Wady i zalety pracy zdalnej
Organizacja

Wady i zalety pracy zdalnej. Czy warto porzucić biuro?

Praca zdalna jest trochę jak amstaff. Możesz się z nim przyjaźnić przez wiele lat, ale wystarczy, że na chwilę stracisz czujność i zrobisz jeden drobny błąd, a pozbawi Cię jakiejś istotnej kończyny. W przypadku pracy z domu to zwykle nagminne mylenie siedzenia we własnych czterech ścianach z wolnością.

Owszem – praca zdalna daje ogromne poczucie wolności, ale to nadal jest praca. I trzeba jej poświęcić wystarczającą ilość czasu, aby można było mówić o jej zaletach. Bo oczywiście ma także swoje wady. To tak, jakbyś miał na balkonie dwie kule z bukszpanu – jedną trującą dla Ciebie i Twojego amstaffa. I to od Ciebie zależy, którą z nich będziesz podlewać i pielęgnować.

Ale dziś jestem poetycka. Ale to dlatego, że cały dzień kreśliłam rzetelne, pozbawione emocji artykuły o usuwaniu migdałków i wpływie bananów na poprawienie frakcji wyrzutowej serca. Do rzeczy!

Wady i zalety pracy zdalnej

Celowo zaczynam od wad. Bo jest ich zdecydowanie mniej. Jeśli jesteś tu, bo sądzisz, że będę próbowała Cię przekonać do tego, że biuro jest super i że musisz je pokochać, muszę Cię rozczarować. Nie można nikomu wmówić, że trawa jest fioletowa. To znaczy daltonistom i niewidomym można, ale to oszustwo.

Kiedy pracujesz zdalnie, nikt Cię nie kontroluje

To jednocześnie może być zaleta i wada. Siedząc w domu, nikt nie zwisa Ci nad głową i nie sprawdza postępów Twojej pracy. I nie sprawdza, co właściwie robisz, aby umilić sobie czas. W biurach ukrywasz się z YouTubami na karcie incognito, minimalizujesz aplikację Netfliksa z duszą na ramieniu, kiedy szef przechodzi albo wyjmujesz słuchawkę z ucha, kiedy słyszysz, że otwierają się drzwi od pokoju Statku Matki.

Pracując z domu nie musisz robić tego wszystkiego. Bo nikogo nie obchodzi, jak radzisz sobie z codziennymi obowiązkami. To znaczy koordynatorzy i szefowie zasypują Cię pewnie dziesiątką maili ze zdjęciami batów w załącznikach. Ale to nadal nie zaburza Twojego poczucia komfortu. A w pracy najważniejsze jest bezpieczeństwo.

Miałam zacząć od wad, po czym zrobiłam z niej zaletę. Dobrze się zaczyna ta moja obiektywna analiza.

Jeśli jednak jesteś prokrastynacyjną miękką fajką, wtedy ten zdalny przywilej może okazać się wyjątkowo destrukcyjny. Jeśli nikt Cię nie kontroluje, zaczynasz stopniowo coraz bardziej się obijać, a potem długo zastanawiasz się, skąd pomysł rzucenia Ci w twarz wypowiedzeniem.

Masz więc dwie opcje – albo przestać być taką miękką fajką, albo pogodzić się z tym, że zalety pracy zdalnej wcale Ci nie pomogą w robieniu kariery zawodowej.

Mnóstwo pokus czeka na Ciebie w domu

Jeszcze jeden odcinek serialu, pół godziny dłużej w łóżku czy nagła chęć zrobienia pierogów – wszystko to jest potencjalnym zagrożeniem dla efektywności Twojej pracy. Jeśli nie masz naturalnej rozpraszaczoodporności, praca z domu może się dla Ciebie okazać nie do końca korzystna.

W domu też czeka mnóstwo obowiązków. I teoretycznie to kolejna zaleta, bo kiedy idziesz rozprostować nogi po godzinie wiszenia na mailu, postanawiasz przy okazji wstawić pranie, żeby gacie doprowadzały się do porządku w międzyczasie. Ale jak już jesteś w łazience, to przy okazji ogarniesz sobie umywalkę, przetrzesz podłogę, aż w końcu łapiesz się na tym, że układasz swoje kosmetyki alfabetycznie.

