Przepiłowanie paznokci to dość powszechny problem, szczególnie kiedy nie umiesz właściwie posługiwać się frezarką. To także dość czasochłonny sport, który wymaga mnóstwa cierpliwości. Bo po takim intensywnym przemaglowaniu płytki potrzeba przynajmniej kilku miesięcy, aby można było przestać wstydzić się swoich dłoni. Tak właśnie było w moim przypadku. Ale po kolei. O co chodzi z tą przepiłowaną płytką i co można z tym zrobić?

Przepiłowanie paznokci – moja historia

Ze skutkami przepiłowania paznokci walczyłam przez ok. 5 miesięcy. Pod koniec grudnia 2019 roku po raz pierwszy założyłam żele, aby dwa tygodnie później wyfrezować płytkę na zero. Bo nie miałam innego pomysłu, jak to zdjąć. Z jakiegoś powodu bałam się to robić pilnikiem.

Kilka dni później na imprezę pracowniczą mojego K. (tematyczną, to ważne) położyłam żele po raz ostatni, aby dumnie prezentować się obok mojego gangstera rodem z Peaky Blinders. Zdjęłam je już po kilku dniach (boleśnie dość), bo już podczas imprezy nadmiar żelu zaczął się odłamywać od naturalnych paznokci. Bo oczywiście nie robiłam tego profesjonalnie. Szablonu nie było pod co włożyć, więc próbowałam z tipsami. Takimi zwykłymi, nie tymi do przedłużania.

Bolesne doświadczenie. Nie polecam. Nie rób tego w domu. Ani poza domem.

Tak skończyła się moja przygoda z przedłużaniem paznokci na żelu. Ale za to zaczęła się wielka reanimacja. Dzięki temu mam dla Ciebie kilka złotych rad i złotych kosmetyków.

Jak wygląda przepiłowana płytka?

Jak rozpoznać, że przepiłowaliśmy płytkę? To bardzo proste. Staje się ona bardzo cienka i zaczerwieniona, ponieważ przez taką cienką warstwę przebija łożysko, które jest mocno ukrwione. Takie paznokcie, nawet jeśli trochę odrosną, natychmiast się łamią (czasem zwyczajnie rwą), a także wyginają na wszystkie strony – nawet pod naciskiem bieżącej wody.

Paznokcie, które zostały przepiłowane frezarką, dodatkowo mogą mieć charakterystyczne bruzdy i wgłębienia, szczególnie w okolicy skórek. Widać to najlepiej dopiero wtedy, kiedy płytka zacznie odrastać.

Przepiłowane paznokcie są także bardzo wrażliwe. Jeśli nałożysz na nie serum, które w składzie ma alkohol, może on zadziałać drażniąco. Poczujesz wtedy charakterystyczne pieczenie. Taka sama sytuacja pojawi się, kiedy na taką płytkę położysz zdobienie hybrydowe i włożysz paznokcie do lampy.

Uwaga!

Tzw. pieczenie w lampie jest normalne, jeśli robisz zdobienie żelowe albo akrylożelowe. Polimeryzacja, czyli utwardzanie masy na paznokciach, to reakcja cieplna i to właśnie temperatura wywołuje charakterystyczne pieczenie. Nie zawsze oznacza to przepiłowania płytki. Jednak może to doprowadzić do oparzenia płytki i łożyska, dlatego jeśli czujesz pieczenie podczas utwardzania żelu, wykonuj ruchy pulsacyjne — wkładaj dłoń na 1-2 sekundy do lampy i od razu wyjmuj na ok. 5 sekund (grzbietem do dołu). Powtarzaj, aż uczucie ciepła minie.

Na szczęście z problemem przepiłowania płytki można sobie poradzić. Ale nie jest to takie proste.

Najważniejsza jest cierpliwość

Paznokcie mają to do siebie, że odrastają od strony skórek. Mam nadzieję, że to już wiesz. Bo ja nadal mam w pamięci koleżanki z gimnazjum, które były w opór ucieszone, że im tak szybko rosną paznokcie, podczas gdy to był tylko starty na końcówkach lakier.

Z tego powodu, że rosną od skórek, trzeba dbać o to, żeby rosły maksymalnie zdrowe. Dlatego nie trzymaj takich papierowych kawałków kalki, żeby tylko były długie. Nic to nie da — żaden lakier się nie utrzyma, a nawet jeśli, to przecież taki papierowy paznokieć zaraz się złamie w pół.

Przez mniej więcej dwa miesiące raz na tydzień piłowałam całość na zero papierowym pilnikiem, a następnie nakładałam to, co akurat było w planie. W ten sposób stopniowo usuwałam całą tę przepiłowaną masakrę i pozwalałam paznokciom spokojnie odrastać.

