miejsca serduszkom, pierniczkom i promocjom na prezerwatywy, a te z kolei płynnie zmienią się w jajka, trawę w doniczce, baranki z masy cukrowej i kaczuszki. Tak po prostu jest.

 
To, co możemy z tym zrobić, jeśli bardzo nam to przeszkadza, to olać temat i nie zwracać uwagi na wszechobecne święta zaczynające się w mediach i przemyśle już pod koniec listopada. Im bardziej będziemy komentować tę świąteczną otoczkę, tym bardziej będzie nam przeszkadzać i tym bardziej widoczna się dla nas stanie. Nie ma sensu denerwować się tym, na co się nie ma wpływu.  Nic nie zrobisz z tym, że wraz z końcem jesieni świat zalewa potop czerwonych czapeczek i lampek choinkowych, tak jak ja nie zrobię nic z tym, że co roku gdzieś na świecie jest Kevin. Każdy czegoś nie znosi i wcale nie trzeba z tym walczyć. Przeciwnie, zaakceptuj swoje bolączki, a świat będzie piękniejszy.
 
 
Kingsley The Coach pozdrawia.