W domu jest mnóstwo ciekawych rzeczy do roboty. Jeśli nie umiesz się im oprzeć, znów masz dwie opcje – albo opanujesz asertywność wobec przyjemności i obowiązków, albo lepiej wracaj na swoje twarde biurowe stanowisko

Praca zdalna często zajmuje więcej, niż 8 ustawowych godzin

To poniekąd wynika z dwóch poprzednich punktów – jeśli nie masz nad sobą żadnej ważnej głowy, za to masz mnóstwo kwiatów do podlania i serialik w kolejce – praca staje się tym, co może poczekać. Jeśli oczywiście nie wisi nad Tobą żaden deadline. Albo jeśli nie umawiasz się na ośmiogodzinny etat tak czy owak.

To błąd, który czasem zdarza mi się popełniać. A to za późno mi się wstanie, a to coś mnie rozproszy. Tu kurier, tam kawa albo telefon od psiapsi. I to, co mogłam zrobić w kilka godzin rozlewa się na 10 albo 12, które mogłabym poświęcić na robienie wielu wspaniałych rzeczy. Albo na leżenie i gapienie się w ekran.

O sposobach na efektywność w domu będzie innym razem.

 

Zalety pracy zdalnej przewyższają zdecydowanie jej wady
Zalety pracy zdalnej to też ulubiony, uszczerbiony kubeczek, z prezencji którego nikt mnie nie rozlicza

Inni domownicy a praca zdalna

Jeśli masz całe mieszkanie czy dom tylko dla siebie, masz win-win situation. Ale jeśli Twój partner/partnerka też pracuje z domu albo przypadkiem ma urlop, albo jeśli masz kilka sztuk wieczniecośchcących małych głów – praca zdalna okazuje się dość kłopotliwa. I problematyczna. I wymaga od Ciebie albo wysokich zdolności organizacyjnych, albo bycia wyjątkowo bezlitosnym dla najbliższych.

Najlepiej w takie sytuacji zamknąć się w pokoju na kilka godzin i zostawić całą resztę samopas albo sprzedać komuś dzieci na trochę, jeśli akurat jesteś jedynym dorosłym i odpowiedzialnym domownikiem.

Czyli co, są w końcu jakieś zalety tej całej pracy zdalnej?

Tak naprawdę wszystko to (może oprócz szwendających się po domu współmieszkańców) można obrócić w zaletę. Ja na przykład bardzo doceniam możliwość robienia prania czy wykonywania innych szybkich obowiązków domowych w godzinach biurowych. Normalnie wróciłabym do domu między 15 a 16 i musiałabym to wszystko robić, zamiast po prostu walnąć się na wyro. Pracując z domu, o 16 jestem już (zazwyczaj) dawno po robocie i leżę skarpetami do góry, sprawdzając, co nowego u moich ulubionych YouTuberów.

To ja decyduje o charakterze i miejscu swojej pracy

Nie potrzebuję biurka z regulowanymi nogami ani dziwnego, redakcyjnego fotela, który chyba chciał służyć do grania w CODa, ale porzucił licealne marzenia i poszedł do normalnej pracy. Mogę pracować na podłodze, pod grzejnikiem, na balkonie, w pozycji lotosu i z blantem za uchem. Potrzebuję tylko mojego laptopa, wiaderka kawy i ekranu telewizora w zasięgu wzroku. Mogę też pracować w dowolnym systemie i o dowolnej godzinie. W moim korpo jest kilka osób, które regularnie wrzucają coś między 1 a 3 w nocy. No i kto im zabroni?

Pamiętaj, zawsze najważniejszy jest efekt, niekoniecznie sposób.

Nie muszę kupować podwójnej ilości swoich ulubionych produktów

W moich etatowych czasach nosiłam do redakcji wszystkie drogie rzeczy, na które mogłabym mieć ewentualnie ochotę. Zdarzało mi się kitrać w lodówce swoje mleko roślinne i jakiś mielony len, który miał stworzyć w moim mózgu poczucie zdrowego korpoodżywiania. Nic takiego się nie stało, a wszystkie te kulinarne dobroci zabrałam z powrotem do domu.