Przepiłowanie paznokci – przed i po

Zaczęłam swoją walkę o lepszy wygląd na początku stycznia i przez pierwsze 2-3 miesiące moje paznokcie wyglądały tragicznie. Dobrze, że przez większość czasu nosiłam rękawiczki, bo pokazywanie takich rąk ludziom nie było zbyt komfortowe. Przez to, że ciągle piłowałam je na zero, a ich struktura była nierówna, wyglądało to, jakbym je boleśnie obgryzała. Tymczasem ja chciałam jak najszybciej pozbyć się tej papierowej warstwy płytki.

Na zdjęciu możesz zobaczyć, jak wyglądały w styczniu, a jak teraz:

Przepiłowane paznokcie przed i po (5 mies)

Moje paznokcie są z natury cienkie i nigdy nie będą wyglądały, jak sztuczne, ale (póki co) nie łamią się i są elastyczne. Czyli takie, jak chciałam.

Jak dbać o przepiłowaną płytkę?

Odpowiednia pielęgnacja to kluczowa kwestia. Tak cienka struktura jest mega podatna na uszkodzenia, nie warto kusić losu. Na początek jednak warto postawić na produkty kremowe i płynne, zamiast na odżywki, które zastygają. Produkty w formie lakierów prawdopodobnie szybko odpadną, a sera i olejki mają zwykle więcej aktywnych, dobrze działających składników, często naturalnych.

U mnie świetnie sprawdza się keratynowe serum od Nowej Kosmetyki. Pomimo tego że śmierdzi połączeniem kozieradki i selera, poradziło sobie ze wszystkim. Nawet z tymi najgłębszymi  bruzdami i dziurami po frezarce – z tych miejsc, w których trochę za długo ją potrzymałam w jednym miejscu. Bolesne doświadczenie swoją drogą.

Przez cały czas stosowania serum nie malowałam paznokci. Po pierwsze dlatego, że nie było czego malować, a po drugie dlatego, że na gołej płytce po prostu takie rzeczy lepiej działają.

Oprócz serum z Nowej Kosmetyki namiętnie zużywałam też Regenerum w pędzelku. Ekspresowo się wchłania i poprawia wygląd płytki, a jednocześnie zabezpiecza ją przed działaniem czynników zewnętrznych. Nałożone i wmasowane, pomaga przyspieszyć cały proces regeneracji przepiłowania.

Jeśli chodzi o odżywki, sięgaj po nie dopiero wtedy, kiedy zauważysz, że płytka jest mocniejsza, a sporo przepiłowanej części już odrosło. A także wtedy, kiedy czeka Cię ważne wyjście albo po prostu chcesz zabezpieczyć płytkę przed uszkodzeniami na czas bycia poza domem, etc.

Ja stosowałam przede wszystkim Sally Hansen Maximum Growth, ale doskonale sprawdza się także Witaminowa odżywka Semilac 10 w 1. Ta ostatnia wygładza nierówności płytki, dobrze się jej trzyma i utwardza je, dzięki czemu rosną zdrowsze. Produkt od Sally Hansen za to znacznie przyspiesza wzrost paznokci.

Dzisiaj, kiedy moje paznokcie są już w dobrej kondycji, sięgam tylko po serum z Nowej Kosmetyki i po odżywkę z Semilac. Stosuje je w przerwie między hybrydami. Wiem, że paznokcie nie mają płucek i nie muszą “pooddychać”, niemniej jednak nadal nie mam obycia z frezarką, więc temat przepiłowanej płytki co jakiś czas wraca. Na wszelki wypadek robię więc sobie kilka regeneracyjnych dni przerwy.

Moje domowe sposoby na przepiłowanie paznokci

Oprócz wszelkich odżywek i serum w moim przypadku sprawdziło się także:

  • smarowanie olejkiem rycynowym,
  • kąpiele w ciepłej oliwie,
  • masowanie płytki podczas nakładania serum/olejków

Bardzo ważne było też to, co jadłam. Nie tylko sama dieta, ale także suplementy i herbaty ziołowe. Nadużywałam skrzypu, pokrzywy i cynku. Moja cera jakoś to zniosła, obyło się bez skrzypowego wysypu (bardzo często to skutek uboczny oczyszczania organizmu). Jednak podczas stosowania ziół regularnie, każdego dnia, musisz się przygotować, że zmienisz się w człowieka-hydranta.

Nie stosowałam biotyny, dlatego nie wiem, czy mogłaby przyspieszyć cały ten proces. U mnie całość trwała od stycznia do końca czerwca. Wtedy położyłam pierwsze hybrydy na bardzo krótkich, ale już relatywnie zdrowych paznokciach i pozwoliłam im odrosnąć. Co ciekawe, lakier trzymał się prawie cztery tygodnie, co u mnie się nie zdarza.

Teraz, kiedy mam już długie paznokcie i ścieram hybrydy podczas codziennego klepania w klawiaturę, muszę domalowywać warstwę topu po ok. 1.5 tygodnia albo ściągać lakier częściej. I bardzo uważam na to, co wyrabiam z moją frezarką. Przez większość czasu. A Ty jak dbasz o swoje paznokcie i czy często zdarza Ci się przejechać kilka razy za często frezarką lub pilnikiem?

***

Wpis zawiera linki afiliacyjne.