W domu zawsze jest przyjemna atmosfera

No, nie zawsze. Ale nawet jak pokłócisz się ze swoją drugą połówką, rzucisz w dzieci gumową lokomotywą albo postanowisz przerobić kota na pasztet za porwanie zasłony, w powietrzu dalej unosi się miłość. Czujesz gdzieś zapach porannej kawy. Albo domowego serniczka. Słyszysz ulubioną stację radiową i psa sąsiadów za ścianą.

W korpo w powietrzu nie czujesz nic, bo jest tak suche, że żadna materia nie może w nim przetrwać. A poza tym rzadko się zdarza, żeby ktoś lubił absolutnie wszystkich swoich współpracowników. To jest nierealistyczne.

Tak naprawdę w porównaniu z surową atmosferą biur i wygłuszającymi panelami na ścianach, nawet młot pneumatyczny na szóstym piętrze wydaje się cudowną melodią.

Feedbacki dostaję mailowo albo telefonicznie

To ogranicza konieczność kontaktów międzyludzkich do bardzo przyjemnego minimum. Rozmowa z szefem na dywaniku zawsze jest stresująca. Telefon, mail czy wideorozmowa na Skype ma zawsze nieco mniejszą moc, jeśli chodzi o budzenie strachu. Ale nie mów tego swojemu szefowi. To nie jest dobry argument.

Zalety pracy zdalnej, które najbardziej doceniam

Ogólniki to nie wszystko. Wolność, poczucie komfortu, możliwość dowolnego rozkładu obowiązków, etc., to jedno. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim są jeszcze takie zalety pracy zdalnej, na które nie wszyscy zwracają uwagę. Bo to takie kolorowe drobiazgi, które dla mnie były szalenie ważne i stanowiły podstawę do ucieczki z redakcji.

Zalety pracy zdalnej według BNS:

pracuję w idealnej temperaturze, bez suchego powietrza z klimy, które wali mi w twarzy i wysusza włókna kolagenowe pod naskórkiem;

  • nie muszę z nikim dzielić miseczek, sztućców i sedesu. Mogę sobie przynieść swój kubeczek, ale przecież nie przyniosę do biura zastawy stołowej;
  • mogę cały dzień biegać w dresie (albo czasem bez) i chrupać głośno cipsikami
  • nie tracę czasu na makijaż i dojazdy do redakcji
  • mogę sobie pić do woli wszystkie swoje śmierdzące ziołowe herbaty na poprawę funkcjonowania trombocytów
  • od kiedy pracuję zdalnie, jestem lepiej zorganizowana w kwestii mycia głowy. To brzmi głupio, ale wiesz – jestem włosomaniaczką. A jeśli nie wiesz, odsyłam Cię do mojej włosowej serii. W każdym razie, mycie głowy trwa u mnie zawsze trzy dni. Razem z nakładaniem masek, majonezów czy oleju z czarnej rzepy. A suszenie ich – kolejne długie godziny. Moje włosy mają dziwną cechę szczególną – nie schną. Bez względu na zastosowaną metodę. Dlatego możliwość umycia ich o dowolnej godzinie jest super.
  • w domu mam mnóstwo zieleniny, która poprawia mi nastrój i w jakiś dziwny sposób wpływa na moje poczucie komfortu.

Czy warto więc porzucić biuro?

Powinnam odpowiedzieć jak prawdziwy prawnik – “to zależy”, ale powiem krótko: WARTO. Wszystkich strategicznych umiejętności można się nauczyć. Poczucie wolności, niezależności i możliwości pracowania w majtach albo bez jest warte każdej świeczki.

Czyli co, przekonałam Cię? Jeśli tak, zobacz jak rozmawiać o tym z szefem i dlaczego w ogóle zdecydowałam się na ucieczkę z redakcji, którą w zasadzie od czasu do czasu lubię. A jeśli wiesz, że to i tak nie wypali, przeczytaj, jak sobie radzić z organizacją czasu na etacie.

I jak zawsze polecam Ci moje social media, które są kolorowe i zadowalające jak moje życie na kwarantannie – wpadaj na Instagram i Facebook i nie zapomnij zostawić po sobie śladu!